i właśnie o to chodzi - ten dyskomfort Balbiny jest ważnym sygnałem dla niej samej. nie znam wielu osób które by się tym zatrzymały i zadały sobie to pytanie. większość by się cieszyła że cokolwiek się dzieje
no nie wiem czy sie zatrzymałam, bardziej to mnie uderzyło kiedy Felicja to tak nazwała wprost. bo jak myslisz o zbliżeniu to to brzmi inaczej niż jak ktoś ci powie: czy zależy ci żeby mu było dobrze. nie do końca byłam przygotowana na takie postawienie sprawy
to jest bardzo uczciwa odpowiedź. i właśnie w tym jest sedno - większość z nas idzie w taką pracę z dobrą intencją, ale nie zawsze wcześniej rozkładamy to na czynniki pierwsze. chcę żebyśmy byli razem to jedno, ale czy chcę żeby on to czuł na własnych barkach zanim w ogóle podejmie jakąś decyzję, to już inne pytanie
ale czy to znaczy że takie rytuały z założenia obciążają tę drugą osobę? bo jak czytam tę rozmowę to mam wrażenie że sen, niepokój, bóle głowy to jest jakiś standard a nie wyjątek
a jak w ogóle można stwierdzić że coś 'odbiło się' na kimś przez rytuał a nie przez cokolwiek innego? bo jeśli nie ma możliwości to jak to działa w praktyce, że ktoś mówi: tak, to był efekt
wchodząc trochę z boku - ja tarot traktuję podobnie do tej dyskusji. nie wiem czy to 'działa' w sensie mechanicznym, ale obserwuję przez lata że pewne wzorce wracają. i w kontekście tego wątku: osoby które pytają mnie o rytuały miłosne niemal zawsze na końcu opisują podobne rzeczy po stronie drugiej osoby. za dużo takich relacji żeby całkowicie to odrzucić
to właśnie mnie trochę uspokaja i jednocześnie miesza w głowie. bo jak te objay nie są wskaźnikiem sukcesu to co one właściwie znaczą? że coś się dzieje ale nie wiadomo co?
z tego co znam to objawy u osoby docelowej - jeśli w ogóle przyjąć że są prawdziwe - mogą oznaczać dosłownie cokolwiek. że coś wewnętrznego zostało poruszone, że ma opór, że ma napięcie które już było. to nie jest termometr sukcesu rytuału
ale jak to mozna miec opor na cos czego sie nie wie ze sie na nim robi? on przeciez nie wie o rytuale wiec skad opor? przepraszam ze sie wtrącam ale to dla mnie mega niezrozumiałe
to brzmi trochę jak coś co mogłoby być bolesne dla tej osoby. nie w sensie że specjalnie, ale że to wyciąga coś z niego co może być niekomfortowe. i rozumiem teraz dlaczego Balbina się zatrzymała
i dlatego część osób które to robią z głową dodaje do intencji coś w stylu: niech to będzie dla jego dobra, niech to się stanie jeśli jest dla nas obu dobre. nie dla własnego spokoju sumienia tylko dlatego że to naprawdę zmienia ładunek tej pracy
dokładnie to. intencja otwarta a nie zamknięta. nie 'chcę żeby był przy mnie' tylko 'chcę żebyśmy się mogli spotkać jeśli to ma sens'. brzmi jak drobna różnica ale energetycznie to zupełnie inne postawienie
to mi daje do myslenia na przyszłość. nie wiem czy mogę teraz coś zmienić w tym co już zostało zrobione, ale gdybym robiła coś ponownie to bym inaczej to sformułowała. i mam nadzieję że temu senowi nic złego nie wychodzi z tego wszystkiego
to jest jedno z tych pytań na które większość ludzi nie jest gotowa zanim to zrobi. i szczerość tutaj wymaga przyznania, że tak - znam osoby które po czasie miały wyrzuty sumienia właśnie z tego powodu. nie dlatego że coś się posypało, ale dlatego że widziały u tej osoby coś co kojarzyło się z ich działaniem
hej a mozna w ogole cofnac rytuał? nie wiedziałam ze to jest opcja. i jak to sie robi, ta intencja jest wystarczająca czy potrzebne jest coś fizycznego żeby to cofnąć
w starej praktyce słowiańskiej coś takiego jak cofnięcie nie istniało w formie prostej procedury. mówiono raczej o rozwiązaniu, uwolnieniu, puszczeniu. i to nie było coś co się robiło na siłę tylko wtedy kiedy było prawdziwe przyzwolenie wewnętrzne. sam akt formalny bez tego to trochę jak podpisanie dokumentu bez rozumienia co w nim stoi
to jest właśnie ten węzeł gordyjski w tym wszystkim. chcesz żeby mu się nic złego nie działo, ale nie chcesz rezygnować z tego co posłałaś. i te dwie rzeczy niekoniecznie idą ze sobą w parze, bo jeśli to co posłałaś jest dla niego niekomfortowe, to jedynym sposobem żeby nie było mu z tym źle jest właśnie puścić
właśnie chciałam zapytać o to samo - bo wcześniej ktoś mówił że objawy mogą się pojawić zarówno gdy jest opór jak i gdy coś się otwiera. więc skąd wiadomo które z tych dwóch jest przyczyną? to chyba w ogóle nie do odróżnienia z zewnątrz
no ale tu znowu mamy problem interpretacyjny. wycofanie może być z tysiąca powodów niezwiązanych z żadnym rytuałem. a my patrzymy na to przez lupę i przypisujemy to do pracy którą zrobiliśmy. nie mówiąc już o tym że sami możemy zachowywać się inaczej po rytuale bo myślimy że coś się dzieje
właśnie dlatego ja od jakiegoś czasu nie staram się rozumieć czy rytuał coś zrobił czy nie - bardziej obserwuję czy coś się zmienia i daję sobie czas. bez diagnozowania przyczyn. może naiwne ale spokojniejsze
a to jest po prostu frustrujące. nie można czekać w nieskończoność nie wiedząc czy w ogóle ma sens. jak ktoś jest w trudnej sytuacji emocjonalnej to czekanie bez żadnego sygnału jest naprawdę ciężkie
i to rozumiem, tylko że ta niecierpliwość często prowadzi do robienia kolejnych rytuałów jeden po drugim bo poprzedni 'nie zadziałał'. a to może właśnie nasilać te objawy u tej drugiej osoby, bo zamiast jednej spójnej energii mamy kilka nakładających się warstw
