Zenek podniósł coś ważnego, bo ta sama logika działa w drugą stronę. Jeśli w czasie menstruacji jesteś bardziej wyciszona i robi się rytuał na przyciągnięcie czegoś z zewnątrz, a potem nic się nie dzieje - czy to rytuał zawiódł, czy po prostu zachowywałaś się inaczej wobec ludzi, bo miałaś gorszy dzień? Nie wiem jak można to rozdzielić bez bardzo długich, konsekwentnych obserwacji.
To ile czasu mniej więcej trzeba żeby cokolwiek zobaczyć? Pytam bo mam wrażenie że każdy mówi 'obserwuj', ale nikt nie mówi jak długo ani co konkretnie notować.
Trzy cykle to trzy miesiące. Trochę długo jak na kogoś kto chce po prostu wiedzieć czy może robić rytuał w czasie okresu, czy nie. 🙂
Dobra, ale to trochę rozmywa cały temat, bo wychodzi na to że odpowiedź zawsze brzmi 'sprawdź u siebie'. To jasne, ale jednak interesuje mnie co na ten temat mówią konkretne tradycje albo systemy. Nie po to żeby ślepo za nimi iść, ale żeby mieć jakiś punkt odniesienia.
To dobre pytanie do postawienia wprost. W Wicca faza menstruacji bywa utożsamiana z fazą Księżyca w nowiu lub pełni - zależy od szkoły. Część covens w ogóle nie ogranicza rytualnego działania kobiet w tym czasie, inne mówią że to czas na rytuały zdrowia i oczyszczenia, a nie przyciągania. Ale to wewnętrzne ustalenia, nie jakaś ogólna zasada. W tradycjach heksowych, z tego co czytałem, period magic to w ogóle osobna kategoria pracy.
I tu wracamy do pytania Polci z tytułu - bo żadna z tych tradycji nie daje jasnej odpowiedzi. Jedne mówią tak, inne nie, trzecie że to zależy. Czy to znaczy że zakaz menstruacji w rytuale to po prostu coś co ktoś kiedyś wymyślił i poszło dalej?
No właśnie, to jest moje pytanie od początku tej rozmowy. Skąd w ogóle wziął się ten zakaz? Bo jeśli żadna tradycja nie mówi jednoznacznie 'nie rób w czasie okresu', to kto to ustalił i kiedy?
To ma korzenie dużo głębsze niż magia. W Starym Testamencie jest Kapłańska 15 - kobieta w czasie menstruacji jest rytualnie nieczysta, wszystko czego dotknie też staje się nieczyste. To weszło do kultury europejskiej przez chrześcijaństwo i zostało tam przez wieki. Nie wymyśliły tego wiedźmy, tylko patriarchalna religia.
A ja się zastanawiam - czy te zakazy w świątyniach hinduskich to naprawdę chodziło o energię, czy bardziej o higienę w czasach bez podpasek? Serio pytam, bo to mogło mieć zupełnie praktyczne wytłumaczenie, które z czasem otoczyło się religijnym uzasadnieniem.
Dobra, ale czy ktoś wie jak to wygląda w tych tradycjach, które nie zakazują? Bo Seid wspominał wcześniej o Wicca i o tym że część covens nie robi żadnych ograniczeń. Co zamiast tego mówią?
W Wicca, szczególnie w nurcie Dianowym, menstruacja jest wręcz traktowana jako czas zwiększonego kontaktu z Boginią - nie jako przeszkoda. Z kolei w niektórych tradycjach szamanistycznych rdzennych Amerykanek kobieta w czasie okresu ma własną moc, która może wchodzić w konflikt z mocą ceremonii, ale nie jest 'brudna' - jest po prostu zbyt intensywna do mieszania z innymi energiami. To inna logika niż zakaz.
Wtrącę się bo czytam to od jakiegoś czasu. Z mojej praktyki - i tu mówię o czakrach, bo to jest moje pole - w czasie menstruacji sacrum jest bardziej aktywne, co jest faktem fizjologicznym przerysowanym przez ciało energetyczne. Pytanie czy ta aktywność pomaga w rytuałach miłosnych, czy przeszkadza, zależy od tego czego konkretnie szukasz. Rytuał na miłość romantyczną a rytuał na połączenie emocjonalne to nie to samo.
Mniej więcej tak: rytuał na miłość romantyczną często ma element przyciągania, działania na zewnątrz, wysyłania czegoś. Połączenie emocjonalne to raczej pogłębienie czegoś co już istnieje, praca wewnętrzna. W czasie menstruacji ta energia jest bardziej do wewnątrz niż na zewnątrz - więc drugie może być bardziej naturalne niż pierwsze.
Dokładnie o to chodzi. Mnie nie interesuje czy ktoś powie 'sacrum' czy 'księżycowa moc' - jeśli efekt jest ten sam i kobieta czuje zwiększoną wrażliwość w tym czasie, to na poziomie pracy z ciałem trzeba to uwzględnić. Pomijanie tego tylko dlatego, że 'to tylko interpretacja' jest moim zdaniem błędem.
Okej, ale wracając do początku tego tematu - czy to w takim razie znaczy że rytuał miłosny zrobiony w czasie okresu jest 'zły' czy po prostu nieefektywny? Bo to są jednak różne rzeczy i mam wrażenie że cały czas mieszamy te dwa pytania.
Masz rację, to są różne pytania. I chyba różne tradycje odpowiadają na nie różnie. Część mówi że to zło bo kalanie sacrum, inna że to po prostu nieefektywne bo energia idzie nie tam, a jeszcze inna że to zależy co chcesz osiągnąć.
Zastanawiam się czy ktoś tutaj robił rytuał miłosny świadomie w czasie okresu i ma jakieś konkretne obserwacje. Bo tyle tutaj teorii, a mnie interesuje co ludzie faktycznie czuli albo zauważyli.
Właśnie o tej wielości zmiennych warto mówić. W pracy z czakrami i bioenergią uczę się nie wyciągać pochopnych wniosków z jednego doświadczenia. Jeśli coś zadziałało szybciej raz, to jeszcze nic nie mówi. Gdybyś miała dziesięć powtórzeń w różnych warunkach, byłoby co analizować.
Ale żeby mieć dziesięć powtórzeń, trzeba to w ogóle robić. Czyli żaden zakaz nie może tu działać absolutnie, bo inaczej nikt nigdy nie zbierze tych danych z praktyki.
