A wraczajac do tego stresa - jak długo właściwie trwa ten stan podwyższonego kortyzolu po którym ciało wraca do czegoś bazowego? Pytam bo czytałem że przewlekły stres i jednorazowy to coś zupełnie innego fizjologicznie. I zastanawiam sie czy to ma znaczenie przy tym groiundingu o którym mówiliście.
I tu wychodzi dlaczego to pytanie z tytułu wątku jest trudniejsze niż wygląda. Jeden wieczór złego nastroju to nie to samo co tygodnie chaosu. Selenitka, a ty jak oceniasz to co przeżywasz - to jest ostry moment czy coś co ciągnie się od dłuższego czasu?
Szczerze? Trochę obydwa. Jest jedna konkretna sytuacja z ostatnich kilku dni, ale napięcie między nami było od dłuższego czasu. Więc chyba nie ma co udawać że to tylko chwilowy dołek. Pytanie czy to zmienia sens robienia czegokolwiek teraz.
Selenitka, to co napisałaś na końcu jest ważne - że napięcie było od dłuższego czasu. Bo to zmienia trochę pytanie z tytułu. Nie chodzi już o to czy robić rytuał przy stresie, tylko czy robić cokolwiek kiedy sama relacja jest w jakimś zawieszeniu. I tu nie mam jednej odpowiedzi, szczerze.
A mnie właśnie ciekawi co w tym kontekście znaczy 'ma sens'. Bo jeśli pytasz czy rytuał naprawi przewlekłe napięcie - to nie. Ale jeśli pytasz czy może ci pomóc się zorientować co ty w ogóle czujesz i czego chcesz - to może tak. To są dwa różne pytania.
Tylko że to nie jest ani-ani. Można uznawać psychologiczny wymiar i jednocześnie nie rezygnować z energetycznego. To nie jest sprzeczność. Denerwuje mnie trochę ta narracja że albo wierzysz dosłownie albo to tylko psychologia - jakby jedno wykluczało drugie.
Właśnie. I mam też pytanie do siebie samej, bo po tym co Anyzek napisała - że intencja była żywa - zaczęłam się zastanawiać czy ta moja intencja o 'bliskości bez napięcia' jest naprawdę tym czego chcę, czy po prostu tym czego boję się stracić. Nie wiem czy to jest ważne.
To jest bardzo ważne, Selenitka. I to jest dokładnie to pytanie które warto mieć przed rytuałem, nie po. Różnica między 'chcę czegoś' a 'boję się że to stracę' jest fundamentalna jeśli chodzi o to co intencja w sobie niesie.
To jest bardzo twarde zdanie. Nie wiem czy byłabym w stanie uczciwie odpowiedzieć na to pytanie będąc w środku sytuacji.
A czy można robić rytuał kiedy się nie wie do końca czego się chce? Pytam szczerze bo mam wrażenie że ten warunek 'jasnej intencji' to jakiś ideał którego w życiu rzadko się osiąga przy takich sprawach.
Z tym stresem i brakiem jasności to jest tak - widziałem opisy rytuałów gdzie intencja była celowo zostawiana otwarta, takie 'niech stanie się co najlepsze'. I to nie jest ucieczka od decyzji, to jest inny rodzaj pracy. Nie zawsze musisz wiedzieć co konkretnie chcesz osiągnąć.
Ale Selenitka mówiła że teraz, po kilku dniach, coś się trochę ułożyło. Że sformułowała jakąś intencję. To nie jest już ten sam stan co na początku wątku - czy to nie oznacza że warunki się zmieniły na jej korzyść?
Chyba tak. Trochę mi spokojniej w głowie niż kiedy zaczęłam ten wątek. Nadal nie wiem co będzie, ale przynajmniej wiem czego chcę - tego klimatu który opisałam. Może to wystarczy żeby coś zrobić.
To brzmi jak dobry moment. Nie idealny, ale dobry. Idealny prawdopodobnie nigdy nie przyjdzie przy czymś co jest emocjonalnie żywe. Czekanie na idealny spokój przy rytuale miłosnym to trochę jak czekanie żeby mieć pusty żołądek przed kolacją.
Dobra, ale to co Fiolkowa napisała o tym 'kiedy stres jest już wystarczająco mniejszy' to mnie trochę zostawia z pytaniem - a jak to poznać? Bo dla mnie to zawsze jest jakiś stres przy takich sprawach. Nie wiem czy kiedykolwiek byłam w stanie powiedzieć że czuję się spokojnie przy kimś na kogo mi zależy.
Mam pytanie do Selenitki - czy ta 'bliskość bez napięcia' to jest coś co ona sobie wyobraziła jako stan który chce osiągnąć, czy raczej coś co kiedyś było między nimi i ona chce to przywrócić? Bo to są dwa zupełnie różne rzeczy energetycznie.
To dobre pytanie i szczerze nie byłam o tym myśleć wcześniej. Chyba trochę jedno i drugie - było coś takiego na początku, ale teraz tego nie ma, więc chcę żeby wróciło. Ale nie wiem czy wróciło czy raczej żeby po raz pierwszy zaistniało porządnie, bo tamto też było kruche.
To co Selenitka napisała jest ważne. 'Przywrócenie' i 'stworzenie od nowa' to naprawdę inna praca. Przy przywróceniu masz materiał do pracy - wspomnienie, obraz, coś konkretnego. Przy tworzeniu od nowa musisz budować intencję bez oparcia w tym co już było. Która z tych opcji jest bliższa temu czego chcesz?
To ciekawe bo właściwie cały ten wątek od początku kręci się wokół tego samego - ile świadomości trzeba żeby rytuał miał sens. I za każdym razem okazuje się że odpowiedź to 'więcej niż myślisz, ale nie idealna'.
Właśnie tego nie rozumiem do końca - dlaczego rytuał miałby wymagać większej jasności niż zwykłe działanie? Jak piszesz do kogoś wiadomość albo się spotykasz to też możesz nie wiedzieć do końca czego chcesz. Gdzie jest ta jakościowa różnica?
Plus jest taki że w rytuale jesteś sama ze sobą przez chwile i to już ma efekt. Sama koncentracja na intencji, nawet bez zadnej 'magii', robi coś z tym jak myślisz o sytuacji. Widziałem to u siebie nie raz.
Trochę się niecierpliwię kiedy ta dyskusja wchodzi w kółko na ten sam tor. Efekt psychologiczny czy energetyczny - nie wiemy tego i prawdopodobnie nie dowiemy się w tym wątku. To nie jest pytanie na które można tu odpowiedzieć. Pytanie było praktyczne i myślę że Selenitka już ma materiał do podjęcia decyzji.
Selenitka, jeśli chcesz - możesz powiedzieć co konkretnie rozważasz? Bo rozmawiamy dużo o przygotowaniu i intencji, ale nie wiem czy masz już jakiś konkretny pomysł na to co chcesz zrobić, czy jesteś jeszcze na etapie 'w ogóle coś zrobić albo nie'.
Szczerze to jestem gdzieś pomiędzy. Myślałam o czymś prostym - świeca, może coś z różą, i po prostu sformułowanie tej intencji na głos. Nic skomplikowanego. Ale właśnie to 'na głos' mnie trochę blokuje, bo nie wiem jak to powiedzieć żeby to brzmiało prawdziwie a nie jak życzenie urodzinowe.
To co Selenitka opisała jest bardzo rozsądne jako punkt wyjścia. I ta obawa o to żeby 'brzmiało prawdziwie' - to jest właśnie dobry znak. Ktoś kto nie zastanawia się nad tym zazwyczaj mówi coś wyuczonego. Własne słowa, nawet nieporadne, niosą więcej.
A co z różą konkretnie? Selenitka napisała 'może coś z różą' - to ma być kwiat, olejek, płatki? Bo to jednak robi różnicę, nie?
Nie będę się wypowiadał za Selenitką ale powiem że przy takich prostych rytuałach forma fizyczna jest drugorzędna wobec tego co się z nią robi. Czy to będzie płatek czy cały kwiat, i tak liczy się to co mu towarzyszysz. Chociaż różne tradycje mają różne zdanie na ten temat.
