Pełnia daje co innego, bardziej domykanie spraw, finalizowanie. Na zaczynanie potrzebny jest nów albo pierwsza krew w cyklu. Da się pracować bez krwawienia, ale wtedy to już inna kategoria pracy, bardziej oparta na ziołach, woskach, węzłach. Stare babki wiejskie miały zestaw metod na każdą sytuację, niezależnie od ciała.
Dziękuję wam wszystkim że tak otwarcie o tym piszecie, dla mnie to nowe rzeczy bo zawsze myślałem że rytuały miłosne to świece i kartki z imieniem. A tu okazuje się że cała filozofia z ciałem, ziołami, księżycem. Czytam i notuję.
Dobrze że to się przewinęło bo mój chłopak też się ostatnio wypytywał czy coś dla niego jest. Powiem mu o ślinie, chociaż nie wiem czy nie wyśmieje. Wracając do mojego cyklu, czy są dni w trakcie krwawienia lepsze niż inne? Bo czytałam że pierwszy dzień jest najmocniejszy, ale u mnie pierwszy dzień to ból i nic mi się nie chce.
Pierwszy dzień jest mocny energetycznie, ale jeśli ciało protestuje to nie zmuszaj. Drugi i trzeci są spokojniejsze i też się nadają. Niektóre źródła mówią nawet że dzień drugi jest najlepszy bo intencja jest już ustabilizowana a ciało jeszcze pełne mocy. Słuchaj swojego rytmu, ból to sygnał żeby odpuścić.
Czytałem gdzieś że w tradycji ajurwedyjskiej kobieta w trakcie krwawienia w ogóle nie powinna nic robić poza odpoczynkiem, żadnych modlitw, żadnych rytuałów, nawet do świątyni nie wchodzić. Czyli mamy dwa kompletnie różne podejścia, słowiańskie i indyjskie. Jak to pogodzić?
Jak ci wypadnie krwawienie na nów to masz dwie warstwy do wykorzystania, ciemny księżyc i czerwoną fazę ciała. To się składa w robotę nad nowym początkiem, czyli przyciąganiem kogoś kogo jeszcze nie ma w twoim życiu. Pełnia z krwawieniem to inna sprawa, bardziej do pogłębienia tego co już masz albo do rozliczenia czegoś co się zatarło.
U mnie się to ustabilizowało jak odstawiłam tabletki i zaczęłam spać w ciemnym pokoju bez żadnych światełek. Po kilku miesiącach cykl mi się przesunął i krwawienie zaczęło wypadać blisko nowiu. Mówi się na to red moon albo white moon, w zależności jak ci się ułoży. Ale to nie jest coś co wymusisz w miesiąc.
Czytam was i się zastanawiam czy to wszystko nie jest trochę naciągane pod nasze oczekiwania. Bo skoro u Słowianek krew była mocą, u Hinduski nieczystością, u chrześcijanki tabu, to może to bardziej zależy w co wierzysz niż jak to obiektywnie działa? Pytam serio, nie żeby kogoś obrazić.
Ten ścisk w klatce to opisujesz dokładnie to co mi się stało jak próbowałam ostatnio coś samodzielnie zrobić. Myślałam że to stres a może to właśnie ten wewnętrzny opór. Ciekawe. Czy to znaczy że powinnam najpierw to przepracować zanim w ogóle wejdę w temat krwi?
Niekoniecznie przepracować, czasem wystarczy nazwać. Świadomie sobie powiedzieć że robisz coś co nie pasuje do tego w czym cię wychowano i to jest ok. Sam akt nazwania zdejmuje połowę ciężaru. Druga połowa schodzi z praktyką, jak zobaczysz że się nic złego nie dzieje.
Czekaj, czyli wsypywano komuś krew do jedzenia? To brzmi trochę strasznie jak dla mnie. I to działało na uczucia czy bardziej na przywiązanie typu chłop nie odejdzie od baby?
Te zamawiania miłosne z dodawaniem krwi do napoju to nie była praca na uczucie w naszym dzisiejszym rozumieniu. To było bardziej zatrzymanie kogoś, związanie, czasem wręcz przymuszenie. Stąd potem określenie "omamić" albo "zauroczyć". Dziś byśmy to nazwali manipulacją i pewnie słusznie.
Czyli wychodzi że ta cała praca z krwią menstruacyjną na miłość to historycznie był głównie przymus i zatrzymywanie kogoś siłą. To trochę zmienia mój ogląd, bo czytałam wcześniej teksty gdzie to się przedstawia jako odzyskiwanie kobiecej mocy i święte połączenie. Skąd ta różnica narracji?
Sama uczyłam się od kobiety która twierdziła że ma przekaz od babci z Podlasia i przez lata jej wierzyłam. Później zaczęłam czytać źródła i zobaczyłam że połowa tego co mi przekazała pochodzi z anglojęzycznych książek z lat dziewięćdziesiątych, tylko z polskimi imionami doklejonymi. Nie miałam do niej żalu, bo praktyki same w sobie działały, ale narracja o ciągłości była zmyślona.
Czytam to wszystko i mam mętlik. Czyli jak chcę zrobić cokolwiek w temacie miłosnym przy okresie to nie powinnam się oglądać na żadną tradycję tylko zrobić po swojemu? Bo skoro każda wersja jest poskładana z różnych kawałków to nie wiem czego się trzymać.
To brzmi sensownie, ale jak wybrać ten system jak się nic nie wie? Zlatuj na to co najbardziej pociąga, czy jest jakaś bardziej praktyczna metoda? Bo każda tradycja na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie.
Idź tam gdzie cię ciągnie najmocniej przez kilka tygodni, nie kilka dni. Krótkie zachwyty mijają. Jak po miesiącu czytania nadal sięgasz po te same książki i te same wątki, to znak że to twój kierunek. I nie musisz tego deklarować nikomu, to nie jest religia z chrztem, to jest po prostu wybór ramy w której będziesz pracować.
Czyli jak rozumiem to nie chodzi o sam fakt że to krew miesiączkowa, tylko o to jaki masz zamiar i co z tym robisz dalej. Bo jakbym po prostu wzięła i zakopała bez intencji to nic z tego nie będzie?
Mniej więcej tak. Sama substancja w izolacji niewiele znaczy, znaczy układ: intencja, gest, kontekst. Dlatego te same ruchy w różnych tradycjach dają różne rezultaty, bo dookoła nich jest inna opowieść. I dlatego mieszanie bez zrozumienia daje papkę.
A da się to jakoś szybciej ogarnąć? Bo wy tu piszecie miesiące czytania, kilka tygodni próbowania, a ja chciałbym wiedzieć czy mi się z dziewczyną ułoży czy nie.
Wracając jeszcze do tej kwestii okresu, czy w ogóle są tradycje gdzie kobieta w trakcie miesiączki ma się powstrzymywać od jakichkolwiek prac magicznych? Bo z tego co tu czytam wychodzi że raczej można, tylko trzeba wiedzieć co się robi.
Ciekawe że te zakazy dotyczyły akurat rzeczy związanych z fermentacją i wzrostem. Chleb, mleko, woda. Jakby uznawano że krew miesiączkowa wchodzi w jakąś kolizję z procesami życia i wzrostu, nie że jest po prostu brudna.
A jak się ma do tego ten cały hype na maseczki z krwi menstruacyjnej na twarz i podlewanie roślin? Bo widzę w sieci dużo takich treści i nie wiem czy to ma jakikolwiek sens czy ludzie po prostu robią szum.
Czyli wychodzi ze przy okresie mozna robic ale nie wszystko i nie dla kazdego. A jest jakas lista rzeczy ktorych na pewno nie robic? Zeby chociaz wiedziec gdzie nie wchodzic.
