Oskar, to rozróżnienie może nie jest nawet potrzebne. Tzn. możesz patrzeć na to tak że mechanizm psychologiczny to jest właśnie ścieżka przez którą działa intencja. To nie są dwie oddzielne rzeczy gdzie jedna jest magią a druga psychologią. Dla mnie to jest jedno.
Dobra ale wracając do podstaw - bo cały czas kręcimy się wokół tego jak pisać, a ja wciąż nie jestem pewien co pisać. Tzn. czy to jest dosłowny opis tego czego chcesz, czy raczej coś symbolicznego? Bo przy rytuałach miłosnych to chyba szczególnie ważne żeby nie było zbyt dosłownie, nie?
Jola ma rację. Ja raz przepisałam ten sam tekst chyba pięć razy bo wydawało mi się że poprzednie wersje są niedoskonałe. I w końcu nie wiedziałam już co chcę powiedzieć. Czasem lepiej napisać raz i nie wracać.
Buławka i Jola mówią o czymś co ma swoją nazwę w tradycji ceremoniałnej - zasada zapomnienia po rytualne. W Crowleyowskiej A.A. jest pojęcie 'lust of result', pożądanie wyniku, jako coś co aktywnie niszczy rytuał. Jak zbyt mocno analizujesz i kontrolujesz po fakcie, to de facto cofasz intencję. Napisanie i oddanie to dwie części tego samego procesu.
Ciekawe że wróciło to co Rafalek pytał wcześniej o los papieru. Bo teraz ta rozmowa pokazuje że to nie jest tylko kwestia techniczna - co z nim zrobić - ale też coś co ma wpływ na sam rytuał. Sposób zakończenia jest częścią intencji.
Czytam ten wątek od początku i jedno pytanie mi się kręci w głowie - czy jest jakiś moment kiedy tekst jest za długi? Bo słyszałam że niektórzy piszą krótko, jedno zdanie, a inni piszą strony. Co to zmienia?
Ja mam dokładnie odwrotnie niż Mandragorka - nie potrafię pisać długo. Siadam, piszę jedno albo dwa zdania i to jest wszystko. I przez długi czas myślałam że robię coś źle bo widziałam jak inni piszą całe strony. Dopiero potem przestałam się tym martwić. Może to jest kwestia temperamentu a nie techniki.
Chcę wrócić do tego co Silaria pytała o długość, bo chyba nie dostała pełnej odpowiedzi. Czy jest jakaś praktyczna różnica między krótkim tekstem napisanym z dużym skupieniem a długim napisanym z podobną uwagą? Tzn. czy sama długość cokolwiek znaczy poza procesem dochodzenia do intencji?
Słucham tej dyskusji i wracam do mojego pierwotnego pytania, bo teraz widzę że odpowiedź na nie jest bardziej skomplikowana niż myślałam. Zaczęłam od pytania o język - czy musi być po polsku, czy po łacinie, czy może inaczej. I teraz rozumiem że to jest chyba kwestia wtórna. Ale wciąż mnie ciekawi jeden konkret - jeśli piszę w języku który nie jest moim pierwszym językiem, czy to wzmacnia czy osłabia intencję?
A czy jest sens pisać w języku który się zna tylko pobieżnie, np. po łacinie z tłumacza? Bo widziałem w sieci różne gotowe formułki po łacinie i zastanawiam się czy mają jakąś wartość jeśli sam nie rozumiem co piszę.
Właśnie to jest ten problem z gotowymi formułkami. Ktoś je przetłumaczył przez Google Translate albo wziął z jakiejś strony, która wzięła ze swojej strony, i tak dalej. Łacina szczególnie jest zdradliwa bo wygląda 'oficjalnie' a błędy gramatyczne w niej nie są widoczne dla kogoś kto nie zna języka. Widziałam formułki z poważnymi błędami prezentowane jako autentyczne zaklęcia.
Słucham tego i zaczynam rozumieć że moje pytanie o język miało dużo głębsze dno niż myślałam. Zaczęłam od prostego 'czy musi być po polsku' a teraz jesteśmy przy tym czy błąd gramatyczny w obcym języku cokolwiek psuje. To jest trochę przytłaczające jeśli chcę po prostu zacząć.
Wiesia, ja też przez to przechodziłam. W pewnym momencie tyle czytałam o tym jak robić rytuały 'właściwie' że w ogóle przestałam je robić bo miałam wrażenie że zawsze coś jest nie tak. Potem wróciłam do prostych rzeczy i zapisałam po polsku co chcę poczuć. Bez łaciny, bez specjalnych formuł. I to mi dało więcej niż kombinowanie.
Mnie ciekawi co Wajdelota myśli o tej granicy między afirmacją a rytuałem miłosnym, bo on chyba ma jakieś konkretne ramy do tego. Bo z tej rozmowy wynika że to co jedni nazywają rytuałem, inni nazywają afirmacją i nie ma zgody co do definicji.
To wróćmy może do kwestii języka bo trochę od niej odeszliśmy. Czy ktoś miał doświadczenie z pisaniem w dwóch językach jednocześnie, tzn. po polsku i np. po angielsku w tym samym tekście? Zastanawiam się czy to ma sens czy raczej rozbija spójność.
Ja zawsze czytam na głos po napisaniu i miałem wrażenie że to coś zmienia w samopoczuciu po rytuale. Czy to oznacza że 'działa lepiej' - nie wiem, ale coś jest w tym werbalizowaniu na końcu. Może chodzi o to że mózg inaczej przetwarza słyszane słowa niż czytane.
A czy ktoś wie jak to było w starożytnym Egipcie bo widziałem że tam pisali zaklęcia miłosne i to były dość konkretne teksty. Tzn. nie ogólne intencje tylko adres, imię osoby, data, dość precyzyjne rzeczy. Zastanawiam się czy to nie jest model do naśladowania jeśli chodzi o konkretność.
Bo na przykład w papirusach z Oxyrhynchus albo tych z kolekcji PGM - Greek Magical Papyri - te teksty miłosne są naprawdę konkretne. Piszą imię osoby, imię matki tej osoby, datę, cel. I to nie są jakieś ogólniki w stylu 'chcę miłości' tylko dosłownie 'spraw żeby Teon córka Hilarii nie mogła jeść, pić, spać dopóki nie przyjdzie do Apalos syna Arei'. To jest straszne trochę jak się czyta, ale z perspektywy techniki pisania - są tam wzory których można się uczyć.
Ojej, to teraz się zastanawiam czy w moim przypadku pisanie imienia jest w ogóle właściwe. Tzn. mam pewne wątpliwości etyczne bo to jest konkretna osoba i jakoś... nie wiem. Czy pisanie czyjegś imienia w takim tekście to jest w porządku? Pytam serio, bo to mnie zatrzymuje.
Wiesia, to jest bardzo ważne pytanie i dobrze że je zadałaś, bo ja też się nad tym kiedyś długo zastanawiałam. Część osób mówi że rytuał skierowany na konkretną osobę narusza jej wolę i to jest problem. Inni twierdzą że samo pisanie imienia to nie przymus tylko... wskazanie. Nie wiem czy któraś odpowiedź jest w pełni satysfakcjonująca.
A ja mam pytnaie trochę z innej strony - jak piszesz imię to w jakim przypadku? Tzn. 'Marek' czy 'Marka'? Bo po polsku to ma znaczenie gramatyczne i zastanawiam się czy tu jest jakaś zasada.
Wracając do kwestii etycznej którą Wiesia podniosła - słyszałam o podejściu gdzie w ogóle nie używa się imienia konkretnej osoby, tylko pisze się wszystkie cechy które chcemy żeby ta osoba miała, albo jak ta relacja ma wyglądać. Bez imienia. Czy ktoś tak robił i co o tym myśli?
A co jeśli ta osoba sama by chciała? Tzn. jeśli jest wzajemność i oboje tego chcą - to wtedy pisanie imienia jest ok etycznie? Czy nadal jest to problem?
Ja to wszystko słucham i ciekawi mnie - te starożytne teksty z PGM były pisane często przez kogoś trzeciego, tzn. kapłana albo pisarza, w imieniu osoby zamawiającej. Czyli ta osoba która chciała rytuału nawet nie pisała sama. Czy to znaczy że kto pisze nie ma aż takiego znaczenia jak myślimy?
Właśnie, i wracając do pierwotnego pytania Wiesi o język - może dlatego nie ma jednej odpowiedzi, bo pismo to jeden z kilku elementów i każdy z nich ma swoje reguły. Język dotyczy warstwy słownej, ale jest jeszcze intencja, gest, czas, materiał. I może te inne elementy potrafią 'dźwigać' całość nawet jeśli w warstwie językowej coś nie jest idealne.
Wiesia, ale to co piszesz to ważne rozróżnienie - czyli świadoma praca z tekstem który rozumiesz to co innego niż wrzucanie czegoś z tłumacza. Mam takie wrażenie że to jest kwestia nie tylko języka ale też tego co się dzieje w głowie w trakcie pisania. Tzn. czy w ogóle wiesz co formułujesz.
