A gdyby założyć że ktoś to robi przez, powiedzmy, rok — dwadzieścia rytuałów, zapisane obserwacje, sprawdzone wyniki — to co byście powiedzieli że jest minimalną liczbą przypadków żeby wyciągnąć jakiś wniosek? Bo wydaje mi się że przy tym typie zjawisk statystyka to trochę ślepa uliczka.
Trochę smutne to co wychodzi z tej rozmowy — że ani ciało, ani znaki zewnętrzne nie dają nam pewnego sygnału. Rozumiem to po ludzku ale mam wrażenie że gdzieś w tym wszystkim jest jakaś granica której po prostu nie można przekroczyć poznawczo. I nie wiem czy to znaczy że rytuały miłosne są skazane na działanie w ciemno, czy że po prostu mechanizm weryfikacji jest inny niż myślałam.
Może nie 'działanie w ciemno', tylko działanie bez dowodu zewnętrznego. To jest inna sytuacja. Mnóstwo rzeczy działa bez możliwości pełnej weryfikacji — intuicja, decyzje emocjonalne, zmiana nastawienia wobec kogoś. Pytanie czy potrzebujesz dowodu że zadziałało, czy wystarczy ci obserwacja że coś się zmieniło. Ciało może nie być wskaźnikiem sukcesu rytuału, ale może być wskaźnikiem twojego stosunku do całej tej historii — jak bardzo w to wchodzisz, jak bardzo wierzysz w możliwość zmiany, jak bardzo jesteś otwarta na różne wyniki. I to jest informacja nie bez wartości.
Ja powiem szczerze — przez lata obserwacji własnych rytuałów doszłam do wniosku że najlepszym wskaźnikiem jest to co czujesz mniej więcej tydzień po. Nie zaraz po, nie w trakcie. Jakieś wewnętrzne przesunięcie, zmiana perspektywy wobec tej osoby albo sytuacji. Ciało podczas rytuału to zbyt bieżące, zbyt zależne od nastroju dnia. Ale ta tygodniowa zmiana — tego nie da się udawać.
To co Halszeczka.x opisuje jest zbliżone do tego co w psychologii określa się jako reappraisal — poznawcze przepracowanie sytuacji emocjonalnej. Z punktu widzenia fizjologii to się faktycznie manifestuje zmianami w aktywności kory przedczołowej i obniżeniem reaktywności ciała migdałowatego. Czy to jest 'efekt rytuału' czy efekt czasu i refleksji — tego nie rozstrzygnę, ale mechanizm jest realny.
Ja tak własnie rozumiem większość rytuałów miłosnych szczerze mówiąc. Nie że coś zmieniam w komsie innym, tylko że zmieniam coś w sobie. I biofeedback miałby sens właśnie jako miara tej zmiany — czy moje ciało jest spokojniejsze wobec tej osoby, czy mniej zestresowane na myśl o sytuacji.
Mam wrażenie że ta dyskusja trochę się rozdwaja — z jednej strony mówimy o biofeedbacku jako wskaźniku stanu podczas rytuału, a z drugiej weszliśmy w temat co rytuał w ogóle robi. Nie że to złe, po prostu zastanawiam się czy te dwa pytania mają tę samą odpowiedź.
Słuchajcie, zastanawiam się czy nie ma tutaj czegoś takiego jak odwrócona logika — że może nie chodzi o to żeby biofeedback mówił nam czy rytuał zadziałał, tylko żeby mówił nam kiedy przestać. Kiedy ciało jest wyczerpane, kiedy emocje są zbyt intensywne, kiedy nie ma sensu kontynuować. To jest informacja którą ciało może dawać całkiem rzetelnie, prawda?
To nie jest takie trudne do rozróżnienia jak się wydaje. Zmęczenie to ciężkość, chęć żeby się położyć, pewien dyskomfort. 'Odpuszczenie' które opisuję to jest coś lżejszego — jakbyś odłożyła coś co niosłaś. Subiektywnie to są różne odczucia.
Właśnie, i to jest może jedyne sensowne zastosowanie biofeedbacku w tym kontekście — jako wspólny język opisu stanów. Zamiast mówić 'czułam lekkość' mówisz 'moje HRV wzrosło o X, oddech zwolnił do Y'. To nie jest dowód na nic, ale to jest komunikowalna informacja.
Z tym wspólnym językiem to jest tak, że biofeedback jednak wymaga sprzętu. Ale ciekawi mnie czy ktoś z was próbował kiedykolwiek prostego protokołu — bez sprzętu, tylko zapis odczuć w konkretnych kategoriach, według stałego szablonu. Coś prostszego niż pełny dziennik, ale bardziej systematycznego niż 'pamiętam że coś czułam'.
Dobry punkt Fabianku z tym kiedy przestać. Ale wracam do pytania o prosty protokół bez sprzętu — bo wydaje mi się że to jest realistyczniejsze dla większości z nas. Czy ktoś próbował np. zapisywać po rytuałe konkretne fizyczne odczucia według stałych kategorii? Nie 'czułam dobrze', tylko np. napięcie mięśni 1-10, tempo oddechu, temperatura dłoni, stan uwagi. I to robić systematycznie przez kilka sesji żeby zobaczyć wzorce?
A czy to nie jest trochę pułapka z tym szukaniem wzorców — że zaczynamy dopasowywać interpretację do oczekiwanego wyniku? Jak rytuał 'poszedł dobrze' to czujemy że zadziałał, jak coś poszło nie tak to mamy wytłumaczenie dlaczego nie. Czy ktoś miał sytuację gdzie ciało mówiło 'źle' a potem coś się jednak zadziało?
A co jeśli odczucia podczas rytuału nie mają nic wspólnego z efektem, tylko z czymś zupełnie innym — na przykład z tym jak bardzo dana osoba w ogóle nadaje się do pracy rytualnej w danym momencie? Że ciało mówi nie 'zadziałało' tylko 'jesteś gotowa' albo 'nie jesteś gotowa'?
Ja jednak wracam do pytania Reny o prosty protokół bo to mnie najbardziej interesuje praktycznie. Dadzbog, okej, fale alfa i HRV to brzmi sensownie. Ale realnie — co poleciłbyś komuś kto nie ma żadnego sprzętu i chce jakoś usystematyzować obserwację własnego stanu?
Właśnie o to mi chodziło. Bo gadamy o HRV i kortyzolu ale większość ludzi tutaj nie ma ani pulsoksymetru ani nic podobnego. I zastanawiam się czy zwykły dziennik obserwacji, wypełniany według stałego szablonu, mógłby zastąpić sprzęt przynajmniej częściowo.
Ja mam taki zeszyt od jakiegoś czasu, właśnie w kontekście medytacji, nie rytuałów konkretnie. I zapisuję: tempo oddechu przed, podczas, po. Napięcie w konkretnych miejscach ciała. Stan myśli — czy się kręcą czy są spokojniejsze. Subiektywnie to działa jako punkt odniesienia, bo widzę że są dni kiedy po 15 minutach medytacji jestem spokojniejsza, i są dni kiedy siedzę 30 minut i nic. Nie wiem co to znaczy dla rytuałów ale może podobna logika?
Słucham tej rozmowy i myślę że wychodzi nam coś ciekawego — że biofeedback, nawet ten domowy bez sprzętu, może być bardziej przydatny jako informacja o sobie niż jako informacja o rytuałe. To znaczy nie 'czy rytuał zadziałał' tylko 'co się ze mną dzieje kiedy go robię i czy to miejsce jest dobre na taką pracę'. Czy to jest właśnie to czego szukałam pytając ten temat — tylko doszłam do tego okrężną drogą?
Mam wrażenie że gubimy jeden wątek — wcześniej ktoś mówił o tym że podczas samego rytuału mogą pojawić się sygnały fizyczne, które czujemy jako 'przebicie', jakieś ciepło, mrowienie, zmiana rytmu oddechu. I pytanie było czy te sygnały da się w ogóle przypisać czemuś konkretnemu czy to zawsze będzie interpretacja.
Ale Dadzbog — czy to nie jest zbyt wygodna pozycja? 'Oba opisy są prawdziwe' brzmi jak wymigiwanie się od odpowiedzi. Bo jak chcę wiedzieć czy mój sygnał fizyczny cokolwiek znaczy w sensie rytualnym, to ta odpowiedź mi nic nie daje.
Właściwie ciekawi mnie coś innego — czy w ogóle sensowne jest mierzenie czegokolwiek w czasie samego rytuału? Mierzenie to też jakaś forma skupienia uwagi, i to w innym kierunku. Spoglądanie na zegarek czy odczytywanie wartości z opaski — to nie jest stan który chcesz osiągnąć podczas pracy rytualnej.
Mi się wydaje że 'po' jest najciekawsze właśnie z tego powodu — bo jeśli po rytuale jesteś bardziej wycentrowana niż przed, to może to jest informacja o tym że coś się faktycznie przestawiło. Nie wiem co, nie wiem jak, ale stan się zmienił.
Mnie sie wydaje ze ta dyskusja troche okraza wokol tego samego — że nie możemy rozdzielić efektu rytuału od efektu skupienia, bo rytuał wymaga skupienia. To jak pytac czy herbata smakuje lepiej ze wzgledu na kubek czy na sam napar.
Mam pytanie bo czytam i nie do końca rozumiem — kiedy mówicie 'efekt rytuału', to macie na myśli efekt zewnętrzny, że coś się wydarzyło w relacji, czy efekt wewnętrzny, że coś się zmieniło w was? Bo to są kompletnie różne rzeczy i przez całą rozmowę te dwa znaczenia się mieszają.
No i tu jest pies pogrzebany. Bo biofeedback może dać ci cokolwiek tylko o efekcie wewnętrznym. O efekcie zewnętrznym nie powie ci absolutnie nic. A jeśli pytanie z tytułu wątku jest o tym czy ciało mówi nam o działaniu rytuału — to zależy co przez 'działanie' rozumiemy.
Właśnie. I chyba warto to zostawić jako otwarte, bo może każdy z nas szuka czegoś innego. Ktoś chce wiedzieć czy był w dobrym stanie do pracy. Ktoś chce wiedzieć czy coś się w nim zmieniło. A ktoś inny chce potwierdzenia że efekt zewnętrzny jest możliwy. Biofeedback odpowie może na pierwsze dwa, ale to trzecie to już zupełnie inna rozmowa.
Nie badał, i szczerze wątpię żeby kiedyś zbadał w sensowny sposób, bo żeby zbadać 'stan rytualny' musisz najpierw zdefiniować co to jest. A to jest problem, który ludzie próbują rozwiązać od kilkudziesięciu lat przy badaniach medytacji i dalej nie ma zgody co do definicji.
