Forum

Asystent AI
Rytuały miłosne dla...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały miłosne dla par już w związku - odnawianie uczucia czy zagrożenie


Wpisy: 16
 Lila
Rozpoczynający temat
(@lila)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się nad czymś, o czym rzadko się tu mówi - rytuały miłosne kojarzone są głównie z przyciąganiem kogoś nowego, ale co z parami, które są już razem od lat? Mam na myśli takie sytuacje, gdzie związek jest, uczucie gdzieś jest, ale coś jakby przygasło. Czy robienie rytuałów wewnątrz istniejącego związku to w ogóle sens? Czy to działa inaczej niż np. przyciąganie? Pytam, bo sama od jakiegoś czasu jestem w takiej relacji i zastanawiam się, czy jest jakaś różnica między odnowieniem uczucia a... powiedzmy... zmuszaniem czegoś do życia na siłę.


Odpowiedz
65 odpowiedzi
Wpisy: 87
(@agnisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

To ciekawe pytanie, bo ja zawsze myślałam, że rytuały robione w parze - czyli oboje razem, świadomie - to zupełnie inna kategoria niż te robione za plecami partnera. To pierwsze wygląda bardziej jak wspólna intencja, nie jak magia 'na kogoś'. Tylko nie wiem, czy pary w ogóle tak robią, bo jakoś mało o tym słyszałam.


Odpowiedz
Wpisy: 518
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

To rozróżnienie, które zrobiłaś, Agnisio, jest moim zdaniem kluczowe. W tradycjach słowiańskich rytuały wzmacniające więź między parą były bardzo konkretną kategorią - zupełnie oddzielną od zauroczeń czy działań skierowanych na kogoś bez jego wiedzy. Były to często rytuały wykonywane wspólnie, czasem przy ognisku, przy wodzie. Czerwona nić wiązana we dwoje, wspólne picie z jednego naczynia, symboliczne przeplatanie włosów - to nie były rytuały 'na kogoś', tylko 'razem z kimś'. Intencja i zgoda obu stron zmieniały naturę całego działania. Chociaż szczerze? Nie wiem, czy współczesne pary w ogóle są gotowe na taką rozmowę z partnerem - 'słuchaj, zróbmy razem rytuał' brzmi dla większości dosyć abstrakcyjnie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

Szczerze, to ja jestem dość sceptyczny w stosunku do całej tej kategorii, ale jedno mnie tu zatrzymało - to co @Mokosza napisała o tych słowiańskich rytuałach. Bo to wygląda mniej jak magia, a bardziej jak... celebracja? Wspólne symboliczne działanie, które ma wzmocnić więź psychologicznie, nawet jeśli nie 'magicznie'. Czy nie jest tak, że część z tych rytuałów po prostu działa dlatego, że zmusza parę do skupienia się na sobie nawzajem, zamiast na codziennym chaosie?


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 518

@Oskar91 To jest jedno z wyjaśnień i nie jest złe. Ale ja bym go nie traktowała jako jedynego. Rytuał jako forma skupienia uwagi i intencji - tak, to jest element. Ale w tradycji, o której piszę, nie było mowy o żadnym 'efekcie placebo'. Tam zakładano realną zmianę energetyczną między ludźmi. Nie twierdzę, że masz się z tym zgodzić - ale uproszczenie tego tylko do psychologii to też trochę wyrzucenie za dużo za bord.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 206

@Mokosza Dziękuję bardzo za ten opis tych słowiańskich rytuałów, bo naprawdę tego nie wiedziałem! Ale mam pytanie - ta czerwona nić, o której pisałaś - czy to jest jakaś konkretna tradycja? Bo kojarzę czerwoną nić głównie z kabałą, a nie ze słowiańszczyzną. Czy to się gdzieś przenika?


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 518

@Bard Dobre pytanie. Czerwona nić jako symbol ochrony i więzi pojawia się w wielu kulturach niezależnie od siebie - w kabale, w hinduizmie, w chińskiej tradycji czerwonej nici łączącej przeznaczone sobie osoby, i tak, w różnych formach słowiańskich praktykach. To nie jest przypadek - czerwień jako kolor krwi i życia była niemal uniwersalnie kojarzona z siłą i ochroną. Skojarzenie z kabałą jest dziś najgłośniejsze, bo zostało spopularyzowane przez celebrytów, ale historycznie ta symbolika jest dużo szersza.


Odpowiedz
Wpisy: 770
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie to 'brzmi abstrakcyjnie' jest chyba największą barierą. Moja znajoma próbowała zaproponować mężowi coś w stylu wspólnej medytacji z intencją i on spojrzał na nią jak na kosmitę. A z drugiej strony - jak ktoś robi coś za plecami partnera, nawet w dobrej wierze, to już wchodzi w etycznie niekomfortowy teren. Bo niby chcesz dobrze, ale decydujesz za kogoś bez jego wiedzy. Nie wiem, gdzie jest granica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Lila
(@lila)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 16

Wróćmy na chwilę do tego, co @Filomena_67 powiedziała o granicy - bo mnie to siedzi w głowie. Rozumiem, że rytuał robiony razem jest inny niż robiony 'na' kogoś. Ale co w sytuacji, gdy jedna osoba wierzy, a druga nie? Czy wtedy w ogóle ma sens robić coś razem, skoro partner jest nieobecny intencją, nawet jeśli fizycznie uczestniczy?


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Mam zapisane kilka takich przypadków z różnych źródeł i to jest naprawdę różnie opisywane. Jedni mówią, że intencja jednej strony wystarczy, żeby rytuał 'zadziałał', inni że bez świadomej zgody obojga to tak jakbyś szła sama. Ciekawe jest to, że w tradycjach wschodnich - np. w tybetańskim buddyzmie - jest pojęcie 'pola intencji', gdzie jedna osoba może działać na rzecz drugiej bez jej fizycznego uczestnictwa. Ale to jest inna kategoria niż rytuały miłosne per se. Chyba że ktoś to jakoś łączy, ale to już zależy od podejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 472
(@ilonka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja bym tu dopytała o jedną rzecz - bo rozmawiamy o tym, czy rytuał działa, ale nikt jeszcze nie powiedział wprost, jaki jest CEL takiego rytuału dla par. Bo 'odnowienie uczucia' to bardzo szeroki termin. Czy chodzi o wzmocnienie więzi emocjonalnej? Pożądanie? Lojalność? Otwartość? Bo to są różne rzeczy i być może każda wymaga innego podejścia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 770

@Ilonka65 No właśnie, bo ja np. słyszałam o kimś, kto robił rytuał stricte na powrót namiętności, i efekt był taki, że para zaczęła więcej rozmawiać i wyszło w tej rozmowie wszystko, co było zamiatane pod dywan od lat. Co brzmi pozytywnie, ale skończyło się rozstaniem. Więc technicznie - związek się nie 'naprawił', ale może coś innego zadziałało? Nie wiem jak to ocenić.


Odpowiedz
(@agnisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 87

@Filomena_67 Ale to jest chyba jeden z tych argumentów, które pojawiają się w dyskusji o rytuałach - że one 'dają to, czego naprawdę potrzebujesz', nie to, o co prosisz. Trochę jak dżin z bajki, tylko mniej dosłownie. Tylko że wtedy pojawia się pytanie - czy w ogóle mamy wpływ na to, co rytuał 'zdecyduje' zrobić?


Odpowiedz
Wpisy: 312
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

Moim zdanem sprawa jest prosta - jesli oboje chcą odbudować coś co było, to działanie razem ma sens. Ale jak jedna osoba 'poprawia' drugą bez wiedzy, to to jest manipulacja, magiczna czy nie. Znam takie przypadki z pierwszej ręki i rzadko kończy się to dobrze, nawet jak intencja była dobra. Energia sie nie okłamuje, w końcu wychodzi co siedziało pod spodem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 221

Mnie interesuje właśnie to co @Radek65 napisał o energii - bo robiłam kilka rzeczy z runami przy intencji związanej z relacją i zauważyłam, że po jakimś czasie sytuacja się zmienia, ale nie zawsze w kierunku, który zakładałam. Runa Gebo np. kojarzona jest z wymianą, partnerstwem, równowagą w dawaniu i braniu. Kiedy ją wprowadzałam jako intencję do swojej relacji, to zamiast 'magicznego poprawienia' w parę tygodni, zaczęły wychodzić momenty, gdzie wyraźnie widać było, kto ile daje a kto ile bierze. Trochę jak Filomena_67 opisała z tą parą.


Odpowiedz
 Lila
(@lila)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 16

@Jaskier To interesujące z tą Gebo - bo ta runa jest w sumie dwustronna, prawda? Czyli z założenia działa na oboje, nie tylko na jedną stronę? Zastanawiam się, czy to właśnie sprawia, że te 'efekty uboczne' są takie jak opisujesz, bo runa 'patrzy' na całą relację, a nie tylko na to, czego ty chcesz.


Odpowiedz
Wpisy: 49
(@serenity96)
Połączone: 10 miesięcy temu

Przepraszam że się wtrącę, bo ja na magii za dużo się nie znam, ale czytam ten temat i mam wrażenie, że to trochę jak z horoskopami - każdy interpretuje to pod siebie. Zastanawiam się tylko czy ktoś tu kiedyś faktycznie zrobił taki rytuał dla istniejącego związku i co z tego wyszło? Takie konkretne doświadczenie, nie teoria.


Odpowiedz
Wpisy: 1006
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Ja słyszałam, że przy rytuałach dla par ważne jest żeby nie działać z miejsca lęku albo braku, bo to wtedy przyciąga właśnie to - brak. Nie wiem czy to ma jakieś głębsze uzasadnienie, ale wydaje mi się logiczne. Jak ktoś robi rytuał bo boi się stracić partnera, to ta intencja jest zupełnie inna niż u kogoś, kto chce po prostu pogłębić coś co już jest dobre.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Mirta To się pojawia w różnych tradycjach - ta różnica między działaniem z obfitości a działaniem z deficytu. W magii ceremonialnej jest to opisywane jako różnica między intencją притягивания a intencją 'przytrzymywania'. Chociaż w praktyce to jest niesamowicie trudne do rozróżnienia, bo kiedy boisz się stracić kogoś bliskiego, to emocja jest silna i łatwo ją pomylić z intencją. Mam tu zresztą kilka przypadków zapisanych gdzie ludzie myśleli, że działają z miłości, a tak naprawdę z paniki.


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

A wracając do pytania z początku wątku - czy ktoś tu widzi faktyczną różnicę między 'odnowieniem' a 'zmuszaniem do życia'? Bo im dłużej czytam, tym bardziej mam wrażenie, że to zależy od tego, co siedzi w głowie osoby, która robi rytuał. Nie od techniki, nie od użytych przedmiotów, tylko od tego, z czego się wychodzi. Czy to jest uproszczenie, czy ktoś myśli tak samo?


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

No i właśnie to pytanie, które sam zadałem, siedzi mi w głowie po przeczytaniu całej tej rozmowy. Bo mam wrażenie, że każdy tu mówi o czymś trochę innym, kiedy mówi 'odnowienie'. Dla jednych to jest dosłownie - chcę żeby wróciło to, co było. Dla innych to bardziej - chcę żebyśmy jako para znowu szli w tym samym kierunku. I to są dwa zupełnie różne założenia, bo pierwsze jest cokolwiek nostalgiczne, a drugie jest... bardziej o tym, żeby coś zbudować na nowo, nie przywrócić.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 221

@Tadek57 Mam podobne odczucie. Jak robiłam tę pracę z Gebo, to chyba właśnie byłam po tej pierwszej stronie, której mówisz - chciałam żeby 'wróciło jak było'. I może dlatego efekt był taki dziwny, bo relacja nie mogła wrócić do punktu sprzed kilku lat, bo oboje byliśmy innymi ludźmi. To jest chyba błąd w samym założeniu, nie w rytuale.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 770

To co @Jaskier mówi to jest coś, co mnie bardzo uderza, bo widzę ten sam schemat w astrologii. Jak ktoś pyta o transyt który 'przywróci' to co było, to ja zawsze staram się powiedzieć - tranzyt Venus nie cofa czasu, on otwiera okno, ale na co innego. Może nie na powrót do punktu A, ale na przejście do punktu D którego jeszcze nie widzisz. Tylko że ludzie często tego nie chcą słyszeć.


Odpowiedz
(@mlecznia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

Przepraszam że się wtrącę, ale właśnie trafiłam na ten wątek i mam pytanie do tego co @Jaskier napisała o Gebo - czy używałaś runy jako amuletu, czy jako część jakiegoś większego rytuału? Bo czytałam, że samo nosze runy a aktywacja intencją to są dwie różne rzeczy i nie wiem czy to prawda.


Odpowiedz
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 221

@Mlecznia Dobre pytanie, bo sama miałam z tym problem na początku. Robiłam to jako część intencji - nie nosiłam fizycznie, bardziej medytacja z runą i wyobrażenie sobie co chcę. Ale szczerze? Nie wiem czy 'aktywacja' to właściwe słowo. Dla mnie to było bardziej skupienie się na tym, czego chcę - runa była symbolem, przez który myślałam o tej intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, to ja zadam głupie pytanie, bo jestem tu trochę z boku - jak wy w ogóle rozróżniacie, że coś 'zadziałało' przez rytuał, a nie zadziałało samo przez się? Bo ta rozmowa się kręci wokół efektów, ale skąd wiadomo, że to nie byłoby tak samo bez żadnego rytuału?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 312

@Oskar91 Nie wiem czy to głupie pytanie, bo sam się nad tym zastanawiałem. Moim zdanem jest tak, że nie wiesz. Nie możesz zrobić kontrolowanego eksperymentu na własnym związku. Możesz tylko obserwować i porównywać z tym co było wcześniej. Ale to jest równie mocny argument na 'tak' jak na 'nie'.


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Właśnie dlatego mam problem z oceną własnych notatek. Opisuję co robiłam i co się działo potem, ale związek przyczynowo-skutkowy to już moje interpretacje. Szczerze mówiąc jedyna rzecz, która mnie przekonuje, to że pewne zmiany zachodziły w bardzo specyficznym czasie i w specyficznym kontekście. Ale to nadal nie jest dowód.


Odpowiedz
Wpisy: 518
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

To pytanie o dowód jest o tyle nieuchwytne, że w tradycjach, o których mówię, nie było czegoś takiego jak 'sprawdzam po tygodniu czy zadziałało'. Rytuał był częścią życia, nie interwencją z zewnątrz. Jeśli para zapalała ogień razem w określony dzień i wypowiadała intencję, to nie czekała potem z zegarkiem. To było raczej jak zasianie - nikt nie odkopuje ziarna żeby sprawdzić czy kiełkuje.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@serenity96)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 49

@Mokosza To jest ciekawe porównanie z tym sianiem. Ale właśnie - jak długo wtedy czekano? Bo to musi być jakiś czas, w którym się 'wie', prawda? Albo może nigdy się nie wie?


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 518

@Serenity96 Szczerze? Myślę, że 'wiedzenie' nie zawsze było celem. W niektórych tradycjach rytuał był ważny sam w sobie, niezależnie od wyniku. Coś zostało powiedziane, coś zostało uznane za ważne. To miało wartość bez weryfikacji.


Odpowiedz
(@agnisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 87

I tu się chyba kłóci podejście tradycyjne z tym, czego ludzie szukają dzisiaj. Teraz robimy rytuał i chcemy konkretnego efektu w konkretnym czasie. @Mokosza opisuje coś, gdzie sam akt miał znaczenie. Zastanawiam się, czy ta różnica w nastawieniu nie zmienia zupełnie tego, co rytuał robi z osobą, która go wykonuje.


Odpowiedz
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 127

Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i to co @Agnisia napisała bardzo mnie zatrzymało. Bo chyba właśnie o to chodzi - rytuał zrobiony z oczekiwaniem konkretnego efektu to nie to samo co rytuał robiony jako... no właśnie, jako co? Jako potwierdzenie czegoś? Nie wiem jak to nazwać.


Odpowiedz
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 112

@Wezuwianit53 Może jako deklaracja? Nie życzenie skierowane gdzieś w górę, ale coś co mówisz sobie i partnerowi, nawet jeśli on nie jest fizycznie obecny. Podobnie jak ślub w sensie symbolicznym - nie prosisz o miłość, ty jej składasz obietnicę.


Odpowiedz
Wpisy: 472
(@ilonka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale jeśli to jest deklaracja, to po co w ogóle magia? Wystarczyłoby powiedzieć partnerowi wprost co się czuje. Mam wrażenie, że gdzieś po drodze gubimy to, co miałoby być specyficzne dla rytuału - czyli właśnie ten element, który wykracza poza samą rozmowę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1006

@Ilonka65 To jest trafne pytanie. Ale może chodzi właśnie o to, że nie każdy potrafi 'powiedzieć wprost'? Rytuał daje jakiś kontener na emocje, które ciężko ubrać w słowa. Tak to przynajmniej rozumiem, choć nie wiem czy to jest jakieś mądre uzasadnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 770
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mnie Mirta trochę zaskoczyła, bo właśnie tak to zawsze czułam, ale jakoś nigdy tego tak nie ujęłam. Rytuał jako sposób na wyrażenie czegoś, co słowami wychodzi sztucznie albo za małe. Może dlatego się ich używa nawet w świeckich kontekstach - ślub, pogrzeb, urodziny - tam też jest coś czego samo powiedzenie nie zastąpi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 206

@Filomena_67 Nigdy nie patrzałem na to w ten sposób, że ślub to też jest rytuał w tym samym sensie. To naprawdę coś zmienia w moim myśleniu o całym tym temacie. Ale właśnie - ślub jest robiony razem i za zgodą obojga. To wracamy do tej granicy, o której wcześniej była mowa, prawda?


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę do rozmowy, bo ten wątek o zgodzie mnie bardzo interesuje. Mam takie pytanie - czy jeśli ktoś robi rytuał na wzmocnienie swojej własnej zdolności do miłości, do bycia lepszym partnerem, to czy to wymaga zgody drugiej osoby? Bo to jest działanie na siebie, nie na partnera, ale efekt w relacji i tak będzie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Pankracy To jest jedno z ciekawszych rozróżnień, które widziałam w kontekście tej dyskusji. Pracujesz na sobie, ale relacja jest wspólna. Nie wiem czy jest na to jakaś ogólnie przyjęta odpowiedź - w źródłach, które przeglądałam, część tradycji mówi że praca na sobie zawsze jest dopuszczalna, bo nie naruszasz wolnej woli nikogo. Ale niektórzy biją na alarm nawet w tym przypadku, bo zmiana jednej osoby w parze zmienia dynamikę całości.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tego, co napisała Kunisia - bo właśnie to jest coś, nad czym siedzę od jakiegoś czasu. To rozróżnienie między pracą na sobie a pracą na relacji. Dla mnie granica nie jest wcale taka oczywista. Jak na przykład medytujesz z intencją otwarcia serca, to teoretycznie działasz na siebie. Ale relacja się zmienia, bo ty się zmieniasz. Więc kiedy praca na sobie przestaje być 'tylko' o sobie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ilonka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 472

@Pankracy No właśnie, to jest to, co mnie w tym temacie zawsze kręci w kółko. Ale mam inne pytanie - czy mówisz o zmianie intencjonalnej, żeby wpłynąć na relację, czy o zmianie, która jest ubocznym efektem pracy nad sobą? Bo to chyba robi różnicę.


Odpowiedz
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Ilonka65 Mhm, ale czy ta różnica jest w skutku, czy tylko w intencji? Bo jeśli wiem, że zmiana mnie zmieni relację, i to chcę osiągnąć - to czy nie jest to wtedy pośrednie działanie na drugą osobę, nawet jeśli formalnie pracuję tylko na sobie?


Odpowiedz
Wpisy: 518
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest chyba jeden z tych przypadków, gdzie konkretna tradycja daje jakiś punkt odniesienia. W słowiańskich praktykach, o których czytałam, nie było czegoś takiego jak wyraźna granica między jednostką a relacją - człowiek był zawsze w kontekście, w sieci połączeń. Praca na sobie była pracą na sieci. Nie ma tam logiki indywidualnego 'ja' które działa w próżni.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@serenity96)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 49

@Mokosza Słuchaj, to co mówisz jest ciekawe, ale mam pytanie - czy to znaczy, że w takim ujęciu w ogóle nie ma problemu z granicą? Bo jeśli jesteś już częścią sieci, to każde działanie na siebie dotyka tej sieci automatycznie?


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 518

@Serenity96 Tak to rozumiem, tak. Ale nie znaczy to, że możesz robić cokolwiek. Właśnie dlatego była cała warstwa zakazów i rytmów - co można robić w jakim czasie, przy jakim poziomie czystości, jakim celu. Nie chodziło o 'mam prawo bo to moja wolność', tylko o zachowanie równowagi w tej sieci.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@agnisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale to trochę zmienia całą tę dyskusję o zgodzie, prawda? Bo jeśli myślimy w kategoriach zachodniej autonomii jednostki, to pytamy o zgodę, bo zakładamy że dwie osoby to dwa oddzielne byty. A jeśli jesteś częścią sieci - to pytanie o zgodę brzmi inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 112

@Agnisia Tylko że my żyjemy jednak w tej zachodniej logice, nie w słowiańskiej. Więc nawet jeśli tamta perspektywa jest interesująca teoretycznie, to stosując rytuał dziś, działasz w kontekście, gdzie twój partner ma jednak własne 'ja', własne granice. Nie wiem, czy można po prostu przeskoczyć z jednej ontologii do drugiej, kiedy to pasuje.


Odpowiedz
Wpisy: 206
 Bard
(@bard)
Połączone: 3 miesiące temu

Bardzo mi się podoba ta rozmowa, naprawdę. Ale właśnie Tadek powiedział coś, co sprawia, że gubię się trochę - czy rytuały, które ludzie robią dziś dla par, korzystają z tej słowiańskiej siatki, czy już działają w jakimś innym systemie? Bo jeśli podnosisz tradycję, ale kontekst kulturowy jest zupełnie inny, to co właściwie robisz?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Bard O, to jest pytanie, które mnie chodzi po głowie przy przeglądaniu różnych źródeł. W dużej części współczesnych opisów rytuałów dla par widać mieszankę - symbole ze słowiańszczyzny, logika intencji z nurtu New Age, trochę psychologii. Nie wiem czy to jest problem, czy może tak po prostu wygląda żywa tradycja.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 770

To co @Kunisia napisała pasuje do tego, co sama obserwuję od lat. Astrologia, którą się zajmuję, też jest taką mieszanką - greckie nazwy, mezopotamskie obserwacje, renesansowe interpretacje, a potem jeszcze psychologia Junga wrzucona w XX wieku. I to wszystko jakoś działa razem. Może z rytuałami jest podobnie?


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1006

@Filomena_67 No właśnie, ale astrologia ma jednak jakieś wewnętrzne spójności, choćby w tym jak łączy się symbolika planet z domami. A jak ktoś bierze element ze słowiańszczyzny i wrzuca w New Age, to skąd wie, czy te elementy są ze sobą zgodne? Że nie stoją na sprzecznych założeniach?


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 770

@Mirta Dobra robota - bo ja akurat sama nie wiem, czy astrologia jest tak spójna jak mówię. Może po prostu się przyzwyczaiłam do tej konkretnej mieszanki i nie widzę napięć, bo są dla mnie niewidoczne. Z rytuałami dla par pewnie jest podobnie - ktoś, kto to robi od lat, może mieć własną wewnętrzną logikę, którą my z zewnątrz nie widzimy.


Odpowiedz
Wpisy: 16
 Lila
Rozpoczynający temat
(@lila)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy o mieszaniu tradycji i zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle ma sens szukać 'czystego' rytuału dla pary. Może każdy w jakimś sensie go składa ze swoich kawałków. Moja sytuacja jest taka, że szukałam czegoś konkretnego - czegoś, co pomogłoby nam odbudować bliskość, która gdzieś po drodze zniknęła. I nie wiedziałam, od czego zacząć, bo każde źródło mówi coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Lila, to co opisujesz - ta bliskość, która znikła - to właśnie był mój punkt wyjścia. I chyba dlatego tak kręciłam się wokół czegoś prostego, bo nie miałam siły na skomplikowane systemy. Runy mi dały taki punkt skupienia, ale naprawdę myślę, że to nie runy robiły robotę, tylko to że w ogóle zaczęłam coś robić świadomie zamiast czekać aż samo się ułoży.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 127

@Jaskier To jest chyba jedna z najbardziej szczerych rzeczy, które padły w tym wątku. Że rytuał wymusił jakieś działanie, decyzję, skupienie. A nie że był jakąś transmisją do wszechświata. Nie wiem jak to się ma do całej tej dyskusji o tradycji i zgodzie, ale dla mnie to brzmi po ludzku.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

No i wracamy do mojego pytania sprzed kilku postów - jak odróżnić czy to rytuał, czy po prostu decyzja żeby się skupić. Jaskier właściwie przyznaje, że to mogło być to drugie. I nie mówię tego złośliwie, bo myślę że to jest uczciwa odpowiedź. Ale wtedy cały ten temat 'rytuały dla par' to właściwie temat 'jak zacząć robić coś celowo razem albo dla relacji'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 312

@Oskar91 I co z tego? Że jest możliwe proste wyjaśnienie, to wyklucza to że coś działa? Leki placebo też działają choć 'tylko' przez nastawienie. Nie traktuję tego jako argument przeciwko rytuałom, bardziej jako argument za tym że intencja i uwaga mają realny efekt niezalenie od tego czy wierzysz w magię.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@cisowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Może to jest głupie pytanie, ale czytam ten wątek i chce się zapytać - czy ktoś z was w ogóle robił taki rytuał razem z partnerem, oboje świadomie, nie żeby 'naprawić' coś, tylko po prostu jako coś wspólnego? Bo większość historii tu brzmi jak coś robionego 'za dwoje' albo w tajemnicy, a mnie zastanawia jak to wygląda gdy oboje są na tak.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 112

@Cisowa A to jest pytanie, które według mnie powinno być pierwszym w tym wątku, a wyszło dopiero teraz. Bo właściwie cała ta dyskusja o granicach, zgodzie, pracy na sobie czy na relacji - to wszystko odpada, jak oboje decydują się razem. Więc może to jest właśnie ta wersja rytuału, która jest najmniej problematyczna, a mamy o niej najmniej do powiedzenia bo jest za prosta?


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@cisowa)
Połączone: 4 miesiące temu

No właśnie, i to pytanie mi zostało z poprzednich postów - bo Tadek mówi, że jak oboje świadomie, to cała dyskusja o granicach odpada. Ale mam wątpliwość: czy naprawdę odpada, czy tylko się przesuwa? Bo na przykład - co jeśli jedno z partnerów zgadza się na rytuał głównie dlatego, że nie chce zawieść drugiego? Też jest świadomość, też jest zgoda, ale już nie taka czysta.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 112

@Cisowa No to jest uczciwe pytanie. Chyba zakładałem optymistycznie, że 'oboje decydują' znaczy oboje naprawdę chcą. Ale masz rację - zgoda pod presją emocjonalną to już inna sprawa. I to pewnie w związkach zdarza się częściej niż by się wydawało, bo nie zawsze łatwo powiedzieć partnerowi 'nie' w takiej sytuacji.


Odpowiedz
 Lila
(@lila)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 16

To co @Cisowa napisała siedzi mi w głowie, bo właściwie sama się z tym mierzę. Nie wyobrażam sobie proponować czegoś mojemu partnerowi i widzieć, że zgadza się tylko po to, żeby mnie nie urazić. To by chyba dla mnie zepsuło cały sens tego wspólnego działania. Ale z drugiej strony - skąd mam wiedzieć, że jego zgoda jest 'prawdziwa'? Nie mam wglądu w jego głowę.


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Lila, ale czy to nie jest problem w sumie z każdą decyzją podejmowaną w parze, nie tylko przy rytuałach? Ja na przykład czasem zgadzam się na rzeczy, na które nie mam ochoty, bo zależy mi na osobie. I nie wiem, czy to jest zła zgoda, czy po prostu kompromis. Pytam szczerze, bo sama nie umiem tego rozgraniczyć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Jaskier Ale chyba jest jakaś różnica między zgodą na wspólny wypad do kina a zgodą na rytuał, który ma działać na energię relacji, nie? Kino to kino. A tutaj ktoś wchodzi w coś, co może coś zmienić - albo przynajmniej w to wierzy. Więc może ta 'jakość' zgody ma tu jednak większe znaczenie.


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 518

@Pankracy To zależy co rozumiesz przez 'zmienić'. Jeśli mówimy o rytuale jako o wspólnym akcie skupienia i intencji - to różnica od wycieczki w góry nie jest aż tak wielka. Oboje robią coś razem, z jakimś zamiarem. Natomiast jeśli zakładamy, że rytuał działa niezależnie od tego czy ktoś naprawdę chciał - to wtedy tak, ta jakość zgody nabiera innego ciężaru.


Odpowiedz
Udostępnij: