Mam pytanie, które trochę mnie męczy od jakiegoś czasu. Biorę sertralinę od kilku miesięcy i ostatnio zaczęłam interesować się rytuałami miłosnymi. Czytałam różne rzeczy w internecie i natknęłam się na opinie, że leki psychotropowe jakoś blokują energię albo rozpraszają intencję podczas rytuału. Czy to prawda? Czy ktokolwiek robił cokolwiek na leki i miał z tego jakieś doświadczenia? Trochę głupio mi pytać lekarza o to czy mogę palić świece i odmawiać afirmacje 🙂
O, to ciekawe pytanie bo sama się nad tym zastanawiałam. Nie biorę na razie nic, ale moja znajoma bierze escitalopram i mówiła, że czuje się jakby trochę przytępiona emocjonalnie. A właśnie chciała robić rytuał na zbliżenie z pewnym mężczyzną. Nie wiem czy to ma wpływ na skuteczność, ale ona sama mówiła że trudniej jej się skupić na wizualizacji.
To nie jest to samo i myślę że tu leży clue tego tematu. Intencja to świadome ukierunkowanie woli, emocja to stan afektywny który może ją wspierać albo nie. SSRI wyciszają te gwałtowne skoki emocjonalne, ale nie wyłączają zdolności do intencjonalnego działania. Pytanie do Karii.0, bo to ważne, czy czujesz że sertralina jakoś zmienia twój sposób myślenia o tym co chcesz osiągnąć rytuałem, czy tylko wycisza emocje wokół tego?
A nie jest tak że do rytuału miłosnego trzeba właśnie tej silnej emocji? Gdzieś czytałam że to jest paliwo dla całej magii i bez tego nic nie zadziała. Może się mylę, nie znam się szczególnie na tym.
Czyli rozumiem że z czysto technicznego podejścia do rytuału leki które stabilizują nastrój mogą być wręcz pomocne? Nigdy tak o tym nie myślałem.
Mam swoje doświadczenie z tym tematem i trochę inne spojrzenie. Przez jakiś czas brałam opipramol, to akurat nie SSRI ale też psychotropowy, i robiłam w tym czasie kilka rytuałów związanych z relacją. Nie miałam wrażenia że cokolwiek nie działa, wręcz przeciwnie, kilka rzeczy się ułożyło, choć oczywiście nie wiem co na co miało wpływ. Natomiast faktycznie zauważyłam że moje rytuały były spokojniejsze, bardziej ceremonialne, mniej impulsywne. Nie wiem czy to zasługa leku czy tego że akurat wtedy byłam innym miejscu życiowo.
kilka miesięcy, potem odstawiałam stopniowo pod kontrolą lekarza. Ale to ważne co napisałaś, że się bałaś, bo strach przed niedziałaniem sam w sobie potrafi zablokować bardziej niż jakikolwiek lek. To nie jest pusty slogan, naprawdę widziałam u siebie jak wątpliwości wpływają na to co się dzieje podczas rytuału.
Wchodzę w ten temat bo jest naprawdę interesująco postawiony. Chcę dorzucić coś od siebie, bo dużo pracuję z energetyką i myślę że pytanie nie brzmi czy leki blokują energię, ale raczej co w ogóle blokuje energię. Lęk blokuje. Rozproszenie blokuje. Niewiara blokuje. Lek który redukuje lęk i pozwala myśleć spokojniej robi w gruncie rzeczy coś odwrotnego. Natomiast słyszałem też o przypadkach gdzie ktoś na bardzo wysokich dawkach neuroleptyków miał realny problem z utrzymaniem skupienia przez dłuższy czas, i to już może być wyzwanie.
Karia, ja to rozumiem bo sama przez to przechodziłam, bez leków, ale też miałam taki moment że chciałam jednocześnie kilku sprzecznych rzeczy. I podobno to potrafi rozsiać rytuał na różne strony. Nie wiem czy to prawda, ale logicznie brzmi.
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale skąd wiadomo że intencja jest spójna? Mam na myśli, czy to coś co się czuje, czy raczej sprawdza logicznie? Bo jak mam sprzeczne myśli to chyba bym nie wiedziała.
Czytam ten wątek od początku i mam podobną sytuację do Karii. Biorę sertralinę od jakichś trzech miesięcy i właśnie zastanawiałam się czy w ogóle ma sens cokolwiek robić teraz. Po tym co tu czytam trochę mi ulżyło, ale mam pytanie praktyczne, czy jest jakiś czas po wzięciu leku kiedy lepiej nie robić rytuałów? Chodzi mi o godziny, nie o całe leczenie.
Spokojniej brzmi jak coś dobrego szczerze mówiąc. Ja bez żadnych leków mam takie okresy że emocje mnie dosłownie zalewają i wtedy nie jestem w stanie nic zrobić sensownie, ani w życiu ani rytualnie.
A czy ktoś tu próbował robić rytuały w obu stanach, przed leczeniem i w jego trakcie, i porównał jak to wyglądało? Nie efekty, bo tych nie da się porównać, ale sam proces, skupienie, poczucie połączenia z tym co się robi?
Wracam tu bo mam pytanie które mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie. Mówicie o intencji i skupieniu, ale co z żalem? Bo ja teraz biorę leki i czuję że jestem spokojniejsza, ale ciągle jest we mnie żal za tym jak ta relacja wyglądała. I nie wiem czy robić rytuał mając ten żal, czy najpierw coś z nim zrobić.
Karia, żal to nie jest automatyczna przeszkoda. Pytanie jest raczej, w jakim kierunku ten żal ciągnie twój rytuał. Czy robisz rytuał żeby odzyskać konkretną osobę bo za nią tęsknisz, czy żeby przyciągnąć miłość do życia, nie wiążąc jej z jedną twarzą? To są bardzo różne intencje i żal może być w jednej z nich paliwem, a w drugiej przeszkodą.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie z boku. Czy ktoś wie czy są jakieś tradycje gdzie wręcz zaleca się spokój i chłodniejszą głowę do rytuałów miłosnych? Bo mam wrażenie że popkulturowo magia miłosna jest zawsze przedstawiana jako ta gorąca i emocjonalna.
Niekoniecznie sprzeczne. Żal i spokój mogą istnieć równocześnie, to nie jest sprzeczność emocjonalna, to jest normalny stan żałoby po relacji. Pytanie jest inne, czy intencja w rytuale jest dla ciebie czytelna mimo tego że czujesz jedno i drugie. Możesz płakać i wiedzieć czego chcesz w tym samym czasie.
Karia, to co opisujesz to jest bardzo uczciwa obserwacja siebie. I powiem ci szczerze, że w tym stanie zaczęłabym nie od rytuału miłosnego, tylko od czegoś co pomaga ci zobaczyć siebie. Karty, medytacja, sen, cokolwiek co daje ci informację zwrotną o tym gdzie jesteś. Rytuał miłosny wykonany bez klarowności intencji może po prostu nie dać żadnego rezultatu, albo dać wynik który nie jest tym czego naprawdę chciałaś.
A wracając do Karii i jej pytania o leki, bo mi się wydaje że trochę odpłynęliśmy. Ona pyta w zasadzie czy jest w stanie który w ogóle umożliwia taki rytuał, czy może lepiej poczekać. I z tego co czytam, to odpowiedź jest chyba taka że to zależy nie od leków samych w sobie, tylko od tego czy ma tę klarowność o której mówicie. Czy dobrze rozumiem?
Mam pytanie do wszystkich którzy mają więcej doświadczenia. Czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić tę klarowność intencji przed rytuałem? Coś konkretnego, nie tylko "czujesz czy masz jasność". Bo to jest trochę jak mówić komuś "po prostu wiedz czego chcesz".
A co jeśli piszesz to zdanie i brzmi dobrze, ale po tygodniu już tak nie czujesz? Rytuał się zdezaktualizował?
Przy lekach psychotropowych jest jeszcze jeden aspekt który jakoś tu nie padł. Część leków, szczególnie starsze MAOI, ma interakcje z substancjami fizycznymi używanymi w rytuałach. Nie mówię o świecach, ale o ziołach, kadzidłach, wywarach. Jeśli ktoś pracuje z realnymi botanicznie składnikami, a bierze MAOI, powinien po prostu sprawdzić czy nie ma interakcji. To jest czysto medyczna kwestia, nie ezoteryczna.
A przy SSRI i dziurawcu to w ogóle nie wiedziałam że to tak działa od strony enzymatycznej. Myślałam że dziurawiec to po prostu ziółko do herbaty. Czy to znaczy że jak ktoś pali kadzidło z tym składnikiem to też jest problem, czy tylko przy bezpośrednim spożyciu?
Hej, a skąd wiedzieć jakie zioła są w kadzidłach które się kupuje? Bo ja kupuję gotowe mieszanki i tam nigdy nie ma pełnego składu, tylko jakaś poetycka nazwa w stylu "miłosne zaproszenie".
To mnie trochę zastanawia bo ja zawsze myślałam że kadzidła są taką bezpieczną sferą, nic nie jesz, tylko zapach. A to jednak nie jest takie proste?
sandał i róża to składniki o których nie słyszałem żadnych poważnych interakcji z SSRI. Ale to co mówiłaś wcześniej o rozmyciu intencji, to nadal uważam że jest ważniejsze niż kwestia kadzidła. Jak jesteś z tym?
A czy płakanie w trakcie rytuału to jest złe? Szczerze pytam, bo wydawało mi się że emocje to jest właśnie to co napędza rytuał, a nie coś co mu przeszkadza.
