Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś i chciałam zapytać czy ktoś miał podobne doświadczenia. Mianowicie chodzi o sytuację kiedy runy same się rozsypią albo ktoś je przypadkowo potrąci i leżą w totalnym chaosie na stole. Nie ma żadnego celowego układu, żadnego rzutu, nic. Po prostu leżą jak popadło. I teraz pytanie do was - czy próbowaliście kiedyś to interpretować? Bo ja kilka razy miałam ochotę spojrzeć na taki przypadkowy rozsyp i jakoś go odczytać, ale zawsze mnie coś powstrzymywało. Nie wiem, może głupio mi było, może bałam się że to bez sensu. Ale z drugiej strony myślę sobie, że może właśnie przypadek to żadna przypadek nie jest 🙂
To jest akurat bardzo ciekawe pytanie i nie takie oczywiste jak by się mogło wydawać. Słyszałam o praktykantach którzy celowo pracują z chaotycznym rzutem - wyrzucają wszystkie runy naraz i patrzą co przykuwa wzrok jako pierwsze, co leży blisko środka, co jest odwrócone i tak dalej. To nie jest żaden wymysł, to jedna ze starszych metod. Tylko że wymaga dużo większej intuicji niż standardowy trzyruno czy ośmioruno. Pytanie do ciebie - kiedy patrzyłaś na ten rozsyp to co czułaś? Ciągnęło cię do konkretnych run czy nie?
Hmm, nie wiem czy to najlepszy pomysł szczerze mówiąc. Bo jak interpretujesz coś co nie miało żadnej intencji za sobą to skąd wiesz że to w ogóle cokolwiek znaczy? Runy rzucasz z pytaniem w głowie, ze skupieniem, z jakimś celem. A jak ci się po prostu rozsypały ze stolika to to jest zwykły fizyczny przypadek, siła grawitacji i tyle. Nie rozumiem po co szukać tam znaczenia.
Czytam tę rozmowę i coś mi tu nie pasuje w tym co mówi Zdzichu. Nie chodzi chyba o to żeby interpretować każde przypadkowe zdarzenie, tylko o to że runy to przedmioty które były wcześniej naładowane energią, używane w rytuale, traktowane z szacunkiem. Inaczej niż kubek. Więc może jednak inaczej rejestrują to co się dzieje w otoczeniu? Sama nie pracuję z runami na co dzień ale podobnie myślę o kartach - jak mi się talia rozsypie to zawsze zerkam co wyszło.
ja mialem kiedys podobnie, rozsypaly mi sie wszystkie runy jak siegnalem po cos obok i polowe miałem rewersem połowe awersem. Patrzylem na to dluzej niz powinienem chyba haha. nic z tego nie interpretowalem bo nie wiedziałem od czego zaczac. macie jakis sposob na to zeby sie nie pogubic kiedy lezy ich tak duzo naraz?
Przy dużym rozsypie jest jedna metoda która mi najbardziej odpowiada - podziel przestrzeń przed sobą na strefy. Środek to teraźniejszość, to co bliżej ciebie to ty i twoje działania, to co dalej od ciebie to wpływy zewnętrzne, to co po lewej to przeszłość, po prawej przyszłość. I w tych strefach patrzysz jakie runy się znalazły, jak leżą. Odwrócone mają inną wagę. To daje jakiś porządek nawet w chaosie. Ale to wymaga czasu i spokoju, na szybko się tego nie robi.
Hej, może jestem nie od parady bo bardziej numerologia to moja działka, ale mam pytanie z innej beczki - a co to robi z głową jak za często interpretujesz wszystko co ci wpadnie w ręce? Pytam serio bo znam kogoś kto zaczął widzieć znaki absolutnie wszędzie i to nie wyglądało zbyt zdrowo. Takie chyba wejście w tryb ciągłego szukania znaczeń. Czy to w ogóle jest temat o którym tu mówicie?
To jest akurat bardzo dobre pytanie i nie wiem czemu nikt go tutaj jeszcze nie poruszył wprost. Bo faktycznie jeśli zaczynasz interpretować chaotyczne układy, przypadkowe rozsypy, to gdzie jest granica? W którym momencie to przestaje być praca z runą a zaczyna być obsesja na punkcie znaków?
No i właśnie o to mi trochę chodziło kiedy pisałam na początku o tym że mnie coś powstrzymywało. Intuicyjnie czułam że wchodzenie w ten chaos może być ryzykowne psychicznie. Jedna sprawa to czy to w ogóle działa i ma sens, a druga sprawa to co to robi z człowiekiem. Bo jedno ciągnię za sobą drugie. Jak raz zaczniesz to potem każdy rozsyp wygląda jak wróżba.
Przeczytałam wątek i muszę powiedzieć jedno - mieszacie dwie różne kwestie i to powoduje bałagan w dyskusji. Pierwsze pytanie to czy chaotyczny układ da się sensownie interpretować, a drugie to czy taka interpretacja jest psychicznie bezpieczna. To nie to samo. Można uznać że tak, da się interpretować i jednocześnie że nie każdy powinien to robić. Warto rozdzielić te pytania bo inaczej rozmowa idzie w kółko.
podłączam się w środek ale zastanwiam się czy to przypadkowe rozsypanie to nie może być właśnie odpowiedź na pytanie które mamy w głowie nawet jak nie zadaliśmy go świadomie? Tzn. może podświadomośc kieruje ręką albo jakos wpływa na to jak spadają? Nie wiem czy to ma sens co pisze ale takie cos mi przyszło do głowy czytajac ten watek
hm czytam to i mam mieszane odczucia. Z jednej strony to ciekawe podejście, z drugiej trochę mi to przypomina ten mechanizm że jak chcesz zobaczyć sens to go zobaczysz, jak chcesz zobaczyć twarz na chmurze to ją zobaczysz. Nie wiem jak to się nazywa po ludzku ale chyba jest jakaś nazwa naukowa na szukanie wzorców tam gdzie ich nie ma?
Apofenia. No tak, można to tak nazwać. Ale zauważcie że to samo zarzucają sceptycy każdej formie wróżenia, nie tylko chaotycznym rozsypom. Więc to nie jest argument przeciwko tej konkretnej metodzie, tylko przeciwko wróżeniu w ogóle. Jeśli ktoś jest tutaj i wróży runami to zakładam że to już przemyślał i ta dyskusja nie jest o tym czy runy w ogóle mają sens. Wróćmy do tego co robi z człowiekiem interpretowanie chaosu.
dobra wiec wracajac do tego co pisala Znachorka - ona ma racje ze to sa dwa osobne pytania, ale dla mnie to jednak nie jest takie rozdzielne. Jak zaczynam interpretowac chaos to od razu robie sie bardziej czujny na wszystko wkolo i nie wiem czy to dobrze czy zle. Tzn. moze to jest wlasnie to o co chodzi ale moze to jest juz ta granica o ktorej pisala Promyczkaa?
czytam ten wątek od początku i właśnie to zdanie Augura mnie uderzyło bo ja mam dokładnie tak samo z tarotem. Jak zaczynam za dużo rozkładać to potem patrzę na zwykłe zdarzenia jakby były kartami. Nie wiem czy to już jest problem czy po prostu tak działa ta praktyka...
Chcę tu coś dopowiedzieć bo pracuję z runami od dawna i widzę ten mechanizm u siebie i u innych - to zaostrzenie uwagi które opisuje Augur to nie jest z definicji złe. Problem zaczyna się kiedy nie potrafisz go wyłączyć. Runy w zdrowej praktyce to jest tryb który włączasz na czas pracy i wyłączasz. Jeśli chaos rozsypanych run sprawia że tryb zostaje włączony na stałe, to jest sygnał że coś wymaga uwagi, ale niekoniecznie w runach.
No i właśnie Sugilitka to powiedziała bardzo ładnie, bo ja się wciąż zastanawiam jak to jest z tym wyłączaniem. Ja mam tak, że jak coś mocno mnie dotknie podczas wróżby - na przykład właśnie ta Hagalaz która mi wychodziła z chaosu - to potem przez jakiś czas mam ją gdzieś z tyłu głowy. Nie paranoidalnie, nie tak że wszędzie ją widzę, ale tak jakby coś nieokreślonego wisiało. I zastanawiam się czy to jest normalna praca symbolem czy już za dużo.
ten wątek z włączaniem i wyłączaniem przypomina mi coś co kiedyś przeczytałam o pracy z symbolami w ogóle - że symbol który wchodzi głęboko może działać trochę jak zaproszenie. Wpuszczasz go do środka i on zaczyna szukać z czym się połączyć, ze wspomnieniami, z lękami, ze snami. Hagalaz szczególnie bo to runa destrukcji i transformacji - jak ją raz dopuścisz to ona lubi zostać trochę dłużej.
przepraszam ale to co pisze Jasnowidka zaczyna brzmieć jakby runa miała własna wolę i cele. Hagalaz 'lubi zostać'. To jest metafora czy serio tak to rozumiecie? Pytam bo mam problem z oddzieleniem tego co jest poetyckim opisem a co jest rzeczywistym przekonaniem.
a może może być i tak i tak i to jest właśnie clou tej całej rozmowy? Że nie istnieje czysta zewnętrzna rzeczywistość oddzielona od obserwatora, szczególnie w pracy z symbolami. Horoskopowo patrząc - planety nie 'powodują' zdarzeń, ale ich symbolika tworzy ramę przez którą patrzysz i ta rama zmienia co widzisz. Czy to jest 'prawda' czy 'projekcja'? Chyba jest trzecia opcja.
hej, weszłam w ten wątek przez przypadek szukając czegoś o snach, ale zostałam bo mam pytanie - piszecie o tej Hagalaz i o tym że 'zostaje'. Czy to samo dzieje się z innymi runami czy właśnie Hagalaz ma taką specyficzną naturę? Nigdy nie robiłam nic z runami ale jestem ciekawa.
chcę się upewnić że dobrze rozumiem - wy mówicie że interpretowanie chaotycznego rozsypu jest ryzykowne właśnie dlatego że nie ma struktury i przez to psychika może się w tym zagubić? Bo w normalnym wróżeniu jest pytanie, jest intencja, jest jakiś porządek który trzyma człowieka w ramach?
Czytam wątek od pewnego czasu i chcę wnieść inną perspektywę, bo myślę że za bardzo skupiliście się na psychologii a za mało na stronie praktycznej. Runy jako przedmioty mają swoją historię fizyczną - są rzeźbione, konsekrowane, używane w określony sposób. Kiedy rozsypują się przypadkowo, to nie znaczy że przestają być tym czym są, ale też nie znaczy że układ powinien być interpretowany tak samo jak rzut intencjonalny. W tradycji runologicznej istnieje pojęcie 'widomych run' - tych które same się pokazują bez pytania. To jest praktykowane, ale wymaga zupełnie innego podejścia niż standardowy odczyt. Nie improwizacji tylko głębszej znajomości systemu. Chaosu nie interpretujesz tak jak porządku, bo sam chaos jest tu komunikatem, zanim jeszcze spojrzysz na poszczególne znaki.
żeby odpowiedzieć na pytanie Augura - to nie jest jedna spójna tradycja z nazwą własną, bardziej zbiór praktyk który da się wyczytać między wierszami ze źródeł nordyckich i anglosaksońskich. Odyn w Eddach nie 'czyta' run jak my byśmy to rozumieli, on w nie patrzy, zanurza się w nich. Z tego wychodzi coś co współczesna runologia nazywa czasem stanem widmowym albo właśnie widzeniem przez runę. Praktycznie oznacza to tyle że nie bierzesz jednej runy i nie pytasz co znaczy, tylko trzymasz ją w polu uwagi i czekasz co ona pokaże - i to jest coś zupełnie innego psychologicznie niż interpretacja rozsypu. Bo tam jest intencja i kierunek. Chaos nie ma kierunku i dlatego psychika zaczyna go sama wytwarzać - i to jest dokładnie ten moment który moim zdaniem jest ryzykowny. Nie sama runa, nie sam chaos, tylko ten moment kiedy umysł zaczyna produkować strukturę tam gdzie jej nie ma i traktować ją jako odkrycie a nie jako własną projekcję.
