To by tlumaczylo, czemu ta cala dyskusja krecila sie przez tyle postow glownie wokol faz, a nie wokol planet. Fazy sa proste do sledzenia, polozenie Wenus juz wymaga efemerydki. Pytanie czy ta dostepnosc tez przekiada sie na skutecznosc - czy cos co jest latwe do obserwowania ma rzeczywiscie silniejszy wplyw, czy to tylko konwencja.
Jesli mam byc szczera, to nigdy nie pilnowalam Wenus przy rytulaach milosnych i nie powiem, ze nie dzialalo. Zawsze skupialam sie na Ksiezycu - faza, znak, i tyle. Moze po prostu nie mialam z czym porownac, ale nie czulam, ze cos brakuje.
I wlasnie dlatego ta dyskusja kluczy troche w kolko - bo z jednej strony sluchamy o Picatrix i stopniach zodiaku, z drugiej nikt nie ma twardej odpowiedzi. Mam wrazenie, ze im bardziej sie zagleba, tym mniej wiadomo. Czy to normalne?
Mysle ze to normalne, ale nie musi byc frustrujace. Moze po prostu nie ma jednej odpowiedzi, a kazdy wypracowuje swoj wlasny system. Mnie to bardziej odpowiada niz gdyby ktos powiedzial 'o 21:37 w nowie w Wadze i po sprawie'.
Chociaz z perspektywy kogos kto dopiero zaczyna to ta otwarta odpowiedz jest troche trudna. Chcialabym wiedziec czy robie cos sensu czy nie. Czy jest jakis moment, w ktorym to staje sie bardziej intuicyjne, a mniej kalkulowane?
To co mowisz ma swoj odpowiednik w starszych tradycjach - mowiono o 'gotowosci' jako warunku rytualu, nie tylko o koniunkturze niebieskiej. Platonskia koncepcja kairos, odpowiedniego momentu, to cos wiecej niz pozycja Ksiezyca - to splot zewnetrznych warunkow i wewnetrznego stanu. Nie kazda tradycja to rozrozniala, ale te ktore budowaly szerszy system - tak.
A za ile dni Ksiezyc bedzie w nastepnym znaku? Bo Strzelec do Koziorozca to chyba dwa i pol dnia, ale Koziorozec to juz chyba jeszcze gorzej dla milosnych? Nie pamietam jaka jest kolejnosc znakow po Strzelcu z tej listy, ktora Benedyk podawal wczesniej.
Niespecjalnie pilna, ale człowiek nie chce czekać w nieskończoność. Czyli lepiej odpuścić Strzelca i Koziorożca i trzymać się Ryb? A faza będzie wtedy jaka, bo mi się kończy rachowanie.
To jest napięcie, które istnieje w tradycji od dawna - między elektywną astrologią, która szuka idealnego momentu, a podejściem gdzie najważniejsza jest wola działającego. Marsilio Ficino pisał, że duch maga może przezwyciężyć niekorzystną koniunkturę, bo magia działa przez sympatheia - podobieństwo, a nie tylko przez czas. Elektywna astrologia to jeden z czynników, nie jedyny warunek.
Ale skąd wiadomo, kiedy ta wola jest wystarczająco silna żeby 'przezwyciężyć' złą koniunkturę? To brzmi trochę jak wymówka na każdą porażkę - jeśli zadziałało, to dobry moment, jeśli nie, to wola była za słaba. Jak to rozdzielić?
