Siedzę ostatnio nad tym tematem i mam wrażenie, że ludzie albo traktują fazy księżyca jak świętą zasadę, albo totalnie ją olewają. Mnie zawsze zastanawiało, czy to jest coś, co ma realne przełożenie na efekty rytuału miłosnego, czy bardziej chodzi o to, że sami inaczej się nastawiamy psychicznie, gdy robimy coś w nowiu czy w pełni. Księżyc w pełni działa na pływy oceaniczne, na zachowanie zwierząt, na cykl kobiecy - to są rzeczy, które mają podparcie w obserwacji. Ale czy to samo przełożenie działa na intencję włożoną w rytuał? Nie wiem. Próbowałem różnych ustawień i szczerze nie jestem w stanie powiedzieć, że widzę wyraźną różnicę jakościową między rytuałem robionym w pełnię a tym samym robionym losowo. Może źle obserwuję, może zmiennych jest za dużo. Co wy o tym myślicie?
Mnie uczono, że nów to czas na zaczynanie nowych rzeczy, a pełnia to domknięcie i wzmocnienie tego, co już jest. Przy rytuałach miłosnych niby powinno to oznaczać, że jak zależy ci na przyciągnięciu kogoś nowego, to robisz w nów, a jak chcesz wzmocnić istniejącą relację, to w pełnię. Tyle że ja to stosowałam i jakoś nie czułam, żeby jedna pora działała wyraźnie lepiej od drugiej. Może chodzi o coś innego, nie tylko o samą fazę?
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale jak w ogóle się sprawdza, w którym znaku jest teraz księżyc? To jest jakaś aplikacja, strona? Słyszałam o tej zależności, ale nie wiedziałam, że to aż tak precyzyjne.
Jest mnóstwo stron i apek do tego, np. Astro.com albo zwykłe efemerydki online. Księżyc zmienia znak mniej więcej co dwa i pół dnia, więc to nie jest tak, że masz tydzień na spokojne planowanie - albo łapiesz odpowiedni moment, albo czekasz kolejne kilka dni. Przy rytuałach miłosnych faktycznie wiele źródeł podaje, że księżyc w znakach ziemskich i wodnych to lepsza baza niż ogień czy powietrze, ale to już kwestia tradycji, z której korzystasz.
No dobra ale ile można czekać na ten idealny moment? Jak zsumować odpowiednią fazę, odpowiedni znak i jeszcze dzień tygodnia - bo podobno piątek jest dobry dla Wenus - to wychodzi, że ten idealny splot zdarza się raz na miesiąc, może rzadziej. Mam po prostu odkładać wszystko w nieskończoność?
Spontaniczność to mit przy rytuałach. Intencja musi być przemyślana i skupiona, a nie impulsywna. To dlatego właśnie przygotowanie, dobra pora i odpowiednie ustawienie dają lepsze efekty niż cokolwiek zrobionego w porywie chwili. Faza księżyca to część tego przygotowania.
Mnie zastanawia coś innego w tym wszystkim - czy ta zasada fazy księżyca pochodzi z jakiejś konkretnej tradycji, czy to jest coś, co po prostu krąży w obiegu i nikt nie wie, skąd dokładnie? Pytam, bo różne źródła podają różne rzeczy i nie wiem, któremu ufać.
To jest dobre pytanie i niestety odpowiedź jest niezbyt satysfakcjonująca - obie opcje naraz. Część tej wiedzy pochodzi z tradycji astrologicznych sięgających starożytności, grecko-babilońskich, gdzie księżyc był powiązany z rytmami życia i płodności. Ale mnóstwo tego, co krąży na forach i w popularnych książkach o magii, to kompilacje z XX wieku, często bez solidnego źródła. Grimoire'y jak Picatrix albo starsza literatura magiczna rzeczywiście uwzględniają fazy i znaki księżyca przy różnych operacjach. Ale już popularne 'rób w pełnię bo mocniej' to skrót, który gdzieś po drodze stracił kontekst.
Dziękuję za to wyjaśnienie, bo naprawdę nie wiedziałam, że ta wiedza ma takie historyczne korzenie! A czy ktoś mógłby powiedzieć, czy ta zasada z Picatrix dotyczy konkretnie rytuałów miłosnych, czy raczej magii w ogóle? Bo nie chcę czegoś źle zrozumieć.
No i tu właśnie jest problem - bo jeśli to jest aż tak złożone, to jak przeciętna osoba ma to w ogóle ogarnąć bez lat studiowania astrologii? Mam wrażenie, że to, co trafia do popularnych poradników, to jest uproszczenie do granic absurdu.
To jest dokładnie mój problem z tym tematem. Czytam jedno źródło - 'rób w pełnię', czytam drugie - 'nów to jedyny czas na zaczynanie', trzecie mówi, że ważniejszy jest dzień tygodnia i planeta godziny. Nie ma żadnej spójności. Zacząłem prowadzić notatki ze swoich prób i po kilkunastu wpisach nie widzę żadnego wzorca, który by jednoznacznie wskazywał na konkretną fazę jako lepszą.
Szczerze to mnie ta cała dyskusja trochę przytłacza. Czy naprawdę żeby zrobić jeden rytuał miłosny trzeba być astrologiem? Gdzieś czytałam, że samo szczere skupienie na intencji wystarczy, bez żadnego kalendarza.
Ja uzywam aplikacji na telefon - Time Nomad albo Astro Gold. Pokazuja faze i znak w czasie rzeczywistym. Nie trzeba nic liczyc, po prostu patrzysz. Dla mnie to byl przelom, bo wlasnie przez te sciany cyfr na stronach zniechecilam sie wczesniej.
To jest zreszta ciekawe pytanie samo w sobie - czy ta zmiana znaku to jest moment graniczny, za przed/po, czy raczej pewne plynne przejscie? W astrologii mowi sie o stopniach, czyli ksiezyc na ostatnich stopniach danego znaku zachowuje sie troche inaczej niz na poczatku kolejnego. Nie wiem czy to ma prze|ozenie na rytualy, ale logika by na to wskazywala.
W tradycji Picatrix wlasnie to bylo kluczowe - stopnie, a nie tylko znaki. Ale to jest poziom, ktory wymaga juz dosc zaawansowanej efemerydki. Na potrzeby przecietnego rytualu milosnego wystarczy wiedziec, ze ksiezyc jest w Wolu, Byku, Raku albo Wadze - to sa znaki, gdzie tej energii jest, powiedzmy, wiecej. Natomiast te ostatnie stopnie przed zmiana znaku, to tzw. 'via combusta' jesli chodzi o inne pozycje - nie mieszalbym az tylu zmiennych naraz.
Poczekaj - via combusta to chyba co innego? To jest konkretny odcinek zodiaku, miedzy okolo 15 stopniem Wagi a 15 stopniem Skorpiona, a nie ogolnie ostatnie stopnie kazdego znaku. Mowie, bo mnie ta kwestia kiedys naprawde pomylila i dobrze sprawdzilam.
A jak to wyglada w praktyce - czy ktos tutaj rezygnuje z rytualu, jak ksiezyc akurat wypada w zlym miejscu? Albo przekklada o kilka dni? Bo to musi byc dosc frustrujace jak juz masz wszystko przygotowane.
Ja tak zrobilam raz i szczerze - pozalowalam. Przelozyc o cztery dni, bo ksiezyc zmienial znak, a przez te cztery dni calkowicie stracilas ten stan skupienia i emocje wygasly. Nie wiem czy to lepiej czy gorzej niz zrobic w nieodpowiedni znak.
Tutaj chyba jest sedno calego problemu z tym tematem - czy rytualy sa dla ludzi idealnych warunkow, czy dla normalnych ludzi z normalnym zycie. Bo cala ta dyskusja o fazach, znakach, stopniach - to zaklada, ze mozesz sobie zaplanowac kazdy wieczor z tygodniowym wyprzedzeniem.
Wlasnie o to chcialam zapytac, bo calej tej rozmowie slucha mi sie jak czegos bardzo skomplikowanego. Czy jest jakis dolny prog - czyli minimalny warunek, od ktorego warto zaczac? Czy kazdy rytuwal bez pelnego kalendarza jest z gory slabszy?
Dziekuje, ze ktos w koncu to powiedzial, bo ja czulam to samo czytajac te dyskusje. Naprawde nie wiedzialam, ze to az tak wiele warstw naraz.
A co z pelniq? Bo mam wrazenie, ze 90 procent poradnikow krzyczai 'rob w pelnie' i koniec, zadnych innych szczegolow. Czy pelnia faktycznie jest tak dobra na rytualy milosne jak to sie wszyskim wydaje, czy to jest po prostu najpopularniejszy uproszczenie?
No i teraz mam inne pytanie - bo te dwa podejscia (nowy na nowe poczatki, pelnia na kulminacje) brzmia logicznie, ale skad to pochodzi? Czy to jest gdzies zapisane, czy ktos to kiedys powiedzial i sie przyjelo?
To jest wlasnie cos, co mnie od dawna zastanawia - czy liczy sie genealogia danej zasady, czy jej dzialanie w praktyce. Bo jesli ktos od lat robi rytualy w pelnie i cos z tego ma, to czy wazne jest, ze ta zasada pochodzi z ksiazki Gardnera z 1954 a nie z babilonskich tabliczek?
Genealogia ma znaczenie o tyle, ze pozwala ocenic, czy dana zasada pochodzi z obserwacji, czy z estetyki. Picatrix jest interesujacy dlatego, ze tam jest widac rzeczywiste testowanie - to nie jest jeden autor, to kompilacja wielu tradycji z konkretnym praktycznym celem. Ksiazka Gardnera jest juz inna - to bardziej tworzenie rytualu niz odtwarzanie go. Jedno nie jest gorsze, ale inaczej nalezy do tego podchodzic.
A czy ktos wie, co konkretnie Picatrix mowi o rytulaach milosnych i Ksiezycu? Nie chodzi mi o cale tomiszcze, ale o jakis konkretny przyklad - bo dotychczas slyszalam tylko ogolne odwolania do tej ksiegi, bez zadnego szczegolu.
Poczekaj - czyli Wenus jest wazniejsza niz Ksiezyc w kontekscie rytulow milosnych? Zawsze myslalam, ze to Ksiezyc jest tym glownym czynnikiem. Skad w ogole wzial sie ten nacisk na Ksiezyc, skoro to Wenus jest planeta milosci?
