Ostatnio wpadłam na pewien pomysł i nie mogę go z głowy wyrzucić. Zastanawiam się, czy runom można przypisać wartości numerologiczne i czy to w ogóle ma sens. Chodzi mi o to, że w numerologii każda liczba niesie konkretne wibracje, a runy też mają swoją symbolikę. Czy ktoś próbował kiedyś łączyć te dwa systemy? Na przykład Fehu to pierwsza runa Futhark, więc czy jedynka w numerologii ma z nią cokolwiek wspólnego? Albo czy jest jakiś inny klucz do takiego przeliczania?
To ciekawe pytanie, ale od razu powiem, że jest tu kilka pułapek. Futhark ma 24 runy, a numerologia bazuje głównie na liczbach 1-9 plus kilka mistrzowskich. Jak chcesz to w ogóle na siebie mapować? Przez proste przypisanie kolejności, czy przez jakąś inną metodę?
Też się nad tym zastanawiałem. Słyszałem, że niektórzy pracują z trzema ættami Futhark po 8 run w każdym i próbują to wiązać z cyframi 1-8. Czy coś takiego jest w ogóle opisane w jakichś źródłach, czy to bardziej luźne teorie z internetu?
No właśnie, ten argument z dziewiątką pojawia się często, ale to trochę selekcja potwierdzenia. Tak samo można by powiedzieć, że 9 to trzy razy trzy ætty, i też by brzmiało przekonująco. Pytanie jest inne: czy takie skojarzenia coś dodają do praktycznej pracy z runami, czy to tylko intelektualna zabawa?
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale nie do końca rozumiem co to znaczy mapować runy na liczby. Czy chodzi o to, żeby na przykład obliczać ścieżkę życia i potem szukać odpowiadającej runy? Czy o coś zupełnie innego?
Dokładnie na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, bo numerologia Pitagorasa była tworzona z myślą o greckim i później łacińskim alfabecie. Każda próba wciśnięcia run w ten schemat to już interpretacja wtórna. Można to robić, ale trzeba wiedzieć, że buduje się własny system, a nie odkrywa historyczny.
Trochę z boku: czy ktoś miał w praktyce tak, że obliczył coś numerologicznie, a potem wylosowana runa odpowiadała tej liczbie i całość jakoś sensownie się złożyła? Pytam serio, bo teoria to jedno, ale mnie interesuje czy ktoś to naprawdę stosuje w wróżeniu.
Dagaz i Othala to dobre pytanie, bo tam forma graficzna jest złożona i nie daje się łatwo sprowadzić do jednej cyfry. Jeden z autorów, których czytałam, rozwiązywał to przez zliczanie linii i punktów przecięcia, więc Dagaz miałby dwie diagonale i jeden punkt środkowy, co daje trójkę. Ale szczerze mówiąc, już to brzmi jak dorabianie teorii do wyniku, a nie odkrywanie czegoś.
To jest niestety bardzo częste w literaturze ezoterycznej tego nurtu. Eklektyzm metodologiczny przykryty pewnym tonem narracji. Wracając jednak do pierwotnego pytania Gosi, bo trochę odpłynęliśmy: czy ktoś zna system, który od początku był projektowany jako połączenie run i numerologii, a nie sklejany z różnych kawałków?
Trochę wiem. Von List rzeczywiście budował system na osiemnastce, ale numerologia w jego ujęciu była bardziej symboliką kosmologiczną niż tym, co rozumiemy przez numerologię Pitagorasa. Każda runa miała mantrę, wibrację, przypisane żywioły. Liczby były bardziej porządkowe niż wartościowe. To inny język niż to, co zazwyczaj rozumiemy przez numerologię.
Dla mnie ma sens, bo właśnie o to chodzi w intuicyjnej pracy z systemami. Nie mapowanie jeden do jednego, tylko pytanie czy Fehu i jedynka mają wspólną jakość energetyczną. Inicjacja, początek, siła wyjściowa. To nie jest twierdzenie historyczne, to jest pytanie o współbrzmienie znaczeń. I myślę, że tu warto być uczciwym, że to interpretacja, a nie odkrycie.
a dlaczego akurat czwórka? Skąd to zestawienie? Pytam, bo zależy mi na tym, żeby rozumieć metodę, którą stosujesz, a nie tylko wynik.
I to jest właśnie sedno problemu, który przewija się przez cały wątek. Kiedy masz kilka metod i wybierasz tę, która daje wynik, który chcesz interpretować, to metodologia przestaje mieć znaczenie. Nie mówię tego złośliwie, to jest pułapka, w którą wpada się bardzo łatwo w pracy eklektycznej. Może warto by wybrać jedną metodę i sprawdzić ją na kilkudziesięciu przypadkach, zanim zacznie się interpretować?
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie z boku: czy ktoś próbował odwrotnie, czyli startować od liczby i szukać runy, zamiast od runy szukać liczby? Zastanawiam się, czy to byłoby w ogóle inne doświadczenie praktyczne.
Różnica chyba leży w tym, czy system ma wewnętrzną spójność, czy tylko zewnętrzne uzasadnienie. Tarot ma strukturę, która trzyma się razem niezależnie od tego, skąd pochodzi. Jeśli połączenie run z numerologią miałoby działać, musiałoby mieć podobną wewnętrzną logikę, a nie tylko uzasadnienie w stylu "Fehu jest pierwsza, więc to jedynka".
Wróćmy na chwilę do pytania Gosi z początku, bo mam wrażenie, że krążymy wokół czegoś ważnego. Ona pytała o korespondencję energetyczną, nie o historyczne powiązania. I to jest zupełnie inna rozmowa. Można by to potraktować jako pytanie o symbolikę archetypową, nie o metodologię.
Mam jeden przykład, który mnie zatrzymał. Pracowałam z Berkano i w numerologii wyszła mi dwójka. Berkano to brzoza, narodziny, cykl, macierzyństwo. Dwójka to dualność, relacja, ale też to co ukryte i potrzebuje czasu. Zestawienie mi coś powiedziało, ale nie wiem, czy to był system, czy moja własna interpretacja.
Mam wrażenie, że w tym wątku cały czas oscylujemy między dwoma różnymi pytaniami i nie zawsze to zauważamy. Jedno to czy istnieje system, który łączy runy i numerologię ze spójną metodologią. Drugie to czy takie zestawienia mogą być użyteczne w praktyce. To są różne pytania i mogą mieć różne odpowiedzi.
Czytam od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie do całej grupy. Czy ktoś próbował w ogóle pracować z runami i numerologią nie jako z równoległymi systemami, ale sekwencyjnie? Najpierw odczyt runiczny, potem redukcja numerologiczna jako rodzaj pogłębienia albo filtra?
To jest właściwie nowe podejście do tego, o co pytałam. Nie przypisanie wartości jednej runie, tylko liczba jako komentarz do całego układu. Chciałabym spróbować, ale znowu, który klucz przypisań? I czy suma jest z pozycji w Futharku, czy z jakiegoś innego porządku? To by mogło działać, ale detale są kluczowe.
Nie znam historycznego precedensu, ale wracając do mojego pomysłu z sekwencją, bo mi się wydaje, że on obchodzi część tych problemów. Jeśli nie przypisuję runie stałej wartości, tylko sumuję jej pozycje w konkretnym układzie, to klucz jest wewnętrzny dla tego odczytu, a nie zewnętrzny. Nie twierdzę, że to rozwiązanie, ale czy to nie jest inne pytanie niż to o tradycję?
Słucham tej rozmowy o pozycjach i liczeniu i mam takie proste pytanie. Czy ktokolwiek z was próbował czegoś takiego i powiedział sobie, że to zadziałało? Nie pytam o teorię, pytam o doświadczenie. Bo mam wrażenie, że rozmawiamy w próżni.
Mam może naiwne pytanie, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Czy te liczby, o których mówicie, mają być informacją o runie, czy o pytaniu, czy o osobie pytającej? Bo słuchałem całej tej rozmowy i mam wrażenie, że każdy zakłada coś innego.
to jest chyba najlepsze pytanie w całym wątku. I nie tylko do Wiciola. Bo ja też nie wiem, jaki miałbym próg. Historyczny precedens? Wewnętrzna spójność systemu? Działające prognozy? Każde z tych kryteriów ma swoje problemy.
Ale poczekajcie, to brzmi tak, jakbyście mówili, że każdy system wróżbiarski jest z definicji nie do zweryfikowania. To trochę rozbrajające. Po co w ogóle dodawać numerologię do run, skoro i tak nie wiemy, czy cokolwiek działa?
Mogę powiedzieć, po co sama sięgnęłam po ten pomysł. Nie szukałam weryfikacji ani osobnego kanału. Szukałam czegoś, co nada mi strukturę w momencie, gdy odczyt runiczny daje mi za dużo otwartych kierunków. Liczba miała być czymś w rodzaju pytania zawężającego. Nie wiem, czy to jest dobry powód, ale taki jest.
to interesujące, że wymieniłaś właśnie te dwie. Laguz i Perthro to runy, które w wielu tradycjach są opisywane jako celowo nieprzejrzyste, coś jak zaproszenie do pracy z niejawnością, a nie do jej rozwiązywania. Może liczba nie jest tu właściwym kluczem, bo klucz jest nie od tej strony?
