Mam takie pytanie do was - czy runy działają jeśli się je zna tylko z głowy, bez fizycznych kamieni czy kości? Chodzi mi konkretnie o sytuację rodzinną. Mam w domu trzech domowników i każdy z nich to zupełnie inny typ energetyczny. Siostra totalnie zamknięta, mama chaotyczna, ojciec jakby nieobecny. Zastanawiam się czy gdybym wizualizował konkretne runy dla każdej z nich osobno, bez rysowania ich na niczym, to czy ta intencja w ogóle miałaby sens. Ktoś próbował czegoś podobnego?
To jest dobre pytanie i wcale nie takie oczywiste. Są szkoły które mówią że runa to przede wszystkim symbol zakorzeniony w pewnej tradycji i jeśli znasz jego naturę, to fizyczny nośnik jest tylko ułatwieniem dla umysłu, nie warunkiem koniecznym. Ale jest drugie podejście - że kamień, drewno, cokolwiek wyrzeźbionego buduje rodzaj mostu między światem materialnym a energią danego znaku. Sama kiedyś pracowałam bez zestawu przez dwa miesiące bo się przeprowadziłam i pudło z runami gdzieś zaginęło w przeprowadzce 🙂 i nie powiem żeby nic nie działało. Ale było jakby lżej, mniej ugruntowane.
No ale to brzmi jakby runa działała sama z siebie, niezależnie od tego czy ją masz w ręce czy nie! Czy to nie znaczy że cały ten fizyczny zestaw jest trochę zbędny? Bo jeśli wystarczy wyobraźnia i znajomość symbolu, to po co w ogóle kupować te zestawy za 80-100 zł?
A ja mam inne podejście do tego i pewnie się nie spodoba niektórym, ale powiem jak jest. Pracuję głównie z kartami i numerologią, runy to nie moja działka, ale kiedyś przez chwilę próbowałam i zapamiętałam może ze trzy czy cztery znaki z głowy. I wiesz co? Raz kiedy byłam u mamy na obiedzie i poczułam że w tym domu coś jest nie tak, jakieś napięcie między rodzicami, to sobie po prostu wyobraziłam Haglaz i Isa i pomyślałam że to pasuje do tego co czuję w powietrzu. Nie wiem czy to robiło cokolwiek, ale potem mama mi powiedziała że ten tydzień był dla nich wyjątkowo trudny. Może przypadek, może nie.
Wracając do tego co napisał autor tematu, bo kwestia rodziny mnie bardzo ciekawi. Bo to nie jest przecież tak że pracujesz z jedną osobą, tylko z całym systemem. Każdy domownik wnosi swoją energię i one na siebie wpływają. Zastanawiam się czy przy wizualizacji run dla kilku osób naraz nie ma ryzyka że te intencje zaczną się ze sobą mieszać albo wchodzić w konflikt?
Jeśli pytacie o sekwencję, to z mojego doświadczenia wynika że najpierw zawsze siebie. Nie da się skutecznie pracować z energią innych dopóki własna jest nieuporządkowana. To jest trochę jak z maską tlenową w samolocie. Poza tym przy pracy z całą rodziną warto pomyśleć nie tyle o indywidualnych runach dla każdej osoby, ale o runie dla całego systemu rodzinnego, o tym co ten dom jako całość potrzebuje. To daje inną perspektywę.
Mam pytanie bo ta rozmowa mnie wciągnęła, choć runy to nie moja główna dziedzina. Czy nie jest tak że runy zapamiętane działają głównie na poziomie samego wróżącego, czyli na jego percepcję i intuicję, a nie na otoczenie? Tzn. może zapamiętana runa pomaga Ci lepiej odczytać sytuację, ale nie wysyła żadnej energii na zewnątrz?
No właśnie i tu się zaczyna problem bo większość dyskusji na tym forum miesza dwa zupełnie różne poziomy. Jeden to psychologiczny - symbol pomaga mi się skupić, zrozumieć coś o sobie, przetworzyć emocje. Drugi to metafizyczny - runa zmienia coś realnie w rzeczywistości. I to są inne twierdzenia wymagające zupełnie innych podstaw. Czy możemy ustalić o czym właściwie rozmawiamy?
Powiem wam jedno - pracuję z przedmiotami magicznymi od dawna i zawsze powtarzam to samo: obiekt ma znaczenie nie dlatego że jest magiczny sam w sobie, ale dlatego że jest nośnikiem intencji i pamięci praktyki. Jak coś przez lata rysujesz, trzymasz, rytualizujesz, to ten obiekt niesie historię. Runa zapamiętana nie ma tej historii w materiale, ona jest tylko w głowie. Czy to wystarczy? Zależy od praktykującego. Ktoś kto ma mocną koncentrację i dobrze ukształtowane nawyki, poradzi sobie. Ktoś kto dopiero zaczyna, może nie mieć jeszcze tej jakości uwagi.
Wracam do kwestii rodziny bo to mnie interesuje najbardziej w tym temacie. Czy ktoś w ogóle próbował robić jakiś rytuał czy wizualizację dla kilku domowników naraz? Nie pytam czy to zadziałało, tylko czy ktoś to w ogóle robił i jak technicznie do tego podszedł? Bo brzmi to dość skomplikowanie jeśli energetycznie każda osoba to osobny byt.
Praca z energią całej rodziny to naprawdę zupełnie inne wyzwanie niż praca ze sobą albo z jedną osobą. To co możesz zrobić bez fizycznych run to na przykład ułożyć w wyobraźni pewien układ - wyobrazić sobie każdą osobę jako oddzielne miejsce w przestrzeni, a potem zobaczyć między nimi jakie runy naturalnie się pojawiają. Nie narzucasz, tylko obserwujesz co przychodzi. To bardziej diagnostyczne niż sprawcze, ale dla kogoś kto dopiero próbuje bez zestawu, jest bezpieczniejsze niż wysyłanie energii na ślepo.
No i właśnie Opaline powiedziała coś mega ciekawego, bo ta wizualizacja każdej osoby jako oddzielne miejsce w przestrzeni - czy to nie jest trochę jak rysunek rodziny, tylko w głowie? Bo jak ja sobie wyobrażam moją mamę, brata i siebie, to automatycznie każdy z nich jest w innym miejscu, jakby siedział przy innym stole. I teraz pytanie - czy to ma znaczenie GDZIE kogoś umieścisz w tej wyobraźni? Np. czy jak mam brata po lewej to jest inaczej niż po prawej?
To jest głębsze niż myślisz. Kierunki w przestrzeni magicznej nie są przypadkowe i tak, mają znaczenie, ale zależy to mocno od tradycji którą przyjmujesz. W nordyckich systemach pracy z runami mamy na przykład pojęcie stron świata i każda niesie inną jakość. Nie powiedziałabym jednak że musisz się tym od razu przejmować gdy dopiero zaczynasz. Ważniejsze jest żeby twoja wizualizacja była żywa i prawdziwa, a nie technicznie poprawna według jakiegoś schematu.
ale zaraz zaraz bo mi się tu coś kłóci z tym co mówił wcześniej Wrozbit że najpierw siebie a potem innych, a Opaline mówi teraz o układaniu wszystkich razem jednocześnie - to jak to jest? bo jedno wyklucza drugie chyba nie? albo wyklucza?
A czy ktoś mógłby powiedzieć jakiej runy używa się właśnie do pracy z rodziną albo z relacjami między bliskimi? Bo ja totalnie nie znam run i czytam ten wątek z wypiekami ale nie wiem nawet od czego zacząć jeśli chodzi o konkretne znaki
Marcelinka, do relacji rodzinnych najczęściej wymieniana jest Othala, bo jej znaczenie krąży wokół dziedzictwa, domu, rodu, tego co przekazujemy sobie nawzajem przez pokolenia. Ale też Mannaz, która dotyczy człowieka i zbiorowości. To są dobry punkt startowy. Choć oczywiście nie ma jednej runy od rodziny, zależy co konkretnie w tej rodzinie chcesz zbadać albo wzmocnić.
Swiatowid, powiem ci co myślę szczerze. Ta 'bierna obecność' to może być po prostu to że lubisz ten symbol i ci się kojarzy z domem, bo tego właśnie go uczono. Othala wygląda jak dom schematycznie narysowany, więc siłą rzeczy łatwo ją zapamiętać i skojarzyć. Nie chcę ci gasić entuzjazmu, ale 'noszenie runy z tyłu głowy' to trochę za mało żeby mówić o jakiejkolwiek pracy.
a powiedzie mi ktos bo jestem ciekaw - ta Othala to jest ta runa co wygląda jak romby sklejone razem czy co innego? bo ciągle mi sie mylą te co mają podobne kształty i nigdy nie wiem która jest która. runy to jednak hard do ogarnięcia bez zestawu do trzymania w rece
To co mówi Hortensja o kształcie to akurat ważna kwestia. Bo jeśli twierdzimy że runa to symbol, a symbol ma siłę przez swą formę, to niedokładna forma to niedokładny symbol. W tradycjach magicznych precyzja rysunku ma znaczenie. Inaczej jest w pracy intuicyjnej, gdzie sam obraz w głowie może być mniej rygorystyczny. Ale warto wiedzieć w której konwencji się pracuje.
no to teraz mam pytanie bo to się łączy z całym tematem - jeśli ktoś zapamiętał runę ale trochę krzywo, lekko inaczej niż oryginał, to ta zapamiętana wersja działa na oryginalną runę czy na... coś innego? jak jakiś twór własny?
W starszej Futhark kształty run wywodziły się z pisma używanego przez konkretne ludy i zmieniały się zależnie od regionu. Więc idea jednej idealnej formy runy jest trochę na wyrost. Historycznie te same runy pisano różnie w różnych miejscach i nadal działały. To powinno dać do myślenia tym co twierdzą że niedokładność niszczy działanie.
mnie tu interesuje coś praktycznego: czy przy pracy z całą rodziną bez fizycznych run jest jakiś moment kiedy po prostu trzeba powiedzieć sobie że to nie wyjdzie i sięgnąć po prawdziwy zestaw? Pytam bo próbowałam kilka razy wizualizacji i za każdym razem po kilku minutach traciłam skupienie i nie wiedziałam czy to ja nie umiem medytować czy naprawdę brak fizycznego przedmiotu robi różnicę
kurcze, a ja właśnie się zastanawiam czy to co Wrozbit mówi o neurologii nie jest trochę obok całego tematu runicznego, bo jeśli to tylko kwestia skupienia to równie dobrze można wziąć do ręki cokolwiek - kamyk z parku, długopis, cokolwiek - i będzie tak samo działać, nie? to by znaczyło że runy to tylko pretekst dla umysłu a nie nic więcej
no dobra ale ja mam pytanie do całej tej dyskusji o skupieniu i neurologii i w ogóle - jak wy w ogóle zaczęłyście zapamiętywać te runy? bo ja próbowałam raz i po pięciu minutach wszystkie mi sie mieszały i myślałam ze to nie dla mnie, ale teraz czytam ten wątek i zastanawiam się czy to kwestia metody nauki czy może faktycznie jakiegoś połączenia z symbolem
to fajne pytanie Fasolka bo ja tez na początku totalnie nie mogłem ich rozróżnić, aż zacząłem rysować każdą z osobna i jakoś samo weszło. ale tu jest pytanie na które sam chciałbym znać odpowiedź - czy to zapamiętanie przez rysowanie to inaczej niż zapamiętanie przez sam widok? bo przy rysowaniu angażujesz rękę i może to co innego niż wizualizacja
właśnie to mnie tu zastanawia od dłuższego czasu bo czytam cały wątek i nikt jeszcze nie powiedział wprost - kiedy wizualizujesz runę to co właściwie wizualizujesz? kształt narysowany w umyśle, znaczenie, jakieś uczucie z nią związane? bo to są zupełnie różne poziomy i podejrzewam ze każdy z nas inaczej to rozumie mówiąc 'zapamiętałam runę'
Orlikowa, to jest bardzo celne pytanie. Kiedy mówię że 'znam' runę to mam na myśli że znam jej imię, kształt, znaczenia podstawowe i jakieś intuicyjne skojarzenia które zbudowałam przez praktykę. To są cztery różne rzeczy i wcale nie muszą iść razem. Można znać kształt i nie znać znaczenia, można znać znaczenie i nie pamiętać jak wygląda. Która z tych warstw jest 'prawdziwą' runą?
