To jest chyba najuczciwsze, co padło w tym wątku. To że 'być przy mnie' może znaczyć coś zupełnie innego dla osoby ze spektrum — to nie jest mała różnica. Czytałam gdzieś o tym, że wiele osób ze spektrum opisuje swoje uczucia nie przez emocje, ale przez decyzje. Że ktoś mówi: 'wiem, że cię kocham, bo wybrałem, żebyś była blisko'. Nie przez czucie, tylko przez wybór. I nie wiem, czy rytuał może się w ogóle do tego zaadresować.
A skąd w ogóle wiadomo, czego ktoś ze spektrum potrzebuje od relacji? Większość ludzi nie potrafi tego powiedzieć wprost nawet bez żadnego spektrum. To jest pytanie do wszystkich, bo mam wrażenie, że zakładamy, że ona 'wie' i tylko nie mówi.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam takie wrażenie, że ta rozmowa jest bardziej o komunikacji niż o rytuałach. Co oczywiście jest sensowne, ale ciekawi mnie — czy to oznacza, że rytuał miłosny w tej sytuacji jest w ogóle zasadny, czy może najpierw jest potrzebna ta 'normalniejsza' praca, a rytuał to tylko dodatek?
Mam pytanie do Szeptuchy, bo wcześniej mówiła o tym, żeby przed pracą zadać sobie pytanie o to, czego chce się dla siebie z relacji. Ale co zrobić z sytuacją, kiedy ta odpowiedź zmienia się w trakcie? Że zaczęłaś od jednej odpowiedzi, a po kilku tygodniach masz inną i nie wiesz, która jest prawdziwa?
A co jeśli odpowiedź, która przyszła po czasie, jest trudniejsza do przyjęcia niż ta pierwsza? Bo pierwsza brzmiała jak 'chcę miłości', a ta późniejsza brzmi jak 'chcę być wybrany przez kogoś, kto naprawdę może wybrać'. I nie wiem, czy to jest postęp, czy odkrycie czegoś, z czym nie umiem sobie poradzić.
No właśnie i tu utknąłem. Bo z jednej strony słyszę, że miłość przez decyzję jest równoprawna z miłością przez czucie. Ale z drugiej czuję, że nie wiem, jak rozpoznać, że ta decyzja w ogóle padła. Skąd mam wiedzieć, że jestem wybrany, jeśli nie dostaję sygnałów, które rozumiem?
Hej, bo mnie nurtuje jedno — czy wy mówicie, że rytuał miłosny zrobiony 'standardowo' w ogóle nie trafi do osoby ze spektrum? Że ona go nie poczuje? Czy chodzi o to, że my po stronie tego, kto rytuał robi, możemy mieć inne oczekiwania?
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie, może naiwne — czy ktokolwiek z was robił rytuał miłosny, wiedząc już na wstępie, że ta druga osoba jest ze spektrum? Nie mówię o domysłach w trakcie, tylko że to było wiadome od początku. Bo mam wrażenie, że większość przykładów, które tu padają, to odkrycie po fakcie.
A wracając do tego, co Sabinka zapytała wcześniej — czy ktokolwiek tu robił rytuał, wiedząc od początku, że ta osoba jest ze spektrum. Bo jakoś ta odpowiedź zginęła w rozmowie i mnie ona interesuje.
Słuchajcie, ale czy ta cała rozmowa nie zakłada czegoś z góry — że rytuał miłosny w ogóle na kogoś działa, niezależnie czy jest ze spektrum czy nie? Bo ja nadal nie wiem, czy wierzę w działanie na zewnątrz, czy tylko w zmianę siebie. I to chyba powinno być pierwsze pytanie.
Mnie to też uderza. Zaczęłam od pytania technicznego — czy robić inaczej — a co chwilę wracamy do: po co w ogóle, czego chcę, co to znaczy działać. Może to jest odpowiedź. Że przy osobie ze spektrum nie ma drogi na skróty przez technikę, bo za bardzo da się ją sensownie wymijać.
Ale czy to jest specyficzne dla spektrum, czy po prostu dla każdej relacji, która jest złożona? Bo mam wrażenie, że to samo można powiedzieć o kimś, kto ma silny charakter, wyraźne granice albo po prostu nie lubi niejasności. Nie jestem pewna, że spektrum tu jest zmienną.
A ja mam pytanie z zupełnie innej strony — wszyscy mówicie o intencji i rozumieniu, ale nikt nie powiedział wprost, czy sama struktura rytuału powinna być inna. Czy macie na myśli że cel się zmienia, czy też że np. czas, forma, symbole — że to też się modyfikuje przy osobie ze spektrum?
Ale czy ta pauza i brak automatyzmu to nie jest coś, co powinno towarzyszyć każdemu rytuałowi? Mam wrażenie, że temat ze spektrum wyciągnął na wierzch rzeczy, które po prostu zawsze powinny być robione, a nie są.
To co Numerolog.2 napisał — że spektrum zmusza do rzeczy, które normalnie się omija — chyba najbardziej trafia w to, co miałam na myśli. Nie szukałam innego zestawu świec. Szukałam odpowiedzi, czy mogę sobie po prostu zaufać w tej intencji, czy jest coś, co mi umknęło właśnie dlatego, że ta osoba komunikuje się inaczej.
A jak długo znacie tę osobę, Granacik? Bo przez całą rozmowę mam wrażenie, że mówimy o kimś niemal abstrakcyjnym — 'osoba ze spektrum' — a nie o konkretnym człowieku, którego znasz od jakiegoś czasu i z którym coś cię łączy. To robi różnicę w tym, jak oceniasz własną intencję.
Znam ją od dłuższego czasu. I właśnie dlatego to pytanie się pojawiło — bo mam dość kontaktu, żeby widzieć, że jej sposób wyrażania bliskości jest po prostu inny. Nie gorszy, nie słabszy, tylko dosłowniejszy. I zaczęłam się zastanawiać, czy moja intencja uwzględnia tę dosłowność, czy zakłada coś, czego ona nigdy nie wyrazi.
Tylko że to 'więcej przestrzeni na bliskość' to już bardzo miękko sformułowane. Jak ty potem wiesz, że to zadziałało? Bo jeśli intencja jest zbyt otwarta, to możesz uznać za sukces cokolwiek, co się wydarzy.
Ale to chyba zakłada dużą dojrzałość w podejściu do tego, co robimy. A większość osób, które tu piszą o rytuałach miłosnych, właśnie bardzo czeka na tę odpowiedź w środę wieczór. Łącznie ze mną, jak byłam na początku. To nie jest zarzut, tylko obserwacja.
To pytanie Ilonki jest ważniejsze niż wygląda. Bo większość osób ustawia intencję przed rytuałem, a potem w trakcie i tak wraca do tego konkretnego obrazu — ona do mnie pisze, on patrzy na mnie inaczej. I to jest ten moment, w którym forma zaczyna dominować nad treścią. Przy osobie ze spektrum ten mechanizm jest szczególnie zdradzieckim pułapką, bo 'konkretny obraz' może być po prostu niemożliwy do spełnienia w tej formie.
