Mam taki dziwny problem i nie wiem co o tym myśleć. Robiłam rytuał na powrót byłego, świece, intencja, wszystko jak należy. I faktycznie odezwał się po jakichś trzech tygodniach, ale jakby nie do końca on. Pisze, dzwoni, mówi że tęskni, a jednocześnie zachowuje się jakby coś go blokowało. Spotkać się nie chce, ciągle wymówki. Czy ktoś miał coś takiego, że uczucie niby wraca ale wraca jakieś połowiczne?
U mnie było coś podobnego, tylko z facetem którego dopiero co poznałam. Po rytuale zaczął się garnąć, pisał codziennie, a potem nagle cisza na tydzień i znowu wraca. Trochę jakby coś go ciągnęło i jednocześnie odpychało. Też się zastanawiałam czy to ja coś źle zrobiłam, czy może jego głowa po prostu walczy z tym co czuje.
a powiedz konkretnie, jaką intencję wypowiedziałaś. Bo to jest najczęściej źródło tych połowicznych efektów. Jak ktoś prosi o to żeby ten ktoś "wrócił i tęsknił", to dostaje dokładnie to: powrót i tęsknotę. A spotkania, bliskości fizycznej, decyzji o związku w intencji nie było. Magia jest dosłowna do bólu.
dokładnie tak. To klasyczny błąd. Intencja musi obejmować realizację, nie sam stan emocjonalny. "Niech myśli" daje myślenie. "Niech tęskni" daje tęsknotę. Ale życie to są działania, a nie tylko głowa. Jak chcesz spotkania, decyzji, kroku w twoją stronę, to musi być wprost zawarte.
Czekajcie, ja tego nie rozumiem. To znaczy że jak ktoś mówi "chcę żeby mnie kochał" to dostanie samo uczucie bez żadnych skutków? Trochę to brutalne brzmi.
A co jeśli w intencji wszystko było ok, a i tak uczucie wraca jakieś niepełne? Bo u mojej koleżanki było coś takiego, że facet wrócił, spotykali się, ale ona miała wrażenie że on jest jakby na pół obecny. Jakby ciałem był, a duchem gdzie indziej.
ja zawsze przed takimi sprawami robię rozkład. Trzy karty na stan jego serca, trzy na to co go blokuje, i jedna na to czy w ogóle jest sens ruszać temat. Bywa że karty mówią wprost: zostaw, bo nawet jak go ściągniesz, to wróci pusty.
Dziękuję wam wszystkim za te wypowiedzi, bo dużo mi to wyjaśnia. Sam mam podobnie, dziewczyna wróciła po rytuale ale jakaś taka chłodna, jakby z obowiązku. Czytam i czytam i zaczynam rozumieć że może źle to ułożyłem w głowie. Czy mogę dopytać, jak konkretnie sprawdzić czy ona wróciła sama z siebie, czy tylko dlatego że coś ją popchnęło?
Moja babcia mówiła zawsze, że na miłość się nie robi pod przymus, tylko "na otwarcie drogi". Były takie zamawiania na Kupałę, na wodę, na wianki, ale one nie miały zmuszać konkretnego chłopaka. Miały sprawić że ten właściwy sam trafi. I jak się robiło na konkretnego, to babcia mówiła że taki potem wraca "połówkowo", czyli ciałem ale nie sercem. Ciekawe że wy mówicie podobnie.
Dziękuję ci Jarzebina, bo dokładnie tak miałem. To ja zawsze pisałem pierwszy, ja proponowałem spotkania. I teraz po rytuale ona wróciła, ale dalej to ja muszę wszystko inicjować. Czyli rozumiem że po prostu się powtórzyło to co było, a nie zmieniło?
Czyli u mnie też pewnie tak jest. Bo my się rozstaliśmy właśnie dlatego że ja byłam bardziej zaangażowana niż on. Jak go teraz ściągnęłam, to dostałam dokładnie to co było. Tęskni, myśli, ale nie rusza tyłka. Ręce mi opadają trochę.
Słuchajcie ale to co wy mówicie jest dla mnie odkryciem. Bo zawsze myślałam że jak rytuał zadziała, to wszystko jest cudowne i nowe. A wy mówicie że tak naprawdę dostajesz to samo co miałaś, tylko silniej. To po co w ogóle to robić?
Czytam was od kilku dni i mam jedno pytanie. A czy zdarzało się komuś że efekt był pełny, ale dopiero po długim czasie? Np. po pół roku coś drgnęło na poważnie?
U mojej babci była taka zasada że po zamawianiu nie wraca się do tematu przez jeden cykl księżyca. Robisz swoje i odchodzisz, zajmujesz się życiem. Jak po cyklu nic się nie ruszyło, dopiero wtedy patrzysz co dalej. To ich sposób na to żeby człowiek się nie zagrzebał w czekaniu.
No tak właśnie u mnie jest. Sprawdzam telefon co pięć minut. I czytając was teraz dochodzę do wniosku że to chyba sama sobie sabotuję tę całą sprawę, bo cały czas jestem wpięta w to czy on napisze, zamiast żyć. Ale jak się odpiąć, jak głowa nie chce?
odpinasz się tym, że zaczynasz coś robić rękami. Dosłownie. Sprzątanie, gotowanie, spacer, cokolwiek co angażuje ciało. Głowa sama z siebie nie odpuści, bo ona jest w pętli. Ale jak ciało robi coś innego, to po jakimś czasie głowa nadąża. To nie jest magia, to fizjologia.
Słuchajcie, a czy to nie jest tak, że jak ktoś zamawia rytuał i potem siedzi przy telefonie cały czas, to ta energia nerwowości właśnie blokuje całość? Bo czytam was i mam wrażenie że im bardziej ktoś chce, tym mniej dostaje.
No to ja jestem teraz dokładnie w takim stanie. On napisał ostatnio i ja siedziałam dwie godziny i pisałam odpowiedź. Trzy razy ją zmieniałam. Wysłałam coś co brzmiało sztucznie i potem dostałam suchą odpowiedź. Czyli sama sobie zepsułam moment 🙁
no widzisz i to nie jest wina rytuału. To jest twoja wina, że tak naciskasz. Przepraszam za szczerość, ale czasem trzeba sobie powiedzieć wprost. Magia ci nie zrobi z ciebie kogoś spokojnego i wyluzowanego, jeśli ty sama się nie wyluzujesz.
A czy ktoś z was próbował robić rytuał drugi raz na tę samą osobę? Bo zastanawiam się, czy jak pierwszy dał połowiczny efekt, to powtórzenie po jakimś czasie ma sens, czy raczej szkodzi.
To słuchajcie, jak was tak czytam, to chyba powinnam się zająć sobą, a nie nim. Bo wy mówicie cały czas o tym że trzeba się odpiąć, że nie wchodzić w drugiego, że pracować na własną głowę. Tylko że ja zamówiłam coś co ma na niego działać i już to się dzieje. Mam to teraz jakoś przerwać?
Nie przerywać, tylko obok tego pracować na siebie. To nie są działania, które się wykluczają. Coś już zostało puszczone w ruch, więc niech idzie swoim torem. A ty równolegle robisz swoje, żeby w momencie kiedy on faktycznie się ruszy, nie zastał cię w stanie totalnego rozsypania. Bo wtedy nawet jak wróci na poważnie, to ucieknie.
Czyli można powiedzieć że rytuał czasem pokazuje prawdę o drugiej osobie, a nie ją zmienia? Bo z tego co tu czytam wychodzi mi że często luka w działaniu to nie jest luka rytuału, tylko to że ten ktoś po prostu tyle ma do dania i nic więcej z niego nie wyciągniesz.
Słuchajcie a ja mam takie pytanie z innej strony. Czy te luki w działaniu częściej zdarzają się jak ktoś robi rytuał sam, czy jak zamawia u kogoś? Bo logicznie myśląc, u kogoś doświadczonego powinno być mniej wpadek, ale czytam czasem że i u znanych osób ludzie się skarżą na połowiczne efekty.
Czytam was i robi mi się w głowie jaśniej. Czyli to co u mnie się dzieje, że on napisze i się wycofa, a ja się nakręcam, to może być ten typowy efekt połowiczny od tego że emocje były słabe na starcie. I teraz pytanie czy jest sens robić cokolwiek więcej, czy odpuścić i obserwować przez te kilka miesięcy o których piszecie?
Obserwować i nic nie dorzucać. Każdy ruch z twojej strony teraz tylko zaciemni obraz. Daj temu spokojnie wybrzmieć, zajmij się sobą, swoim ciałem, snem, ludźmi wokół. Jak po tych kilku miesiącach on faktycznie się ruszy w realnym działaniu, zobaczysz to bez żadnej wątpliwości. A jak nie, to też dostaniesz jasną odpowiedź i nie będziesz musiała zgadywać.
Czyli to ciągłe sprawdzanie u mnie też mogło mi zablokować pełne działanie rytuału? Bo ja faktycznie codziennie patrzyłam czy napisał, czy był online, co lajkuje. Możliwe że gdybym dała temu oddech, to wyszłoby coś więcej niż te urywki które mam?
