Miałam ostatnio taką sytuację, że zaczęłam robić rytuał miłosny, ale w połowie wyszło na jaw coś, co mnie naprawdę rozzłościło - i dokończyłam go w takim stanie totalnej wściekłości. Teraz zastanawiam się, czy to w ogóle miało sens, czy może zrobiłam sobie krzywdę. Czy ktoś w ogóle próbował coś robić będąc na emocjach? Jak to działało?
No to jest właśnie ciekawe pytanie, bo słyszałem różne podejścia. Jedni mówią, że emocje w ogóle napędzają rytuał, że im większy ładunek, tym lepiej. Inni twierdzą, że gniew to zupełnie inny kierunek energii niż miłość i możesz dosłownie rozjechać intencję. Sam nigdy nie robiłem nic na gorąco, ale zastanawiam się - czy ta wściekłość była skierowana na osobę z rytuału?
Ja wrócę do wątku Daneczki, bo on jest dla mnie bardziej konkretny. Jest coś, co w różnych tradycjach pojawia się jako zasada - emocja podczas rytuału to nie jest tło, to jest substancja. I gniew jest autentyczny, więc sam w sobie nie jest zły. Problem, który widzę w tej konkretnej sytuacji, to pęknięcie intencji w połowie. Zaczęłaś z jednym zamiarem, skończyłaś z innym odczuciem. To nie jest idealny scenariusz, ale nie jest też apokalipsa.
Słyszałam o zasadzie trojga, że cokolwiek wysyłasz, wraca do ciebie potrójnie. Ale nie wiem, na ile to rzeczywiście działa przy zwykłych rytuałach miłosnych, a na ile to straszak.
Mam pytanie do Daneczki - czy po tym rytuale coś się w ogóle wydarzyło? Jakikolwiek sygnał, ruch, zmiana? Bo to by nam dało więcej do myślenia niż spekulacje.
Dosłownie jedno zdanie z pytaniem o coś zupełnie banalnego. Nic osobistego, nic co sugerowałoby, że coś go ciągnie. Jakby zagadał, żeby zagadać.
A jak długo po rytuale to było? Bo to też może coś mówić o tym, jaką część intencji złapał.
Jakieś pięć dni. Czy to dużo, czy mało przy takich rzeczach? Naprawdę nie mam punktu odniesienia.
Pięć dni to w zasadzie nic. Przy rytuałach miłosnych często mówi się o tym, że pierwsze ruchy są właśnie takie - testowe, niepewne. Nie traktowałbym tego jednego kontaktu jako odpowiedzi na pytanie o skuteczność. To zbyt mała próbka.
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale skąd w ogóle wiecie, że to rytuał, a nie po prostu on miał ochotę napisać? Nie wiem jak to odróżnić.
Dobre pytanie, ale też trochę okrutne przy czymś tak emocjonalnym 🙂 Łatwo powiedzieć "odpuść", trudniej zrobić. Szczególnie jak ktoś zrobił rytuał właśnie dlatego, że jest bardzo zaangażowany emocjonalnie.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Mówicie o tym, że gniew zmienił "ton" rytuału. Ale skąd wiadomo, że gniew w trakcie to nie był po prostu ten autentyczny stan, a spokój na początku był wymuszony? Może to, co wyszło, jest bardziej prawdziwe niż to, co było zaplanowane.
Dziękuję, że ktoś to powiedział, bo trochę zaczęłam się gubić w tej filozofii. Powiem jak jest - on napisał, odpowiedziałam krótko, zamknął temat jednym słowem i cisza. Nie wiem czy to dobry znak, czy zły.
To, że zamknął jednym słowem, niekoniecznie cokolwiek znaczy w tym momencie. Czasem pierwszy ruch po rytuale jest dosłownie testem - coś pcha do kontaktu, ale świadomość nie nadąża. I wtedy rozmowa wygląda właśnie tak, jakbyś opisała.
Słuchajcie, ale to brzmi jakby trzeba było czekać miesiącami i interpretować każdy przypadkowy SMS. Ile czasu normalnie mija, żeby cokolwiek ocenić?
Mam pytanie do tych co wiedzą więcej - czy powtórzenie rytuału teraz, po tym suchym kontakcie, miałoby sens? Czy raczej zakłóciłoby to co już się zaczęło?
Nie myślałam o powtórzeniu, bardziej zastanawiam się czy w ogóle cokolwiek robić, czy zostawić jak jest. Ten kontakt mnie rozkręcił emocjonalnie i teraz nie wiem czy mogłabym w ogóle zrobić cokolwiek spokojnie.
A może właśnie o to chodzi - że zanim cokolwiek zrobisz dalej, potrzebujesz czasu nie dla rytuału, tylko dla siebie? Mówię to na serio, bez moralizowania. Bo jak jesteś rozkręcona, to nie jesteś w stanie nic ocenić trzeźwo.
Jest jeszcze jeden aspekt, który tu pominęliśmy. Pytanie z tytułu wątku dotyczy tego czy emocje gniewu zmieniają przebieg - i myślę że odpowiedź jest tak, ale nie w sensie "psucia" rytuału. Gniew to też energia, ma kierunek i intensywność. Pytanie co gniew Daneczki gnał do przodu - żal, chęć odzyskania, złość na siebie czy na niego? Bo to różne rzeczy.
Komplikuje i pomaga jednocześnie - to chyba najuczciwsza odpowiedź jaką możesz dostać. Taka mieszana intencja nie jest rzadkością i nie przekreśla niczego, ale daje mniej przewidywalny wynik. Stąd pewnie ten suchy kontakt - coś dotarło, ale bez jasnego kształtu.
Ta mieszanina emocji, którą opisałaś, to akurat jeden z bardziej skomplikowanych stanów wyjściowych do jakiegokolwiek rytuału. Żal, złość i coś w stylu niezrozumienia - to trzy różne kierunki jednocześnie. Pytanie, który z nich był najgłośniejszy w momencie samego działania, bo to on prawdopodobnie nadał ton.
Właściwie to nie uziemiałam niczego przed. Byłam w środku tej emocji i po prostu... zaczęłam. Nie wiem czy to błąd, czy nie, ale tak po prostu wyszło.
Szczerość tego co mówisz jest akurat ważna, bo wiele osób nie przyznaje się do tego, że działało chaotycznie. A to że "po prostu zaczęłaś" niekoniecznie jest błędem - może być nawet bardziej autentyczne niż starannie zaplanowane rytuały robione bez prawdziwego ładunku emocjonalnego. Problem jest inny: nie wiesz co wysłałaś, bo sama nie wiedziałaś co czujesz.
Jest jeszcze kwestia, której nie poruszaliśmy - co się dzieje z tą emocją po rytuale. Czy ona opada, czy zostaje? Bo jeśli ktoś wchodzi w gniew i po wszystkim nadal jest nakręcony, to ta energia nie została uwolniona tylko pozostaje w obiekcie, który ją wygenerował. A to może mieć różne skutki dla osoby robiącej rytuał, nie tylko dla "celu".
U mnie tak było. Po tym wszystkim byłam jeszcze bardziej nakręcona przez jakiś czas. Myślałam że to normalne po intensywnych emocjach, ale teraz nie jestem pewna.
Słuchajcie, mam pytanie trochę z boku - czy gniew jako emocja ma w ogóle jakieś przypisanie do konkretnych typów rytuałów? Bo kojarzę że przy pewnych pracach mówi się o emocjach "zimnych" i "gorących", i że dobiera się je do celu. Czy gniew jest tutaj w ogóle pasujący do rytuału miłosnego?
Neutralne chyba najbardziej. Nie było złośliwe, nie było ciepłe. Po prostu... odpowiedź. Jakby odpisał bo wypada, nie dlatego że chciał. I właśnie to mnie najbardziej zbiło z tropu.
