Jej słowa. Dosłownie mówi, że nie wie, czego chce. Że mnie kocha, ale nie potrafi być blisko. Że potrzebuje przestrzeni, ale jak daję jej przestrzeń, to wraca.
Czyli wy mówicie, że rytuał mógł jakby zamrozić tę dynamikę w miejscu? Nie rozumiem do końca, jak to miałoby działać.
Kryzysowy. Ona się zbierała do wyjścia i... zrobiłam to. Nie planuję się z tego tłumaczyć, bo rozumiem, że to był błąd. Ale tak to wyglądało.
Tak. Dokładnie tak. Wiedziałam. I ciągle wiem. Ale też nie mogę żyć tak jak teraz. Więc cokolwiek się stanie, chyba wolę wiedzieć niż tkwić w tym zawieszeniu kolejny rok.
Mam pytanie z boku, bo mnie to nurtuje od kilku postów - co jeśli ona po zamknięciu zostanie z własnej woli? Czy ktoś w ogóle bierze pod uwagę taki scenariusz, czy wszyscy zakładają, że po rozwiązaniu nitki ona odejdzie?
