Czyli wychodzi na to, że im więcej chcę, tym mniej dostanę? Bo to mi się trochę kłóci z tym co czytałam w innych miejscach, gdzie piszą żeby być konkretnym w intencji. Jak to pogodzić, bo się gubię.
A czy ktoś próbował kiedyś rytuału gdzie świadomie nie określał intencji wcale? Tak żeby po prostu otworzyć przestrzeń bez żadnego kierunku. Bo czytałam coś takiego ostatnio i sie zastanawiam czy to ma sens.
To pytanie Heksarii dobre, ja też tak mam. Niby mówię że nie wiem, ale jak ktoś dopyta to nagle wiem dokładnie. Tylko nie chcę się z tym wychylać nawet przed sobą.
Czytam was i mi się to spina z astrologią, bo jak ktoś ma Wenus w trudnym aspekcie do Saturna, to często ma dokładnie ten problem - wie czego chce w sercu, ale na poziomie świadomym blokuje. I rytuały takiej osobie idą bardzo nierówno, raz dobrze, raz w ogóle. Ktoś z was to obserwował u siebie?
Tak, dokładnie to robię u siebie przed każdą poważniejszą praktyką. Mówię intencję na głos, najlepiej przed lustrem, i obserwuję - czy oczy uciekają, czy gardło się ściska, czy oddech się spłyca. Jak coś z tego się dzieje, to znaczy że intencja jest niedopracowana i trzeba wrócić do niej, zamiast lecieć dalej z technicznym wykonaniem.
A czy to działa też przy innych rzeczach, nie tylko miłosnych? Bo ja mam coś podobnego ze snami, że mi się powtarza jeden motyw i jak próbuję go nazwać to mi gardło ściska. Może to ten sam mechanizm o którym mówicie.
U mnie najlepiej działa przerwanie w środku jak czuję że coś nie gra. Lepiej zatrzymać rytuał i przemyśleć, niż dociągnąć do końca na siłę. Wcześniej robiłem inaczej i potem żałowałem, bo wysyłałem w przestrzeń coś czego nie chciałem.
A jak to świadome zamknięcie ma wyglądać konkretnie? Bo ja jak coś przerywam, to zwykle po prostu wstaję i idę zrobić herbatę, nawet nie myślę o domknięciu.
Czemu akurat palcami albo gasidłem, a nie zdmuchnąć? Bo ja zawsze zdmuchuję i nic złego się nie dzieje. To jakaś konkretna tradycja czy raczej przesąd?
Czyli ten zapis tego co czułam w ciele, to taki sposób żeby później sprawdzić czy intencja faktycznie była czysta, czy się wahała? Bo to się ładnie spina z tym o czym rozmawialiśmy wcześniej.
Mi się ta dyskusja zaczyna układać w jedną całość - intencja, ciało, zapis. To trochę jak w starych tradycjach praktyki kontemplacyjnej, gdzie monasterzy zapisywali stany ciała podczas modlitwy. Bizantyjska tradycja hezychazmu ma o tym całe traktaty, jak rozpoznać czy modlitwa idzie z serca, czy z głowy.
Wracając do samego testu intencji - mam wrażenie że u mnie najlepiej działa, jak najpierw napiszę intencję, odłożę na noc, a rano przeczytam na głos. To co napisałam wieczorem, często rano brzmi zupełnie inaczej i wtedy widzę co tak naprawdę chcę.
To z odłożeniem na noc brzmi bardzo sensownie. Tylko mam pytanie - czy rano czytasz to świeżo, czy najpierw robisz coś żeby się ustawić? Bo ja jak czytam coś rano od razu po wstaniu, to mam wrażenie że jeszcze jestem w jakimś swoim świecie i wszystko mi się podoba.
Czytam od razu po obudzeniu, zanim wezmę telefon do ręki. Telefon mi wybija ze stanu w którym chcę to przeczytać. Jak już raz zerknę na powiadomienia, to potem czytam tę intencję inaczej, bardziej krytycznie ale w złym sensie - zaczynam ją oceniać jak SMS-a do kogoś.
Czyli wracając do tego głównego wątku - jeśli intencja jest najważniejsza, a technika i przedmioty są raczej pomocą, to ten cały rynek świec, ziół i akcesoriów to jakieś nieporozumienie? Bo widzę sklepy gdzie sprzedają zestawy za grube pieniądze i ludzie kupują.
