Mam pytanie bo nie za bardzo wiem jak to dziala od strony praktycznej. robiłam ostatnio rytual wiazania na konkretną osobe coś tam się zadziało, ale nie tak jak liczyłam. minely juz jakieś trzy tygodnie i zastanawiam sie czy mogę zaczac od nowa czy trzeba czekac dluzej czytalam gdzieś że po nieudanym rytuale jest jakiś "okres ciszy", ale nie rozumiem z czego to wynika. Czy chodzi o energie osoby wlasna energię, czy o cykle ksiezyca? I czy w ogóle można robic drugi rytuał na tę sama osobę, jeśli pierwszy nie zadziałał?
Trzy tygodnie to dużo za mało moim zdaniem, szczególnie jeśli był to rytuał wiązania. Sama zrobiłam podobny błąd i zaczelam za szybko drugi, efekt był taki, że w zasazdie oba się rozeszły po kościach. Ale zanim będę cokolwiek konkretnie mówić, to zależy co masz na myśli mówiąc "nie tak jak liczyłam". Bo to może oznaczać dosłownie wszystko.
Ja miałem dokładnie ten sam dylemat. Trzy tygodnie a nawet mniej bo bylem niecierpliwy. I faktycznie drugi rytual szedł jakby pod gore, czulem opór przez całe wykonanie. Ale szczerze mowiac nie wiedzialem wedy dlaczego tak jest po prostu coś nie gralo. 😉
Mam to nawet zapisane w notatnikach, bo porównywałłam różne podejścia. w tradycji hoodoo funkcjonuje zasada, że jeśli coś nie przyniosło skutku, to czekasz pełen cykl księżyca, czyli od nowiu do nowiu albo od pełni do pełni. Ale z kolei w podejściach bardziej ceremonialnych, np. w zlotym świcie, liczy się w tygodniach i patrzy na pozycje planet. Wiec nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.
Dobra ale ile konkretnie to jest ten cykl? Bo slysze "jeden cykl księżyca" i tyle a chcialbym wiedziec czy to 29 dni, 30 może inaczej się liczy? I co jesli nie chce sie tyle czekac czy nie ma zadnego wyjścia?
Ale zastanawiam się nad czymś innym. Czy "nieudany rytuał" to na pewno nieudany? Mam na mysli że efekty niektórych rytuałów miłosnych moga się pojawić z opoznieniem tygodniaim albo nawet dłużej. skąd wiadomo, że to faktycznie porażka, a nie po prostu opoznienie?
To jset wlasnie mój dylemat bo też tego do konca nie wiem. Nie ma zadnych widocznych zmian w zachowaniu tej osoby choc rozumiem że to jest subiektywne. Wlasnie dlattego myslalam o powtórzeniu, bo moze coś po prostu nie wyszlo.
Zatrzymajcie się chwilę przy tym "nie ma widocznych zmian". To jest bardzo nieprecyzyjny wskaźnik. W psychologii magii (i tak to nazywam), mylimy swoje oczekiwania z wynikami. Zakładasz, że efekt powinien wyglądać tak, jak go sobie wyobraziłaś, ale energia miłosna rzadko kiedy działa linearnie. Nie mówię, że rytuał zadziałał, mówię że nie wiesz, czy nie zadziałał.
A ja mam pytanie poboczne, bo nie do konca rozumiem jak to diala z tą samą osoba. czy robienie drugiego rytuału na kogos na kogo już roobiłaś pierwszy to nie jest jakies podwojne uderzenie, które może dać odwrotny efekt? Gdzies czytałam, że mozna wzmocnic opór u tej osoby.
Hej slucham tej rozmowy z boku i chcę zapytać głupie pytanie jak w oogle mozna sprawdzic czy ta osoba ma te "naturalne bariery" o ktorych piszesz? To brzmi jak coś co albo wiesz intuicyjnie, albo jakos testujesz?
Nie ma głupich pytań w takich tematach. Jedną z metod jest praca z wahadlem albo odpytanie kart przed kolejną próbą, żeby sprawdzić stan pola energetycznego osoby na którą pracujesz. To nie jest żadna gwarancja, ale daje jakiś pogląd. Saa zanim cokolwiek powtarzam, pytam najpierw czy pole jest otwarte.
Runy też sie do tego nadają, chociaż mało kto z nich korzysta w kontekście rytuałów milosnych. Hagalaz albo Isa ciągnięte w intencji "co blokuje" potrafią powiedziec dużo o tym czy ma sens powtarzać działanie, czy lepij odpuścić i zmienic podejście. 😉
Oj, to jest w ogole kluczowy problem z powtarzaniem rytuałów, nie tylko miłosnych. Jeśli bardzo chcemy żeby zadziałało, to zaczynamy racjonalizować każdy sygnał w kierunku "tak, próbuj dalej". A czasem system cokolwiek to jest, mówi stop, i po prostu tego nie słuchamy.
No dobra ale jak dlugo mozna czekac na sygnal że czas zaczac? Bo jak to jest "poczekaj na właściwy moment", to mozna czekac miesiącami i nic nie robic. Gdzies musi byc jaaks konkretna granica.
Ale to "absolutnie nic" to bardzo duze słowa. bo co konkretnie jest tym niczym? Brak kontaktu, brak zmiany w zachowaniu, brak snów, brak przypadkowych spotkań? Bo te sygnały to różne poziomy tego samego procesu.
No dobra wlasnie i tu jest moj problem bo tego "nic" nie umiem zdefiniowac kontaktu nie ma ale czy przedtem byl regularny? Nie za bardzo. Wiec skąd mam wiedziec, czy rytual w ogole coś poruszyl skoro punkt wyjścia byl zerowy.
To jest właściwie kluczowe pytanie i cieszę się, że wreszcie ktoś to powiedział wprost. Jeśli punkt wyjścia był zerowy, to każda zmiana jest do zaobserwowania, ale trzeba wiedzieć, czego szukać. Czy zauważyłaś cokolwiek, nawet drobnego, w okolicach dwóch tygodni po rytuale? Sny, myśli, przypadkowe skojarzenia z tą osobą?
Ten sen to jest konkretna informacja nie przypadek. Osoba odwrócona tyłem w snach po rytuałach miłosnych pojawia sie jako symbol blokady albo niecheci ze strony tej osoby. Gdzieś to mam opisane w notatkach z jednej starszej pracy na ten temat. Nie twierdzę, że to wyrok, ale to jest sygnał do przemyślenia, czy w ogole warto iść w tym kierunku dalej.
Masz rację i to jest uczciwa uwaga. Sama mam z tym problem przy interpretacji. Staram się notować sny przed rytuałem i po, żeby móc porównać czy coś sie zmieniło jakościowo. Bez tego bazowego punktu ciężko powiedzieć, co pochodzi skad.
Ojoj tego bym sie nie spodziewał ale to faktycznie ma sens ja jak robilem ten drugi za wczesnie to wlasnie bylem niespokojny przez całe wykonanie. Myślałem, że to nerwy ale moze to byl ten opor o ktorym Edmund pisaal wczesniej.
Ojej, hej to mnie ciekawi bo przez całą tę rozmowe slysze dużo o sygnalach wewnetrznych opór spokoj gotowosc. ale skąd wiadomo że to nie jest po prostu własna psychologia? To znaczy jak odroznic "energetyczny opor" od zwyklej nerwicy przed zrobieniem czegos waznego?
Ojej ja dodałabym do tego, że warto przed ponowieniem zapytać runa Perth albo Ehwaz w intencji "czy to właściwy czas". Ehwaz przy pytaniu o czas działania prawie zawsze daje jasną odpowiedź, bo wiąże się z ruchem naprzód i partnerstwem. Hagalaz albo Nauthiz to wyraźne nie teraz.
Sowulo w tym kontekście czytam jako "działaj, ale sprawdź motywację". To nie jest ani tak, ani nie. To jest pytanie zwrotne od runów, co chcesz tym osiągnąć i dla kogo tak naprawdę. Rzadko kiedy Sowulo mówi stop w kontekście rytuałów miłosnych, raczej pyta o szczerość intencji. 😉
A ja chciałam zapytać, bo troche pogubiłam sie w tej dyskusji czy jeśli pierszy rytual w ogóle nie działał, to możże chodzi o to ze nie był zrobiony dobrze, a nie że czas? Bo moze trzeba poprawic rytuał zamiast czekac na właściwy moment do powtórzenia?
Ech, no dobra ale to pytanie Jasnowidki jest naprawde sensowne i trochę mnie zatrzymalo. Bo przez całą rozmowe zakladamy że rytual byl zrobiony poprawnie i teraz tylko czekamy na właściwy moment do powtorki. a co jeśli po prostu cos nie zadzialalo technicznie? Jak w ogole to odróżnić?
Mam pytanie do Edmunda, bo chcę to dobrze zrozumieć. Mówisz o błędzie w intencji, ale co konkretnie przez to rozumiesz? Bo intencja to jedno z tych słów, które każdy rozumie inaczej. Jedna osoba powie, że intencja to dokładne wyobrażenie osoby, inna że to emocja, jeszcze inna że to świadoma wola. I każda z nich może mieć "błąd w intencji" w innym miejscu.
Desperacja to nie dyskwalifikuje rytuału automatycznie, to jest mit. Intensywna emocja potrafi wzmocnić intencję, problem zaczyna się wtedy gdy emocja przesłania cel. Jeśli robiłaś rytual z myślą "niech do mnie wroci" a w głowie miałaś "na pewno nie wróci", to tak, to jest problem. Ale jeśli byłaś zdeterminowana i skupiona to desperacja mogła działać na twoją korzyść.
