A co jeśli ktoś ma nieregularny cykl i nie wie kiedy będzie krwawił? Wtedy planowanie czegokolwiek staje się loterią. Mam tak od lat i to jest jeden z powodów dla których w ogóle pytam o ten temat.
Wracając do głównego pytania Helenki, czy ktoś z was próbował konkretnie rytuałów miłosnych podczas krwawienia i widział różnicę w efektach? Bo dużo teorii poszło, a mało konkretnych doświadczeń.
To rozróżnienie na wewnątrz i na zewnątrz jest dla mnie najbardziej pomocne z całej dyskusji. Czyli krwawienie nie blokuje rytuału, tylko przesuwa jego działanie na inny poziom. Tak to teraz rozumiem.
dobrze to ujęłaś. I to się zgadza z tym co znajduje w starszych tekstach, gdzie nie ma zakazu robienia czegokolwiek, jest tylko opis że efekt będzie inny. Ludowa magia była dużo bardziej elastyczna niż się powszechnie sądzi, kategoryczne zakazy to przeważnie późniejsza nadbudowa moralizatorska.
A czy ktoś sprawdzał jak to wygląda u par gdzie kobieta krwawi a chłopak chce coś zrobić wspólnie? Bo mój facet się ostatnio zainteresował tematem i chcielibyśmy razem spróbować czegoś prostego, ale nie wiem czy jego cykl księżycowy się liczy.
Czyli facet też powinien czekać aż będzie w odpowiednim momencie? Wydawało mi się że to tylko temat babski.
Mam pytanie praktyczne. Jak postawić tę intencję ochronną żeby to nie było tylko myślenie sobie w głowie? Bo czuję że jak nic nie powiem na głos i nic nie zrobię rękami to mi się to rozmyje w ciągu dnia.
Ja po prostu rano w pierwszy dzień siadam z herbatą, trzymam swoją wstążkę albo kamień w dłoniach i mówię sobie na głos coś prostego, że to co buduję jest moje i nikt obcy tam nie wejdzie. Potem chowam i już nie myślę. Słowa muszą być twoje własne, bo cudze formułki nie trzymają.
Chciałem wrócić do wątku o efektach wewnętrznych kontra zewnętrznych który Eliksira otworzyła. To rozróżnienie jest dla mnie ciekawe ale chciałbym je rozszerzyć. Czy ktoś zauważył że rytuały robione w te dni mają też dłuższe działanie? Bo z moich obserwacji tak, tylko że efekt się rozkłada na tygodnie zamiast pojawić się szybko.
Faktycznie tak to wygląda jak się złoży. Tylko jedno mnie jeszcze nurtuje, czy te dwie części muszą być na tę samą osobę albo intencję? Bo jak fundament zbuduję na jedno a aktywację na coś innego to chyba nie zadziała?
Pomyśl o tym jak o budowie domu, jak położysz fundament pod chatę a postawisz na nim wieżowiec to się nie zgadza. Intencja musi być spójna przez cały cykl, ale nie musi być sztywno ta sama osoba. Może być ten sam typ relacji, ta sama jakość, której szukasz.
A co jeśli między fundamentem a aktywacją zmieni ci się sytuacja życiowa i intencja przestanie pasować? Bo miesiąc to długo, dużo się może wydarzyć. Czy wtedy się rozbiera ten fundament jakoś czy zostawia i zaczyna od zera?
Czyli lepiej stawiać fundament szeroko, na jakość relacji a nie na konkretnego człowieka? Bo wtedy nie ma ryzyka że ktoś przypadkiem wróci kiedy już nie chcę.
Dokładnie tak ja to robię. Nigdy nie stawiam pod imię konkretne tylko pod cechy które chcę mieć w drugiej osobie. Spokój, uczciwość, podobne podejście do rodziny. Wtedy nawet jak ktoś się pojawi i nie pasuje, to sama go odrzucam bo widzę że nie spełnia.
Wracając do tego rozróżnienia fundament-aktywacja, mam dylemat. Jak mam nieregularny cykl i nie wiem dokładnie kiedy będzie kolejny okres, to jak planować aktywację po krwawieniu skoro nie wiem kiedy się to skończy?
Mam pytanie z innej beczki bo mnie to gryzie od kilku postów. Mokosza pisałaś o nasączonym materiale jako ochronie. A czy taki przedmiot trzeba potem jakoś zutylizować jak się go już nie potrzebuje, czy można po prostu wyrzucić?
To mi dużo wyjaśnia. Czyli jak postawię fundament na ogólne otwarcie się na kogoś dobrego, to potem aktywacja może być na konkretną sytuację typu spotkanie nowych ludzi czy odwagę żeby zagadać, i to się zgadza?
Ten przykład z kaktusem w glebie pod paprotki mnie rozśmieszył ale faktycznie tak to widzę teraz. Tylko mam jeszcze jedno pytanie do tego całego rozróżnienia. Jak postawię fundament w jednym cyklu, a aktywację zrobię dopiero za dwa albo trzy miesiące, to fundament nie wygasa? Bo to chyba sporo czasu.
Fundament dobrze postawiony trzyma długo, ale lepiej go odświeżać przy każdym kolejnym krwawieniu choćby symbolicznie. Wystarczy że zapalisz świecę i przypomnisz sobie intencję, nie musisz powtarzać całego rytuału. To jak podlewanie roślinki, raz w miesiącu wystarczy.
A czy ten fundament ma jakieś znaczenie w połączeniu ze znakiem zodiaku? Bo ja jestem rybą i czytałam że ryby mają inną wrażliwość na takie rzeczy niż znaki ziemskie. Może niektóre znaki potrzebują więcej krwawień żeby coś się przyjęło?
Czyli jak rozumiem dziewczyny mają tu przewagę bo mogą robić co miesiąc, a faceci jak nie mają krwawienia to co, mają w ogóle szanse na taki rytuał czy nie?
Ciekawe że to się dało robić w parze. Myślałam że to jest tylko praca solo, taka bardzo osobista. Czyli jak mam partnera ale na razie nie chcę mu o tym mówić, to lepiej robić samej?
Lepiej samej jeśli on nie jest w temacie albo by to wyśmiał. Energia obecności kogoś sceptycznego w domu w trakcie pracy potrafi rozwalić efekt nawet przez ścianę. Jak chcesz robić bez wiedzy partnera to wybierz moment kiedy go nie ma w mieszkaniu, na spokojnie.
A jak to jest jak się mieszka z rodzicami? Bo mama by mnie zabiła gdyby wiedziała że bawię się w takie rzeczy, ale nie chce mi się czekać aż się wyprowadzę. Robić po cichu w pokoju?
Czytam tę rozmowę od początku i zastanawia mnie jedno. Wszyscy mówią o cyklu kobiecym jako fundamencie, ale czy ktoś próbował to zestawić z fazami księżyca konkretnie? Bo cykl podobno był kiedyś zsynchronizowany z księżycem u wielu kobiet, teraz już nie.
Czyli rozumiem że jak mój okres wypada na pełnię to świetnie, ale jak na nów albo pomiędzy fazami to nie szkodzi i też się da pracować? Nie muszę przekładać niczego pod konkretną fazę?
A czy to działa też w drugą stronę, znaczy jeśli mam pełnię ale nie krwawię akurat w tym miesiącu, to można jakoś pożyczyć energii księżyca i pracować bez tego fundamentu o którym piszecie?
