Ten argument z czakrami zawsze mnie trochę niepokoi w takich rozmowach. Bo subiektywne odczucie skąd coś pochodzi to nie jest zbyt mocna podstawa etyki. Można się szczerze mylić co do własnych motywów i to jest zreszta temat sam w sobie.
Czyli rozumiem że tutaj nie ma jednej prostej odpowiedzi i to jest chyba ten wniosek? Ale czy ktokolwiek z was ma jakiś praktyczny sposób na odróżnienie - jak to zrobić żeby samemu nie wpaść w tę pułapkę? Bo to jest o czym myślę robiąc cokolwiek w tym obszarze.
Okej to może spróbuję jakoś zebrać co mi z tej rozmowy zostało, bo naprawdę dużo tu padło. Dla mnie ten test Frei jest ciekawy - to 'czy czułabyś się okay gdyby ta osoba wiedziała' - ale Martusia ma rację że jest może za ostry jeśli przykładamy go do wszystkiego jednakowo. Bo różne rzeczy robimy bez wiedzy drugiej osoby i nie każde jest złe. Ale jednak przy rytuałach nakierowanych na uczucia kogoś konkretnego to pytanie ma sens, bo tam właśnie wchodzisz w jej sferę wewnętrzną bez zaproszenia. Nie wiem tylko jak to praktycznie rozróżniać na bieżąco.
To brzmi prosto ale chyba w praktyce wcale nie jest takie proste. Bo co jeśli chcę żeby zmienił sie stosunek tej osoby do mnie - czy to zmiana w niej czy we mnie? To jest takie troche rozmyte.
Szczerze? Dla mnie to jest argument żeby mocno ograniczyć takie działania. Nie twierdzę że to zakaz bezwzględny, ale jeśli nie mogę sprawdzić czy to co zrobiłem było zaproszeniem czy ingerencją, to wolę nie. Wolę pracować na sobie i na tym co przyciągam.
Ale czy ta logika nie prowadziłaby do wniosku że właściwie żadna magia nakierowana na zewnątrz nie jest etyczna? Bo zawsze wpływasz na coś co jest poza tobą. Nawet rytuał żeby szef był dla ciebie bardziej przychylny - to też jest zmiana w kimś innym.
No i w tym miejscu wchodzimy w obszar gdzie nikt z nas tak naprawdę nie wie co jest prawdą, bo nie mamy żadnej metody żeby to sprawdzić. Więc cała ta dyskusja o etyce opiera sie trochę na założeniach dotyczących mechanizmu, którego nie rozumiemy.
