A skąd w ogóle brać próbki żeby porównać? Pytam bo to brzmi jak błędne koło - żeby ocenić jakość musisz mieć punkt odniesienia, a żeby mieć punkt odniesienia musisz gdzieś kupić dobry produkt.
Są też społeczności kolekcjonerów olejków - na reddit r/DIYfragrance albo r/skincareaddiction ludzie dosłownie wymieniają się próbkami. Kupiłem kiedyś zestaw próbek od kogoś z grupy na fb i dostałem do porównania kilka gatunków tego samego olejku z różnych źródeł. Naprawde otwiera oczy.
Słuchajcie, to wszystko brzmi jak całkiem duże inwestycje finansowe. Olejki, żywice, kadzeła specjalistyczne - to wychodzi dużo przy każdym rytuał. Czy ktoś ma sposób na to żeby nie zbankrutować zbierając te materiały?
To wychodzi że najlepiej zacząć od jakiegoś podstawowego zestawu i rozbudowywać? Ale co powinno być w takim podstawowym zestawie do rytuałów miłosnych, bo to chyba od czegoś zależy?
Mam podobne pytanie co Mistralia. Chciałam zapytać o świece - bo to chyba najprostszy element, a tu nagle się okazuje że i przy świecach jest co analizować. Czy parafina jest naprawdę taka zła jak niektórzy mówią, czy to też jest kwestia jakości konkretnego produktu?
Parafina sama w sobie nie jest jakimś problemem substancjalnym, chodzi bardziej o to co się do niej dodaje - syntetyczne zapachy i barwniki które mogą wpływać na to jak świeca się pali i co wydziela. Wosk sojowy i pszczeli są czystsze w spalaniu, a pszczeli ma dodatkowo własny zapach który w rytuałach miłosnych niejedna tradycja traktuje jako wartość samą w sobie. Do barwionych rytuałowych świec lepiej szukać takich bez sztucznych zapachów jeśli używasz ich z osobnym kadzidłem.
A te świece pszczele to trudno dostać? Bo mam sklep ze świecami niedaleko ale raczej widzę tam tylko sojowe i parafiny, pszczelych nigdy nie było w ofercie.
Pasieki często sprzedają bezpośrednio. Serio, wejdź na allegro i wpisz 'świece woskowe z wosku pszczelego z pasieki' - jest tego całkiem sporo od małych producentów. Różnica w cenie jest, ale przy rytuałach idzie jedna-dwie świece, więc to nie jest dramat budżetowy. Ja kupuję u jednej pani z Podkarpacia już chyba dwa lata i jakość jest stała.
Ale czy kolor świecy w ogóle ma znaczenie przy rytuałach miłosnych? Bo widzę że czerwone i różowe są wszędzie wymieniane, ale nigdzie nie tłumaczą dlaczego akurat te. Czy to jest jakaś konkretna tradycja czy po prostu skojarzenie wizualne?
Wracajac do tematu sklepów - czy ktoś miał doświadczenia z Etsy jeśli chodzi o materiały do rytuałów? Nie olejki, tylko gotowe zestawy ziół, mieszanki kadzidełek, takie rzeczy. Bo widzę że sprzoro sprzedawców stamtąd opisuje produkty jako 'intention herbs' albo 'love ritual blend' i zastanawiam się czy to jest cokolwiek warte czy po prostu opakowanie marketingowe.
Mam pytanie bo trochę się pogubiłam w tej dyskusji - czy przy rytuałach miłosnych używa się bardziej suchych ziół, olejków czy żywic? Bo mam wrażenie że każdy mówi o czymś innym i nie wiem co jest takim podstawowym składnikiem od którego warto zacząć.
Właśnie, bo ja na przykład mam problem z kadzidłem na węgielku - nigdy nie wychodzi mi to żeby węgielek się równo palił i żywica nie przypalała. Czy to kwestia samego węgielka, techniki czy proporcji żywicy?
A te naczynia do kadzenia - czy muszą być jakoś specjalne? Bo używam zwykłej metalowej miseczki i zastanawiam się czy to jest odpowiednie.
Ceramiczne pękają głównie jak są zbyt cienkie i stawiasz węgielek bezpośrednio na dno bez piasku. Miałam taką sytuację z miseczką kupioną na targu - rozpadła się dosłownie przy trzecim użyciu. Teraz wsypuję piasek albo sól na dno i nie ma problemu. Ale z drugiej strony mam też grubą ceramiczną kadzielnicę kupioną w sklepie z ceramiką rzemieślniczą i tej nic nie jest od roku.
Może być zwykły, czysty piasek albo sól - chodzi o to, żeby izolować ceramikę od bezpośredniego żaru. Grubsza warstwa, bardziej wyrównana temperatura. Specjalne 'piaski do kadzenia' które można kupić w niektórych sklepach to w gruncie rzeczy to samo co zwykły piasek, tylko drożej sprzedane.
Metal odprowadza ciepło inaczej niż ceramika, więc nie pęka, ale za to sam się nagrzewa do bardzo wysokiej temperatury. Metalową kadzielnicę po kilku minutach palenia się węgielka nie da się dotknąć. Przy ceramice to rozgrzanie jest wolniejsze i bardziej równomierne. Do użytku w rytuałach gdzie trzymasz kadzielnicę w ręku metal odpada, zostaje ceramika albo ta indyjska soapstone.
Kamień mydlany jest w ogóle bardzo dobry do kadzenia - nie nagrzewa się tak szybko jak metal i nie pęka jak cienka ceramika. Te indyjskie kadzielnice z soapstone które się widuje w sklepach za 20-30 zł są całkiem solidne jeśli nie są za bardzo ornamentowane, bo przy bardzo ażurowych bywa że sam materiał jest cieńszy. Jedyna kwestia to że soapstone bywa malowany farbami chemicznymi i przy pierwszych użyciach może wydzielać nieprzyjemny zapach farby - warto kilka razy przepalić bez żywicy.
Wracajac do pytania Bozenki o naczynia - ja przez rok używałem zwykłej metalowej miski kuchennej i nic złego się nie działo, tylko że się mocno czerniła od dymu. Teraz mam ceramiczną z lokalnej pracowni i jest po prostu ładniejsza. Nie wiem czy to robi jakąś różnicę przy samym rytuale, ale jakoś bardziej mi to odpowiada estetycznie.
A wracając jeszcze do ziół bo mnie to bardziej interesuje - ta różdżka z rozmarynowym kadzidełkiem to jest ta co Dadzbog wcześniej opisywał jako zamiennik za drogie mieszanki? Czy chodziło o inne zioło?
To się pytam o te suszone kwiaty jaśminu praktycznie - kadzisz je na węgielku tak samo jak żywicę? Bo mam wrażenie że suszone kwiaty to może po prostu się palić a nie dawać właściwy zapach.
Dziękuję za tę informację o olejku na węgielku, nie wiedziałem że tak można! To ile kropli się daje na jeden węgielek? Bo wyobrażam sobie że za dużo może być przytłaczające.
Mam pytanie trochę z boku tej dyskusji o kadzeniu - a te gotowe zestawy do rytuałów miłosnych które sprzedają w sklepach ezoterycznych, to co w nich zazwyczaj jest? Widziałam takie pudełka za 80-120 zł z napisem 'love ritual kit' i zawsze się zastanawiam czy to ma sens czy to jest po prostu ładnie zapakowane kilka rzeczy które można kupić osobno za 30 zł.
Zazwyczaj to jest ta druga opcja. Świeczka, jakiś olejek, woreczek z suchymi ziołami, może kryształ i kartka z 'rytuałem'. Marża za opakowanie i estetykę jest spora. Natomiast jeśli ktoś dopiero zaczyna i nie wie czego szukać, to taki zestaw może być wyjściem bo masz wszystko skompletowane i nie musisz wiedzieć co do czego pasuje. Pytanie czy instrukcja w środku ma sens czy to jest generyczny tekst bez tradycji.
Jolusia, szczerze? Głównie po tym, czy instrukcja cokolwiek tłumaczy, czy tylko mówi 'zapal, skup się i myśl pozytywnie'. Dobry opis podaje chociaż ogólne uzasadnienie - dlaczego te składniki, dlaczego ta pora, co ma symbolizować każdy element. Zły opis to dwie linijki w stylu 'zapal świeczkę i wypowiedz zaklęcie' bez żadnego kontekstu. Albo odwrotna skrajność - tak napuszone słownictwo, że nikt nie jest w stanie sprawdzić czy to ma sens czy nie.
Można przynajmniej sprawdzić czy składniki faktycznie mają jakieś użycie w tradycji, do której się odwołują. Jeśli zestaw twierdzi że jest 'w tradycji hoodoo', to lawenda i anyż to składniki które tam faktycznie występują - można to zweryfikować w źródłach. Jeśli zestaw mówi 'starożytna magia celtycka' a w środku jest hibiskus, to już jest coś nie tak, bo hibiskus do Celtów nie dotarł. To nie wymaga wiedzy specjalistycznej, wystarczy chwila szukania.
To dobry punkt, choć z drugiej strony te tradycje nie są zamrożone i nikt nie sprawdza certyfikatów autentyczności. Mnie bardziej denerwuje kiedy opis zestawu jest po prostu chaotyczny - ziele na spokój, kryształ na miłość, świeczka na dobrobyt i to wszystko w jednym zestawie 'na miłość'. Trochę za dużo na raz. Jeśli coś ma jeden cel, to składniki powinny iść w jednym kierunku.
