To drugie to chyba bardzo częste. Miałam koleżankę która chodziła do trzech różnych wróżek po kolei aż któraś jej powiedziała to co chciała usłyszeć. I potem mówiła że "w końcu znalazła dobrą wróżkę". Nie wiem czy to jest ten sam mechanizm o którym piszecie ale chyba tak?
To ciekawe pytanie bo zakłada że jedno musi być ważniejsze od drugiego. A może po prostu wróżba i rytuał to są dwa zupełnie różne kanały i nie ma między nimi hierarchii, tylko inny zakres?
Tylko że jak coś ci nie daje spać to i tak wróżysz, prawda? Przynajmniej ja tak mam - w momentach kiedy powinnam odpuścić, wtedy właśnie sięgam po karty najczęściej. Jakby sama myśl żeby nie pytać powodowała że pytam.
Przepraszam że dołączam późno, ale to co piszecie o anxiety loop bardzo mi zostało. Miałam taki moment kiedy robiłam rytuał co kilka dni i wróżyłam prawie codziennie i w pewnym momencie przestałam wiedzieć co w ogóle czuję do tej osoby, a co jest produktem tego kręcenia się w kółko. Jak się z tego wychodziło u was?
Mam pytanie do Leonory bo ona zaczęła ten wątek i widzę że przez całą rozmowę dużo dopowiadała - czy jak teraz patrzysz na całą tę dyskusję, to jest coś czego nie powiedziałaś na początku, a teraz byś dodała? Mam wrażenie że jej historia jest gdzieś w tle tej rozmowy i ciekawi mnie jak to brzmi z jej perspektywy po tych wszystkich postach.
Czyli to co brałaś za głębokie uczucie mogło być po prostu efektem samego procesu wróżenia i rytuałów? To brzmi trochę przerażająco jak się tak zastanowię. Że możesz sama siebie nakręcić do czegoś.
A da się w ogóle robić obydwie rzeczy naraz i nie wpaść w tę pętlę? Czy to jest kwestia tego ile masz do tego dystansu, czy raczej samej struktury - że te dwa procesy po prostu nie powinny iść równolegle?
