A ja mam pytanie bo nie kumam jednego - czy czas oczekiwania zalezy od tego jaka jest relacja z ta osobą? Tzn. ktoś kogo znasz vs zupelnie obcy to chyba inne prawa czasowe?
To zależy od tego co zostało między wami, a nie ile trwało. Krótkie relacje mogą zostawić bardzo głębokie ślady, a długie - powierzchowne. Magia nie mierzy czasu trwania znajomości w tygodniach.
Dobra ale wróćmy do tego czekania - bo ktoś wspominał wcześniej o trzech pełniach jako ramie czasowej. Skąd w ogóle się wzięły te konkretne liczby? Pełnia, trzy cykle, 40 dni - czy to jest z jakichś konkretnych tradycji czy to jest trochę arbitralne?
A ja slyszałam że 21 dni to tez ważna liczba bo tylee podobno trwa tworzenie nawyku i mozna to powiązac z trwałoscią intencji? Nie wiem czy to ma sens w tym kontekscie ale jakoś mi to zostalo w głowie.
Wracając do mojej sytuacji - czy jest jakiś znak, że rytuał 'pracuje' nawet jeśli nie ma jeszcze żadnego kontaktu? Bo cały czas śni mi się ta osoba i nie wiem czy to coś znaczy czy po prostu mój mózg robi swoje.
Mnie też sie śniło po rytuale i zastanawiałam sie nad tym samym. Słyszałam rózne opinie - że sny to projekcja psychiki, że to łączność energetyczna, że to nic. Sama nie wiem co o tym myśleć.
Sny są niejednoznaczne i nie traktowałbym ich jako potwierdzenia ani zaprzeczenia. Mogą być czymkolwiek - przetwarzaniem emocji, projekcją, ale też w niektórych tradycjach rzeczywiście traktuje się je jako kanał kontaktu. Problem w tym, że nie ma sposobu żeby to rozróżnić z zewnątrz. Jeśli sny są spokojne i nie powodują u ciebie więcej obsesji - to może dobrze. Jeśli co noc budzisz się z poczuciem że musisz coś sprawdzić - to czerwona flaga niezależnie od rytuałów.
Właśnie myślę o tym co napisał Zaklinacz o snach - że nie ma sposobu żeby to zweryfikować. I to jest chyba clou całego tematu oczekiwania, nie tylko snów. Siedzimy z zestawem sygnałów, z których każdy można zinterpretować na sto sposobów, i nie ma żadnej zewnętrznej miary. Jak długo czekać? Nie wiem. Skąd wiedzieć że coś pracuje? Nie wiem. I może to jest uczciwa odpowiedź, tylko bardzo niekomfortowa.
No ale to jest odpowiedź która kompletnie nie pomaga. Rozumiem że nie ma gwarancji, ale musi być jakiś punkt odniesienia, inaczej po co w ogóle to robić? Jeśli nie wiem czy to działa, nie wiem kiedy przestać czekać i nie wiem czy sny coś znaczą, to siedzę z niczym.
Ja mam podobne odczucie do Kasieńkaa, choć nie wiem czy frustracja to właściwe słowo. Bardziej taka bezradność. Wróćmy do Aurelli - piszesz że mija miesiąc. Czy cokolwiek się zmieniło w tym czasie w tobie, nie w nim, w sensie jak patrzysz na tę sytuację?
Szczerze? Chyba trochę tak. Na początku sprawdzałam telefon co pięć minut. Teraz rzadziej. Nie wiem czy to dojrzewanie czy po prostu zmęczenie oczekiwaniem, ale faktycznie jest jakieś przesunięcie. Czy to ma znaczenie dla samego rytuału, nie mam pojęcia.
To przesunięcie które opisujesz ma znaczenie, i to spore. Nie dlatego że 'puściłaś intencję' w jakimś magicznym sensie, ale dlatego że energia którą wkładasz w obserwację przestaje blokować twoje własne działanie. Miesiąc to dobry moment żeby zadać sobie pytanie czego tak naprawdę chcesz - kontaktu z tą osobą, czy spokoju wewnętrznego. To nie jest to samo.
A wracając jeszcze do tych ram czasowych, bo to mnie ciągle męczy - czy czas oczekiwania jest jakoś powiązany z tym kiedy wykonano rytuał? Tzn. pełnia, nów, konkretny dzień tygodnia? Bo Aurella robiła w konkretnym momencie i zastanawiam się czy to coś zmienia jeśli chodzi o to kiedy można się spodziewać czegoś.
To ile ostatecznie - pełnia, dwa miesiące, pół roku? Bo to jest tytuł tego wątku i kręcimy się w kółko bez żadnej konkretnej odpowiedzi. Mnie to denerwuje trochę bo przyszedłem po jakiś punkt odniesienia.
Mnie w tej rozmowie uderzylo cos innego - ze wiekszos z nas mowi o czekaniu jako o czymś co sie robi biernie. A moze wlasnie tu jest pies pogrzebany? Czekanie aktywne, tzn robienie czegoś ze soba w tym czasie, a czekanie pasywne i sprawdzanie historii to moze dwie rozne rzeczy ktore inaczej wplywaja na efekty?
