I dobrze, że to doprecyzowujesz, bo ta debata lubi się sprowadzać do albo-albo. Albo magia działa niezależnie od psychiki, albo to wszystko tylko psychika. Praktyka jest zazwyczaj gdzieś pośrodku i nie wiem, dlaczego tak wielu ludzi potrzebuje wybrać jeden obóz.
Ja w ogóle nie rozumiałam tego podziału, dopóki nie zaczęłam czytać więcej o magii ceremonialnej. Bo tam praca nad operatorem jest wbudowana w system, to nie jest osobny moduł do zainstalowania. Crowley, Regardie, cały Golden Dawn w zasadzie zakłada, że bez przygotowania wewnętrznego efekty są niestabilne.
Dobra, to wróćmy do tego, co konkretne. Bo mamy tu tezę, że przeprogramowanie przekonań poprawia efekty rytuałów. Mamy kilka doświadczeń, które to sugerują. Ale czy ktoś miał sytuację odwrotną, czyli zrobił głęboką pracę wewnętrzną i rytuały przestały działać albo dały nieoczekiwany efekt?
Ja miałam coś takiego, choć nie wiem, czy to dobry przykład. Po kilku miesiącach intensywnej pracy nad poczuciem własnej wartości zrobiłam rytuał, który wcześniej dawał konkretne efekty w postaci kontaktów. Tym razem nic z tych kontaktów. Ale zamiast tego pojawiła się wyraźna jasność co do jednej relacji, którą powinnam zakończyć. Nie to czego chciałam, ale może to, czego potrzebowałam.
Szczery szacunek za to pytanie, bo większość ludzi go unika. Myślę, że punkt niedziałania jest wtedy, kiedy przez długi czas, przy podobnych warunkach, nie ma żadnej zmiany ani w zewnętrznym obszarze, ani we własnym podejściu do tego obszaru. Ale to wymaga porządnego dokumentowania, żeby w ogóle to ocenić.
Mniej więcej tak, tylko że warunki nigdy nie są identyczne i o to właśnie chodzi. Nie mówię o kontrolowanym eksperymencie laboratoryjnym, tylko o tym, czy widzisz jakiś wzorzec w czasie. Jeśli przez rok pracy rytuałowej coś się w danym obszarze w ogóle nie ruszyło i nie zmieniło się też twoje wewnętrzne podejście do tego obszaru, to jest dla mnie sygnał, że coś tu nie działa. Ale to naprawdę wymaga uczciwości wobec siebie.
Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz, bo cały czas mówimy o skuteczności rytuałów po pracy wewnętrznej, ale czy ktoś zastanawiał się nad tym, że praca wewnętrzna może zmienić to, czego w ogóle chcesz w kontekście miłosnym? Bo mi się to przytrafiło i to chyba bardziej skomplikowało rytuały niż uprościło.
A co z rytuałami, które się robi żeby coś zakończyć, a nie przyciągnąć? Czy tam też ta praca wewnętrzna ma znaczenie? Pytam, bo miałem sytuację gdzie rytuał na zamknięcie relacji kompletnie nie zadziałał i zastanawiam się, czy to właśnie dlatego.
Więc właściwie wracamy do tego, co było na początku tego wątku. Że praca nad przekonaniami i rytuał to nie są dwie oddzielne ścieżki, które można traktować wymiennie. Jedna wpływa na drugą, w obie strony.
A ja się zastanawiam, czy w ogóle musimy rozwiązać wszystkie wewnętrzne konflikty zanim wykonamy rytuał. Może czasem rytuał właśnie wyciąga te konflikty na powierzchnię, i to jest część procesu, nie błąd?
A to ciekawe, bo u mnie po tym rytuale na zamknięcie nic takiego nie było. Ani emocji, ani obrazów. Może dlatego nie zadziałał, bo nie uruchomił w ogóle nic?
Dorzucę się do tego wątku z Elfinem, bo to jest coś, o czym rzadko się rozmawia wprost. Rytuał jako czynność mechaniczna kontra rytuał jako stan. Technika może być identyczna, ale jeśli robisz to z prawdziwą obecnością, a nie z myślami gdzieś indziej, to są zupełnie różne rzeczy. I tu właśnie praca wewnętrzna pomaga, bo jak przepracujesz temat, masz więcej miejsca na obecność.
Z mojego doświadczenia tak, emocja jako paliwo działa, o ile jest skierowana w jasną intencję. Problem zaczyna się, kiedy emocja jest chaotyczna albo sama w sobie staje się celem. Widziałam rytuały robione z płaczem, ze złością, z desperacją i działały. I widziałam takie robione w skupieniu bez żadnego ładunku i też działały. Trudno to uogólnić.
