Czytam tę dyskusję i właśnie o strefach czasowych nie słyszałam wcześniej. Zakładałam że to bez znaczenia. Czy chodzi o to żeby on był śpiący i bardziej otwarty na odbiór, czy o coś innego?
A co z osobami które po prostu nie mają możliwości robienia rytuałów w środku nocy bo mieszkają z rodziną albo mają małe dzieci? Strefa czasowa i idealny moment to brzmi pięknie ale w praktyce większość z nas ma okno między 22 a 23 kiedy wszyscy śpią i to musi wystarczyć.
To ciekawe że mówisz o nawykach kontaktu jako kotwicy czasowej. Nigdy na to tak nie patrzyłem. Czyli jeśli pisaliśmy do siebie zawsze wieczorami, to ta pora niesie w sobie jakiś ślad tej relacji?
A co jeśli ten kontakt był bardzo nieregularny albo właśnie się urwał? Agaa pisała wcześniej że coś się zacięło. Czy wtedy ta kotwica czasowa w ogóle istnieje, skoro nie ma regularnego rytmu?
Mam pytanie do Bryzy bo ta rozmowa o zmianie po własnej stronie wraca tu kilkakrotnie. Czy to nie jest zwykła psychologia? Jak ty się zmieniasz, to inaczej piszesz, inaczej reagujesz i dlatego on reaguje inaczej. Gdzie w tym jest cokolwiek co wykracza poza normalne zachowanie?
Słucham tej dyskusji i trochę mi się miesza. Czyli rozumiem że rytuał wpływa na ciebie najpierw, a potem przez ciebie na relację? Czy jest też jakaś ścieżka bezpośrednia, bez twojego pośrednictwa?
Metafora z telefonem jest o tyle trafna że komunikacja na odległość naprawdę działa, tyle że bez potwierdzenia dostarczenia. I tu jest sedno problemu który masz. Nie brak zasięgu, tylko brak informacji zwrotnej. Rytuał dociera, ale nie masz jak tego sprawdzić w czasie rzeczywistym. Dlatego tak ważna jest cierpliwość, nie dlatego że efekty są opóźnione, tylko że są ciche.
A co ze snami to mnie zaskoczyło. Sny jako wskaźnik? Rozumiem resztę, ale to wydaje mi się bardzo subiektywne. Każdy śni różnie i interpretuje inaczej.
Bo właśnie to mnie zatrzymuje w tej rozmowie o snach. Mówisz że to subiektywne i że to nie jest wada, ale jak ty sam odróżniasz kiedy sen jest czymś więcej niż po prostu przetworzeniem dnia? Pytam serio, bo nie mam tu swojej odpowiedzi.
To pytanie o sny jest ważne, ale wróćmy na chwilę do tego czego Agaa szukała na początku. Bo mam wrażenie że rozmawiamy coraz bardziej ogólnie o tym jak rytuał działa na psychikę, a zaczęło się od konkretnego problemu z odległością. Czy ktoś miał doświadczenie z pracą przy relacji gdzie kontakt był urwany i coś naprawdę się poruszyło po stronie drugiej osoby, nie po własnej?
Nagły impuls bez wyraźnej przyczyny to akurat coś o czym słyszałem kilka razy od różnych osób. Zawsze mnie to zastanawia czy to nie jest po prostu mechanizm psychologiczny który wszyscy znają, czyli efekt odreagowania po długim dystansie emocjonalnym. Człowiek tłumi przez jakiś czas i potem nagle się otwiera.
A co to są za obserwacje? Bo właśnie tego mi brakuje w tej dyskusji, jakichś powtarzających się wzorców a nie pojedynczych historii.
Odległość fizyczna nie kasuje pola relacyjnego, bo ono nie istnieje w przestrzeni fizycznej w tym sensie w jakim istnieje pokój albo miasto. Relacje które były bardzo naładowane emocjonalnie potrafią się utrzymywać latami bez kontaktu. Pytanie jest raczej o jakość i aktualność tego połączenia, nie o kilometry.
Mam wrażenie że trochę odbiegliśmy od tego co Agaa miała na początku, czyli od pytania o samą praktykę przy odległości. Słuchałem tej całej dyskusji i nadal nie mam jasności co do jednej rzeczy: czy rytuał przy związku długodystansowym wymaga czegoś inaczej niż przy kimś kto jest blisko, czy po prostu działa tak samo tylko z innymi materiałami?
Z mojego doświadczenia różnica nie leży w tym co robisz, tylko w tym co masz pod ręką. Przy bliskim kontakcie często masz dostęp do rzeczy osoby, zapach, wspólne miejsca, coś fizycznego. Przy odległości pracujesz głównie przez obraz, intencję i to co pamiętasz o tej relacji. Nie jest to gorsze, po prostu inne budowanie połączenia przed pracą. Sam rytuał może być identyczny.
