Mam taki problem i nie wiem czy to w ogóle dobry wątek, ale spróbuję. Robiłam rytuał na przyciągnięcie konkretnej osoby, użyłam różowej świecy, rozmarynu, napisałam imię na papierze, klasyczny zestaw. I coś się zadziało, tylko zupełnie nie tak jak myślałam. Zamiast odezwać się ten jeden, odezwało się naraz trzech innych, między innymi były chłopak z którym nie rozmawiałam od dwóch lat. Kompletnie mnie to zaskoczyło. Czy ktoś miał coś podobnego? Że rytuał jakby zadziałał, ale poszedł w bok?
To jest jeden z tych przypadków, gdzie naprawdę warto się zastanowić czy intencja była wystarczająco precyzyjna. Bo rytuał na 'przyciągnięcie miłości' to co innego niż rytuał skierowany na konkretną osobę, nawet jeśli robisz wszystko z myślą o jednym człowieku. Energia idzie czasem najszerszą ścieżką, nie najkrótszą. Ale zanim cokolwiek powiem więcej, powiedz mi jedno: jak formułowałaś intencję? Dosłownie, słowami?
Szczerze to zawsze byłam sceptyczna wobec tego że rytuał może 'wybrać' kogoś zamiast ciebie, ale ten przykład jest dziwnie konkretny. Trzech naraz, w tym ktoś znikąd po latach. To naprawdę taki zbieg okoliczności? Albo inaczej zapytam, czy to mogło być po prostu że sama zaczęłaś wysyłać inne sygnały, nie wiem, zachowywałaś się inaczej, byłaś bardziej otwarta? Nie mówię że to wyklucza działanie rytuału, ale też nie rozumiem jak fizycznie energia ma dotrzeć do byłego chłopaka jeśli nie ma żadnego kontaktu.
A ile czasu czekałaś od rytuału do tych odezwań się? Bo mnie zawsze zastanawia ta kwestia czasu. Jedni mówią że efekty mogą być po tygodniu, inni że po miesiącu, a jeszcze inni że w ogóle nie ma żadnych gwarancji. Jak to jest z tymi konkretnymi osobami, bo to nie jest tak że te trzy to przypadek akurat tego samego dnia czy co?
Mnie tu bardziej ciekawi coś innego. Ten były chłopak, z którym nie było kontaktu od tak dawna, odezwał się w podobnym czasie co pozostałe dwie osoby? To jest dosyć charakterystyczny wzorzec. Pytam bo w takich przypadkach często okazuje się że rytuał uruchamia coś, co już było w polu, a nie tworzy nowe połączenia od zera. Może te trzy osoby miały wcześniej jakiś nieuświadomiony impuls i rytuał po prostu go wzmocnił, a ta konkretna jedna osoba na którą liczyłaś zwyczajnie tego impulsu nie miała.
To co mówi Obserwatorka ma sens. Jest taka koncepcja w różnych tradycjach magicznych, że rytuał nie działa jak strzała w jedną stronę, tylko bardziej jak rozesłanie sygnału na określonej częstotliwości. Kto jest na tej częstotliwości, ten odbiera. Problem polega na tym, że nie masz kontroli nad tym kto akurat jest 'dostrojony', żeby użyć takiego skrótu myślowego. Ta jedna osoba na którą czekałaś mogła być po prostu mentalnie gdzie indziej albo mocno zamknięta.
A da się jakoś zrobić rytuał tak żeby był bardziej celowany? Bo to brzmi jakby intencja była kluczowa, ale jak ją ująć żeby naprawdę działała na konkretną osobę, a nie na kogokolwiek w okolicy? Pytam bo sama planuję coś podobnego i właśnie to mnie blokuje, że nie wiem jak to sformułować.
Zanim ktoś odpowie na to pytanie o celowanie, chcę powiedzieć jedno: rytuały nakierowane na konkretną osobę bez jej świadomości to jest teren, po którym naprawdę trzeba chodzić ostrożnie. Nie dlatego że nie działają, ale właśnie dlatego że działają i efekty bywają dokładnie takie jak w tym wątku, czyli nie te co trzeba. Wolna wola tej drugiej osoby robi swoje. Nie wiem czy da się to całkowicie obejść i szczerze wątpię.
Dokładnie to miałam na myśli wcześniej. Walentyna, wróćmy do twojej sytuacji bo jest ciekawa. Skoro te trzy osoby zareagowały, a ta jedna nie, to jak ty to teraz odbierasz? Czy próbowałaś z którymś z tych trzech pogadać, czy traktujesz to jako pomyłkę?
Mam podobne doświadczenie, choć trochę z innej strony. Robiłem rytuał i też pojawiły się efekty, ale inne niż planowałem. Nie osoby, tylko sny. Zaczęły mi się śnić sytuacje z tą osobą, bardzo wyraźne, i przez jakiś czas myślałem że to kontakt na poziomie podświadomości albo coś. Ale ta osoba w realu się nie odezwała. Zastanawiam się czy to nie jest po prostu to że rytuał otworzył moje własne emocje, a nie połączenie z kimś zewnętrznym.
Hej, wchodze w temat bo troche to czytam i mam pytanko. Skoro rytuał moze pójść w bok jak piszecie, to czy jest jakis spsob zeby to cofnąć albo zatrzymać te nie te osoby? Bo jak wyobrażam sobie że nagle odzywa sie cała moja historja to bym nie wiedział co z tym zrobić 🙂
Słuchajcie, mnie bardziej ciekawi ta rzecz z intencją. Walentyna napisała że jej słowa były ogólne i chyba wszyscy się zgadzamy że to był problem. Ale jak mam sprecyzować intencję żeby nie popaść w to co mówi Malinowa, że to za bardzo narzucanie? Gdzie jest ta granica? Bo mam wrażenie że za precyzyjne to narzucanie, za ogólne to chaos.
Dziękuję wszystkim za tyle odpowiedzi, naprawdę. Ale właśnie to co napisała Salomejka mnie zastanawia najbardziej. Bo ja chyba właśnie tak to zrobiłam, skupiłam się na tej jednej osobie, a nie na tym co chcę poczuć. I teraz się zastanawiam czy to w ogóle da się naprawić, czy trzeba zaczynać od nowa.
A jak niby miałabyś zaczynać od nowa? Rytuał już się wydarzył, intencja już poszła. Czy to znaczy że trzeba robić kolejny żeby to jakoś przepisać? Bo to brzmi jakbyś mogła wpaść w pętlę.
Tylko co właściwie znaczy to zamknięcie w praktyce? Mówisz o tym jakby to był oczywisty krok, ale dla mnie nie jest oczywiste czy to jakaś konkretna forma, czy wystarczy mentalnie puścić.
A jak rozpoznać że zamknięcie zadziałało? Bo przy samym rytuale też nie wiadomo do końca czy coś się stało dopóki nie ma efektów. Przy zamknięciu skąd mam wiedzieć że naprawdę to puściłem.
To mnie trochę niepokoi. Bo jak to znaczy że myśl przestaje być natrętna, to czy robienie rytuału miłosnego w ogóle ma sens jeśli końcowym efektem ma być obojętność?
Chyba rozumiem. Czyli w moim przypadku nie chodzi o to żeby przestać zależeć na tej osobie, tylko żeby zatrzymać to co ten rytuał uruchomił, tych trzech nieoczekiwanych. Dobrze to rozumiem?
To jest właśnie to co mnie nurtuje. Czy da się selektywnie zatrzymać efekty, to znaczy powiedzieć energii, dobra, ci trzej nie, ale zostawiam drzwi otwarte na tę jedną osobę? Czy to jest w ogóle możliwe czy zbyt naiwne myślenie?
Czyli jak zrozumiałem, to jedyne wyjście to albo zostawic wszystko jak jest i czekac, albo zamknac całość i zaczynacc od nowa? Nie ma żadnego srodka?
A ile to mniej więcej trwa zanim samo wygaśnie? Bo to nie jest tak że można czekać w nieskończoność, szczególnie jeśli ta jedna osoba której zależy dalej milczy a tamci się kręcą.
Właśnie, ja odpisywałam jednemu i drugiemu bo nie wiedziałam że to może cokolwiek podtrzymywać. Nikt mi nie powiedział że moje reakcje też mają znaczenie. Czy teraz jak przestanę odpowiadać to cokolwiek zmienię?
To jest bardzo ważne co mówi Walentyna, bo ja też nigdy o tym nie myślałam w ten sposób. Że osoba robiąca rytuał nie jest biernym obserwatorem efektów, tylko sama też na nie wpływa przez to jak reaguje.
To prawda i powiem więcej, ta reaktywność to jeden z powodów dla których rytuały w ogóle tak często przynoszą nieoczekiwane skutki. Ktoś robi rytuał, pojawia się efekt, reaguje na efekt, efekt się wzmacnia i po jakimś czasie trudno powiedzieć co było intencją a co odpowiedzią na intencję.
No dobra, to jak Walentyna mówi że odpisywała tym nieoczekiwanym, to mam pytanie praktyczne: od kiedy przestaniesz odpisywać, to ile realnie czasu może minąć zanim coś się zmieni? Bo to nie jest tak że człowiek może siedzieć i czekać miesiącami.
To zależy też od tego jak intensywny był kontakt z tymi osobami przez ten czas. Jeśli ktoś pisał codziennie i dostawał odpowiedź, to nagle zerwanie kontaktu nie sprawi że efekt zniknie od razu. To bardziej jak wygaszanie ognia, nie gaszenie go wodą.
Dziękuję że to mówisz, bo naprawdę nie wiedziałam o tej reaktywności. To zmienia trochę moje myślenie o całej sytuacji. Myślałam że skoro rytuał zrobiłam i efekty idą w złą stronę, to ja jestem poza tym procesem, że tylko obserwuję. A tu okazuje się że cały czas współtworzę to co się dzieje.
