Zastanawiam się od jakiegoś czasu czy tarot i rytualy miłosne to rzeczy ktore mozna snesownie łączyć, czy jednak jedno drugiemu przeszkadza. mam na mysli taką sytuację: robisz rozklad widzisz że energia jest niekorzystna, ale mimo to chcesz przeprowadzic rytuał. Co wtedy? Ignorujesz karty, czekasz czy modyfikujesz rytual? Sama nie jestem pewna, jak do tego podejść bo gdzieś czytalam że taroot przed rytualem moze wrecz blokowac intencje, bo skupiasz sie na diagnozie zamiast na działaniu. Ale z drugiej strony wydaje mi sie że wchodzenie w rytual bez zadnego rozeznania sytuacji to trochę strzelanie na slepo. moze ktos to praktykuje i moze powiedziec, jak to u niego wyglada?
Akurat dużo o tym myślałam i mam mieszane odczucia. dla mnie tarot przed rytuałem to nie wróżba, tylko bardziej sprawdzenie terenu. Patrzę na to, co wychodzi w układzie i zastanawiam sie, gdie są blokady, a nie czy rytuuał "zadziała". Bo to jest trochę inne pytanie, prawda? Karta powie ci coś o aktualnym stanie energetycznym, ale rytuał to zmiana tego stanu a nie jego odczytanie. Więc dla mnie to nie jest sprzeczność. Chociaż rozumiem, skd ten dylemat, bo jeśli wychodzi ci Tower albo coś mocno ostrzegawczego, to człowiek się zastanawia czy w ogóle ruszać.
A czy ktoś mial tak że tarot wychodzil negatywnie, a mimo to zrobil rytual i wszystko poszlo okej? Bo ja mam wrazenie, że czasem karty bardziej odzwierciedlają nasz lęk niz realną sytuację. Szczegolnie jak pytamy o coś, na czym nam bardzo zależy.
Szczerze, to jestem sceptyczna co do laczeina tych dwoch rzeczy, ale pytanie jest ciekawe. Bo jeśli tarot jest odczytem energii a rytual tę energię zmienia, to czy nie jest tak że odczyt zrobiony przed rytuałem staje się nieaktualny po jego zakonczeniu? Troche jak robienie prognozy pogody a potem proba zmiany pogody. odczyt opisuje to co bylo a nie to co bedzie po działaniu
Ale właśnie o to chodzi że rytuał ma zmienic tę energię, więc po co w ogole robić wróżbę najpierw? Ja bym wolała po prostu zaczac dzialac, a nie siedzieć i analizowac karty bo mozna tak siedzieć w nieskonczonosc i nic nie zrobić.
Z perspektywy historycznej to rozdzielanie wrozbiarstwa od magii operatywnej jest dosc wspolczesne. W tradycji hermetycznej, chociazby tej wywodzącej się z Corpus Hermeticum, diagnoza i działanie były traktowane jako dwie fazy tego samego procesu. Najpierw rozpoznajesz układ sił, poteem w niego wchodzisz. W grimoirach renesansowych, jak Picatrix często wymagano najpierw sprawdzenia pozycji planet, zanim w ogóle przystąpiono do operacji magicznej. Nie po to, żeby wiedzieć czy "zadziala", ale po to żeby wybrać właściwy moment i metodę.
Przepraszam, że się wtracam bo nie do konca rozumiem. Czy dobrze myślę, że tarot prrzed rytualem to trochę jak wybranie odpowiedniego momentu? Znaczy nie chodzi o to czy robic, ale kiedy i jak?
No dobra mnie bardziej zastanawia co innego. czy ktoś kiedyś robił tarot po rytuałe, żeby sprawdzić, co się zmieniło? Ja raz zrobiłam rozkład tydzień po pracy i roznica w energii była wyraźna, przynajmniej w kartach. Pojawiły się zupełnie inne archetypy. Nie wiem, czy to rytuał zadziałał, czy po prostu sytuacja sama się zmieniła, ale to mnie skłoniło do myślenia o tarocie jako pewnym rodzju monitoringu, a nie tylko wstępnej diagnozy.
starałam się trzymać tego samego, ale uczciwie mówiąc, ciezko jest pytać identycznie, bo sama jesteś w innym miejscu emocjonalnym. Raz byłam pełna nadziei, raz bardziej spokojna. i to pewnie wpływa na to, jak karty wychodzą, bo tę zmienną nigdy w próżni nie odizolujesz
No wlasnie to jest caly problem z oceną skuteczności takich rzeczy. nie wiadomo czy zmiana wynika z rytuału, czy z twojego wlasnego nastawienia które zmienil sam fakt zrobienia czegoś. Placebo tez dziala, co nie?
Kwestia mechanizmu to osobna dyskusja, ale jest coś, o czym tu nie mówicie, a co wydaje mi się kluczowe. Tarot pracuje z symbolami i archetypami, rytuał pracuje z intencją i wolą. Jeśli wchodzisz w rytuał z głową pełną obrazów z kart, szczególnie tych trudnych, to co tak naprawdę niesiesz do tej przestrzeni? Intencję, czy lęk o wynik? To rozróżnienie ma znaczenie.
A ile to powinno byc czasu miedzy jednym a drugim? Pytam, bo nie miałam pojecia że w ogóle sie to rozdziela. Myślałam, że to jedno po drugim jakby w tym samym wieczorze.
Serio, słucham tej rozmowy i mam takie wrażenie że sporo zależy od tego, jak w ogole rozumiesz co robi tarot. jak to jest dla ciebie wrozba o przyszłości, to faktycznie moze się kłócić z rytualem który tę przyszłość chce zmienic. Ale jak to jest dla ciebie odczyt tego co jest teraz, to staje sie częścią przygotowania. I wtedy te dwa podejscia nie walczą ze soba, tylko uzupełniają sie. mam rację?
I wlasnie to mnie zastanawia najbardziej w tej calej dyskusji. Bo jeśli tarot to odczyt stanu energetycznego a nie wyrocznia, to de facto mówi ci, z czym wchodzisz do rytuału, nie z czym z niego wyjdziesz. zupełnie inne podejscie niz to, że "wróżba powiedziala nie wiec nie robię".
Zastanawiam sie czy nie jest tak że sama ta niespójność w podejsciu do tarotów wplywa na wynik rytuału. Jeśli wierzysz w jednym momencie, że karty coś przewidują a w następnym, że tylko odzwierciedlają teraźniejszość, to twoja intencja idąc do rytuału jest rozmyta. A to chyba nie jest dobry punkt wyjścia. 😉
W tradycji Zlotego Brzasku, jeśli ktos chce sięgnąć do konkretnego systemu, praca przed rytuałem obejmowala to co oni nazywali "formułowaniem sformulowania woli" i potwierdzanie tego przez divination, nie po to żeby dostac zielone światło ale żeby zobaczyc czy wola jest czysta i skierowana we właściwą strone. To zupelnie inne użycie wróżby niż prognozowanie.
No ale kto kontroluje, że interpretacja nie jest selektywna? Bo jak mi wychodzi cos nieprzyjemnego to zawsze mogę powiedziec że to "ostrzezenie, nie zakaz". i nagle negatywna karta staje się pozytywnym znakiem, że trzeba uwazac ale dzialac. chyba kazdy tak robi przynajmniej od czasu do czasu
To znaczy że lepiej chodzić do kogos z wróżbą, zamiast samej czytac przed rytualem? Bo nie pomyślałabym o tym w ten sposob, dla mnie to zawsze bylo cos prywatnego
Mnie ciekawi wlasnie ta kwestia z zewnetrznym odczytem przed rytualem bo jesli idziesz do kogos z pytaniem o swój rytuał to ta osoba sila rzeczy wie, że cos planujesz. i czy to nie zmienia energetycznie całej sytuacji? Jakby wtajemniczenie kolejnej osoby.
to zależy od szkoły i podejścia. Są tradycje, gdzie jawność intencji jest uważana za wzmocnienie, bo kolejna osoba staje się świadkiem, a świadectwo zamiaru ma własną moc. Są też takie, gdzie zachowanie tajemnicy jest kluczowe, bo zewnętrzna energia może zaburzyć pracę. Nie ma tu jednej odpowiedzi dla wszystkich.
A co z sytuacja, kiedy ktoś w ogole nie robi wrozby przed rytuałem i idzie wylacznie na czucie? Pytam bo mam wrażenie, że duzo osob tak po prostu działa i jakoś to funkcjonuje.
No nie wiem, zerkam na tę dyskusje i mam pytanie bo to mnie dotyczy bezpośrednio: jesli ktos już zrobił rytuał bez żadengo wczesniejszego tarotowania to czy ma sens robic odczyt teraz, po fakcie? Czy to wogóle powie cos użytecznego?
Zastanawiam się czy w ogóle ktos tu próbował robić tarot w trakcie przygotowań do rytualu, nie przed, nie po, ale jako część samego procesu budowania intencji. Czytalam gdzieś o tym, że niektórzy używają konkretnych kart jako punktow skupienia podczas rytualu, nie do wróżenia ale do utrzymania obrazu tego, czeo chcą
Ale jak to wyglada technicznie? Bo nie bardzo rozumiem, czy karta wtedy leży przed tobą i na nia patrzysz, czy ją wizualizujesz czy cos innego? Pytam bo próbowałem kiedyś medytowac z karta i po prostu siedziałem i gapiłem sie na obrazek nie wiedząc co z tym dalej zrobic.
Mnie to uderza, bo nagle widać, że pytanie z tytułu wątku, czy tarot i rytual się uzupelniaja czy wykluczają, nie ma jednej odpowiedzi nie tylko ze wzgledu na praktykę, ale ze względu na to, w co w ogóle wierzysz na temat mechanizmu dzialania tych rzeczy.
Słucham tej rozmowy i mam wrazenie, że wracamy do czegoś co mnie od poczatku siedziało z tylu glowy czy tarot przed rytuałem milosnym to w ogole ma sens jako oddzielna praktyka czy po prostu robi się jedno albo drugie? Bo im wiecej czytam, tym bardziej mi sie wydaje że to są dwie osobne sciezki, ktore mozna połączyć, ale nie muszą. 😉
E tam tez mam to poczucie. Jakby mozna jessc zupę albo drugie danie osobno ale niektorzy jedzą razem i tez wychodzi. pewnie to glupi przykład ale tak to u mnie wyglada w głowie
