Sprawdzanie samo w sobie nie psuje rytuału, ale podtrzymuje twoje napięcie na tym samym poziomie co przed zamówieniem. A rytuał miłosny żeby się rozwinął, potrzebuje żebyś ty się trochę poluzowała energetycznie. Jak siedzisz spięta i czekasz, to druga strona to czuje, nawet jak nie wie skąd. I podświadomie się wycofuje, bo odbiera presję.
A jak to odpuścić w praktyce, jak człowiek myśli o tej osobie od rana do wieczora? Bo mówi się odpuść, odpuść, ale nikt nie tłumaczy jak. Można siłą woli kazać sobie nie myśleć o kimś? Bo u mnie to nie działa, im bardziej sobie zabraniam, tym częściej mi wraca.
Wracając do tematu, bo mnie naszło. Czy jak teraz odpuszczę i on faktycznie wróci za te kilka miesięcy o których piszecie, to ja będę w stanie poznać że to jest ten powrót prawdziwy, a nie kolejny urywek? Bo boję się że jak coś drgnie, to znowu się rzucę na to z pełną siłą i wszystko popsuję.
Prawdziwy powrót poznasz po tym że ktoś robi konkretne ruchy w realu, a nie tylko pisze. Umawia się, przyjeżdża, planuje coś dalej niż na jutro. Urywki to są lajki, krótkie wiadomości w nocy, pytania jak się masz i znikanie na trzy tygodnie. Jak nie jesteś pewna do której kategorii to należy, daj sobie dwa tygodnie obserwacji bez reakcji i zobacz czy ktoś dalej naciska, czy odpuszcza.
Czyli mówicie że rytuał to nie jest sposób na to żeby z kogoś zrobić innego człowieka, tylko żeby ten sam człowiek miał do nas więcej uczucia? To trochę zmienia perspektywę, bo wiele osób chyba zamawia z myślą że dostanie wersję ulepszoną, a nie tę samą tylko bardziej zakochaną.
Czytam was od kilku dni i mam mętlik, ale taki dobry. Bo na początku myślałem że jak rytuał nie dał pełnego efektu to znaczy że ktoś źle go zrobił albo że mnie ktoś oszukał. A teraz widzę że to jest dużo bardziej skomplikowane i że spora część odpowiedzialności leży po mojej stronie. Tylko czy ktoś z was potrafi na chłodno powiedzieć, kiedy to faktycznie jest wina praktyka, a kiedy układu w którym klient sam siebie oszukuje?
