Jak to rozróżnić w praktyce? Bo w trakcie nie wiem czy jestem skupiona czy się sypię.
Jest jeszcze jedna rzecz której tu nie powiedzieliśmy wprost. Przy lekach psychotropowych, szczególnie tych które wyciszają lęk albo regulują nastrój, może się zdarzyć że osoba czuje się emocjonalnie bardziej płaska niż zwykle. I to nie jest problem z lekami, to czasem jest efekt terapeutyczny. Ale w rytuałach miłosnych gdzie zwykle chodzi o emocje które są dość intensywne, to warto wiedzieć że to nie znaczy że rytuał nie zadziałał albo że coś jest nie tak z tobą.
Karia, wracając do ciebie, bo widzę że piszesz że trochę lepiej po tej rozmowie. Zastanawiam się czy masz teraz więcej jasności co do tego czego chcesz, czy to nadal jest rozmyte. Bo to o czym pisałaś wcześniej, że raz chcesz żeby wrócił, raz żeby było ci dobrze bez niego, to nie brzmi jak brak intencji, to brzmi jak bardzo uczciwy opis stanu po rozstaniu.
A czy ktoś próbował robić jakiś dziennik intencji przed rytuałem? Tzn. przez kilka dni zapisywać co czujesz i czego chcesz, żeby zobaczyć czy to się stabilizuje? Bo mnie się wydaje że to mogłoby pomóc właśnie w takiej sytuacji jak Karii.
Wchodząc trochę z boku, bo czytałem ten wątek od jakiegoś czasu. Mam wrażenie że gdzieś zgubiło się jedno z podstawowych pytań tego tematu, czyli czy leki wpływają na zdolność do intencjonalnej pracy. I moja odpowiedź jest taka że nie w sposób który by ją uniemożliwiał, ale mogą zmieniać dostęp do pewnych stanów emocjonalnych które część osób traktuje jako wejście do rytuału.
jeden ze sposobów, zdecydowanie. Są tradycje w których na stan zmienionej świadomości wchodzi się przez intensywną emocję, ale są też takie które pracują z ciszą, spokojem, prawie medytacyjnym dystansem. I nie ma dowodów że jedno działa lepiej od drugiego.
Karia, to rozróżnienie jest trudne bo te dwa stany mogą wyglądać podobnie od zewnątrz. Jedna rzecz którą można sprawdzić, to czy intencja ma jakiś kierunek, tzn. czy czujesz że idzie gdzieś, czy jest tylko wewnętrzna. Wyciszenie jest zazwyczaj bardziej płaskie.
Słucham tego i myślę że mój problem z rytuałami polega właśnie na tym że za bardzo skupiam się na tym czy robię to dobrze zamiast na tym co czuję. Czy to typowe na początku czy po prostu jestem zbyt w głowie?
Wracając do Karii i SSRI, bo to jest oryginalny temat, zastanawiam się czy ktoś tu pracował z rytuałem w trakcie zmiany dawki albo zmiany leku. Mam wrażenie że to musi być jeszcze trudniejsze bo ciało jest w trakcie przestawiania.
Wchodzę bo coś mnie tu zastanawia od dawna. Dużo mówimy o intencji i stanie wejścia, ale mało o tym co się dzieje po rytuale. Karia, czy zauważasz jakieś różnice w tym jak przetwarzasz to co zrobiłaś, albo czy w ogóle zostaje jakiś ślad?
ten brak porównania to jest akurat twoja przewaga, nie problem. Nie masz złych nawyków interpretacyjnych które by ci kazały szukać konkretnego efektu. Wiesz co masz, nie wiesz czego oczekiwać, i to jest dobre miejsce do pracy.
