Hej, mam takie pytanie, bo ostatnio gdzieś to przewinęło mi się przez głowę i nie mogę znaleźć konkretnej odpowiedzi. Czy podczas menstruacji można w ogóle robić rytuały miłosne? Słyszałam różne rzeczy - raz że krew menstruacyjna to jakiś super składnik do magii miłosnej, a raz że w ogóle nie powinno się wtedy niczego robić, bo jest się 'nieczystą' i można zepsuć robotę. Skąd w ogóle pochodzi ten zakaz? Bo trochę brzmi dla mnie jak stary przesąd kościelny, ale może się mylę.
No właśnie to jest temat, który pojawia się od czasu do czasu i zawsze wywołuje jakieś kontrowersje. Zakaz 'nieczystości' podczas menstruacji to w większości tradycja judeochrześcijańska i islamska - Księga Kapłańska wprost mówi o tym, że kobieta w czasie krwawienia jest rytualnie nieczysta przez siedem dni i wszystko czego dotknie też staje się nieczyste. Ale to nie ma nic wspólnego z magią jako taką. Zupełnie inne źródła, inny kontekst.
Ale z drugiej strony w tradycjach, które nie wywodzą się z tego kręgu kulturowego, obraz jest totalnie odwrócony. W wielu tradycjach szamańskich, ale też w Wicca i ogólnie w neopogaństwie, krew menstruacyjna jest uznawana za jeden z silniejszych nośników energii życiowej. Nie jako coś nieczystego, tylko jako substancja pełna życia i intencji. W praktyce hoodoo krew menstruacyjna pojawia się w przepisach na rytuały przyciągania i związywania - to nie jest żadna marginalsa wiedza, to część tej tradycji od dawna.
Chyba warto rozdzielić dwie rzeczy: zakaz używania krwi menstruacyjnej w rytuale to coś innego niż zakaz w ogóle wykonywania rytuałów w tym czasie. Bo to są dwa zupełnie różne zagadnienia, a często wrzuca się je do jednego worka. Znam osoby, które podczas menstruacji celowo wstrzymują wszelkie praktyki - ale nie dlatego, że 'są nieczyste', tylko dlatego że czują się wtedy inaczej energetycznie. Bardziej do wewnątrz niż na zewnątrz. I to jest kwestia osobistej obserwacji, nie żaden dogmat.
Dokładnie to co mówi Runiarka. Ja sama zauważyłam, że w tym czasie po prostu mi się nie chce, jestem bardziej zmęczona i skupiona na sobie. Robiłam kiedyś rytuał w pierwszym dniu okresu i szczerze - czułam się przez to gorzej, jakbym zrobiła coś wbrew sobie. Ale nie wiem czy to była kwestia energii czy po prostu dyskomfort fizyczny, który mi przeszkadzał w skupieniu. Ciężko mi to rozdzielić.
A ta krew w hoodoo - ona jest dosłownie dodawana do czegoś? Przepraszam że tak wprost pytam, ale naprawdę nie mam pojęcia jak to wygląda w praktyce.
Tylko że trzeba tu od razu zaznaczyć, że to jest rytuał praktykowany bez wiedzy drugiej osoby, czyli wchodzi w zupełnie inne rejony etyczne. Nieważne czy to hoodoo czy cokolwiek innego - podawanie komukolwiek czegokolwiek bez jego zgody to poważna sprawa. Można dyskutować o tradycji ile chcemy, ale to jest osobna kwestia od tego, czy rytuał w ogóle wykonywać.
Mam taką obserwację z własnych notatek - jak porównuję źródła to faktycznie widać podział geograficzny. W tradycjach słowiańskich krew menstruacyjna pojawiała się w kontekście ochronnym i miłosnym. Na przykład dodawana do progu domu lub używana w zamawianiach. Z kolei zakaz wykonywania jakichkolwiek czynności rytualnych przez kobiety w tym czasie pojawia się mocniej tam, gdzie silnie weszła doktryna kościelna. Ciekawe że to tak dokładnie pokrywa się z zasięgiem wpływów.
Słucham tego i zastanawiam się - czy ktoś z was naprawdę ma jakieś własne obserwacje co do tego jak to wpływa na skuteczność rytuałów? Bo wszystko co czytam to albo 'tradycja mówi tak', albo 'tradycja mówi inaczej'. A co z praktycznym doświadczeniem?
To co mówi Apolonia ma sens energetycznie. Cykl miesiączkowy odpowiada z grubsza fazom księżyca i to nie jest przypadkowa analogia - menstruacja zazwyczaj koreluje z nowiem lub pełnią w zależności od osoby i cyklu. Nów kojarzony jest z wycofaniem, introspekcją, nie z inicjowaniem nowych działań. Jeśli ktoś pracuje z energią księżycową, to raczej nie zaczynałby rytuału przyciągania w nowiu, bez względu na menstruację czy nie.
A co z tym co słyszałam, że rytuały miłosne zrobione w tym czasie mają być mocniejsze właśnie dlatego że krew menstruacyjna wzmacnia intencję? Skąd to pochodzi, bo widziałam to w kilku miejscach w internecie i nie wiem ile z tego jest prawdy.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie że kluczowe pytanie z tytułu nadal wisi w powietrzu - zakaz czy przesąd? Bo z tego co tu piszecie wynika że zależy od której strony patrzeć, ale czy ktoś ma jakieś konkretne stanowisko?
Dla mnie to klasyczny przykład przesądu opartego na konkretnym źródle kulturowym, który z czasem urósł do rangi zasady. Zakaz istnieje w tradycjach, które miały powód żeby go wprowadzić - najczęściej religijno-społeczny, nie magiczny. W praktykach, gdzie tego kontekstu nie ma, nie ma też zakazu. Więc odpowiedź brzmi: zakaz dla jednych, przesąd dla innych, i to zależy od tego z jakiej tradycji się wywodzisz albo z którą pracujesz.
To co napisał Zenek75 to chyba najbliższe temu, co sama myślę. Zakaz w sensie absolutnym - nie istnieje. To zawsze był zakaz w obrębie jakiegoś systemu, z jakiegoś powodu, dla jakiegoś celu. Wyrwany z kontekstu zamienia się w przesąd, który krąży w internecie oderwany od źródła.
Właśnie to mnie ciekawi - to ciało, energetyka. Skoro w pierwszym dniu okresu część kobiet ledwo wstaje z kanapy, to czy rytuał ma w ogóle sens? Pytam serio, bo nie wiem jak to interpretować z czysto praktycznej strony.
A to 'inny' to już coś konkretnego. Bo można by zapytać - czy rytuał musi być zrobiony z pełnym skupieniem i intencją skierowaną na zewnątrz, czy może być właśnie zakorzeniony w tej głębszej, bardziej do wewnątrz skierowanej energii menstruacji?
Właśnie, bo ja nie myślę o konkretnej osobie - raczej o tym żeby w ogóle otworzyć się na relację. Czy to zmienia coś jeśli chodzi o ten okres?
To zmienia całkiem dużo, bo praca nad otwarciem się na relację jest w dużej mierze pracą nad sobą. A to akurat dobrze koresponduje z tym co menstruacja energetycznie ze sobą niesie - introspektywnością, zdolnością do wglądu, oczyszczeniem. To nawet ma pewną logikę.
Słuchajcie, trochę się gubię - bo z jednej strony mówicie że menstruacja sprzyja skupieniu na sobie, z drugiej że krew w hoodoo służy do wiązania kogoś. Jak te dwie rzeczy mają ze sobą cokolwiek wspólnego?
I jeszcze jedno - to że coś pochodzi z tradycji nie znaczy że jest bezpieczne ani etyczne. Zenek dobrze zauważył że hoodoo z krwią to czynność bez wiedzy drugiej osoby. Ja bym jednak nie przechodził nad tym do porządku dziennego tylko dlatego że 'tak robiły baby na wsi sto lat temu'.
Nigdy nie słyszałam o namaszczaniu ziemi pod rośliną. To z jakiejś konkretnej tradycji czy ktoś to po prostu wymyślił?
Mam wrażenie że dużo tu mówimy o krwi, a mało o samym pytaniu z tytułu - czy w ogóle robić rytuały miłosne w tym czasie. Te dwie kwestie chyba nie są tym samym.
A powróćmy może do tego co Polcia napisała o otwieraniu się na relację. Bo ja też o to pytam się od dawna - czy jest jakiś konkretny czas w cyklu, który jest lepszy do takiego rytuału, jeśli nie chodzi o konkretną osobę, tylko o przyciągnięcie miłości w ogóle?
Aldona05 zadała dobre pytanie i trochę szkoda że zeszłyśmy z tego na temat krwi. Jeśli chodzi o konkretny czas w cyklu pod kątem przyciągania miłości, to wiele tradycji wskazuje na czas owulacji - środek cyklu, gdy energia jest najbardziej ekspansywna i skierowana na zewnątrz. Ale zaraz doprecyzuję: to nie znaczy, że menstruacja jest 'do niczego'. To są po prostu inne energie.
To brzmi logicznie, ale jak to właściwie sprawdzić? Tzn. czy ktoś próbował robić podobne rytuały w różnych momentach cyklu i porównywał? Bo to by było ciekawe doświadczenie.
Ja nie porównywałam świadomie, ale jak teraz myślę o tym co robiłam w różnych momentach, to faktycznie były różnice w tym jak się przy tym czułam. Raz miałam poczucie że wszystko 'płynie', innym razem siedziałam i myślałam, że nic z tego. Nie wiem czy to był cykl, nastrój czy coś innego, ale ta zmienność istnieje.
Mam pytanie do Seid - bo prowadzę notatki z różnych praktyk i zastanawiam się: czy jest jakiś sposób żeby to w ogóle obiektywnie zweryfikować? Bo jeśli w trakcie owulacji jesteś bardziej otwarta i robisz rytuał, a potem coś się dzieje, to skąd wiadomo że to nie po prostu kwestia twojego zachowania wobec ludzi w tym czasie, a nie samego rytuału?
