Ostatnio podczas sesji z tarotem zaczęłam się zastanawiać, czy nie warto by dorzucić do tego run. Ciągnęłam karty w sprawie jakiejś decyzji życiowej i miałam wrażenie, że coś mi umyka, jakby tarot dawał ogólny obraz, ale bez głębszego 'dlaczego'. Czy ktoś próbował łączyć oba systemy w jednym czytaniu? Chodzi mi o to, żeby np. najpierw rozłożyć karty, a potem dobrać kilka run dla doprecyzowania.
Łączyłam nieraz i mogę powiedzieć, że to działa, ale trzeba wiedzieć po co się sięga po drugi system. Jeśli ciągniesz runy tylko dlatego, że karty 'czegoś nie powiedziały', to najczęściej problem leży w interpretacji, nie w samym systemie. Co dokładnie cię nie zadowoliło w tym rozłożeniu?
To ma sens, ale uwaga, bo można wpaść w pułapkę. Jak zaczynasz dopytywać drugiego systemu, bo pierwszy 'nie wystarczył', to łatwo skończyć na szukaniu odpowiedzi, którą chcesz usłyszeć, a nie tej, która jest. Pytanie do ciebie, czy te karty rzeczywiście były niejasne, czy może odpowiedź po prostu ci się nie podobała?
O, to ciekawe rozróżnienie. Sama kilka razy miałam tarot, który dawał odpowiedź jasną jak słońce, ale ciągnęłam dalej, bo nie chciałam przyjąć wyniku. Myślę, że łączenie systemów ma sens, ale chyba tylko jak się robi to z góry zaplanowane, a nie jako 'dogrywka'.
A ja właśnie chciałam zapytać, czy w ogóle można mieszać te dwa systemy bez naruszania jakichś zasad? Czytałam kiedyś, że każdy system wróżebny powinien być używany oddzielnie, bo inaczej energie się 'mieszają'. Nie wiem na ile to prawda, ale gdzieś mi to zostało w głowie.
Zgadzam się z Kadulą. Ten mit o 'mieszaniu energii' krąży od lat i nie ma żadnego solidnego uzasadnienia. Pytanie jest raczej praktyczne: czy dwie różne struktury symboliczne rzeczywiście się uzupełniają, czy tylko generują szum informacyjny? Bo można skończyć z piętnastoma symbolami do zinterpretowania i kompletnie się pogubić.
Hej, a czy ktoś próbował to robić na odwrót, czyli zaczynać od runy, a potem rozwijać kartami? Bo zawsze widuję, że to tarot jest 'główny', a runy dokładają coś na końcu. Ciekawi mnie, czy ten kierunek ma znaczenie.
Muszę się tu wtrącić, bo trochę inaczej to widzę. Tarot ma 78 kart i bardzo rozbudowany system znaczeń, runy z kolei mają alfabet kilkudziesięciu znaków, ale każdy z nich jest naprawdę pojemny znaczeniowo. Jak to łączysz w jednej sesji, to albo musisz być bardzo ostrożny z interpretacją, albo skończy się na tym, że każdy symbol potwierdzasz innym i kręcisz się w kółko.
Raczej to drugie. Nie mówię, że nie można, bo sama to robiłam. Ale weszłam kiedyś w sesję z pięcioma kartami i trzema runami i skończyłam z bólem głowy i zerem konkretnych wniosków. Teraz jak łączę, to maksymalnie jedna runa do całego rozłożenia, jako jedna dodatkowa warstwa, nie osobna narracja.
Przeczytałam całą rozmowę i mam pytanie może naiwne: czy w ogóle trzeba mieć jakieś doświadczenie z runami, zanim się je dorzuci do sesji tarotowej? Bo ja karty znam już trochę, ale runy to dla mnie zupełna nowość i nie wiem, czy nie zrobię sobie zamętu.
Wracając do meritum, bo rozmowa trochę poszła w stronę ogólną: czy ktoś z was ma konkretny schemat takiej sesji? Chodzi mi o to, jak to wygląda w praktyce, ile czasu, w jakiej kolejności, czy są osobne pytania do każdego systemu, czy jedno pytanie do całości?
Ja słyszałam, że niektórzy robią to tak, że tarot odpowiada na pytanie 'co', a runy na 'jak' albo 'z jaką energią'. Brzmi logicznie, ale nie wiem czy nie jest to trochę za proste.
No to wracam do pytania, które zadałem, bo nie dostałem konkretnej odpowiedzi. Czy ktoś może opisać jak wygląda taka sesja krok po kroku? Ile czasu zajmuje, czy rozkładasz wszystko naraz, czy najpierw kończy jeden system a potem zaczyna drugi?
To jest bardzo dojrzałe podejście. Sprzeczność w odczycie rzadko jest błędem, częściej jest informacją. Ale żeby to rozpoznać, trzeba naprawdę dobrze znać oba systemy, bo inaczej nie wiadomo, który 'mówi więcej' w danym kontekście.
A czy ktoś próbował ustalić taką hierarchię przed sesją? Czyli z góry decydować, że jeśli będzie sprzeczność, wierzy np. runie? Bo mi się wydaje, że improwizowanie tej decyzji w środku czytania to jest przepis na interpretowanie po swojemu.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że zanim w ogóle zacznę myśleć o łączeniu tych systemów, powinnam chyba solidnie wejść w jeden z nich. Pytanie tylko który najpierw, skoro chcę docelowo pracować z oboma?
Też zaczęłam od tarota i myślę, że to pomogło mi zrozumieć w ogóle na czym polega interpretacja symbolu. Runy przyszły potem i miałam wrażenie, że ten trening z kartami był przydatny. Chociaż runy to zupełnie inny rodzaj myślenia, bardziej... surowy?
To słowo 'surowy' jest bardzo trafne. Runy nie prowadzą cię za rękę przez narrację, tak jak rozkład tarota. Dają ci znak i czekają, co z nim zrobisz. To wymaga innego rodzaju skupienia.
Ja chciałam zapytać, może trochę z boku, czy runy w ogóle można kupić gotowe czy powinno się je samemu zrobić? Bo słyszałam, że jeśli nie są zrobione własnoręcznie to nie działają.
Wróćmy może do kwestii łączenia, bo mam konkretne pytanie. Czy ktoś próbował takiej sesji, gdzie pytanie dotyczyło relacji między dwiema osobami? Bo mam wrażenie, że tarot jest w tym lepszy, runy są bardziej 'jednostkowe'. Ale mogę się mylić.
To brzmi sensownie, ale czy nie ma tu ryzyka, że zaczynasz 'profilować' kogoś bez jego wiedzy i zgody? Bo jak ciągniesz runę w intencji innej osoby, to jest to chyba inna kategoria etyczna niż czytanie dla siebie.
To jest naprawdę ważne pytanie, które Whisper postawił na koniec. Sama się z tym zmagałam. Ciągnięcie runy w intencji innej osoby to moim zdaniem nie jest to samo, co prośba o wgląd w relację. Relacja dotyczy ciebie i tej osoby, więc pytasz w pewnym sensie o siebie. Ale jeśli próbujesz zdiagnozować kogoś bez pytania go o zgodę, to tak, to jest inny poziom.
Okej, ale wróćmy do tego, od czego zaczął Lubon, bo mnie to pytanie o relacje i łączenie systemów bardzo interesuje. Jeśli tarot lepiej opisuje dynamikę, a runy energię jednej osoby, to teoretycznie połączenie brzmi logicznie. Tylko jak to faktycznie wyglądałoby w praktyce? Jaki rozkład, jaka kolejność?
To ciekawe, bo wyobrażałam sobie odwrotną kolejność. Runa jako wstęp, coś jak punkt wyjścia, a potem karty rozwijają temat. Czy ktoś próbował takiej wersji?
Hagalaz na początku sesji brzmi dość intensywnie. Czy to nie wpłynęło na to, że wszystko zaczęłaś interpretować przez pryzmat tej runy, nawet jeśli karty mówiły coś innego?
Szczere pytanie i tak, jest takie ryzyko. Ale powiem tak, każdy element odczytu ma potencjał zabarwić resztę, nie tylko runa. Silna karta na pierwszej pozycji robi to samo. Kwestia jest taka, żeby to zauważyć i nie dać się wciągnąć w jeden ton.
Słucham was i mam poczucie, że ta rozmowa pokazuje, że łączenie systemów to nie jest coś, co można zrobić z dnia na dzień bez przygotowania. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych, czy jest jakiś próg, po którym czujesz, że możesz bezpiecznie łączyć? Jakiś moment w nauce?
