Zaczęłam się zastanawiać, czy da się świadomie ćwiczyć czułość na drgania, czy to raczej kwestia wrodzonych predyspozycji. Sama przez długi czas myślałam, że wahadło albo chodzi samo, albo nie — i że nic na to nie poradzę. Ale po czasie doszłam do wniosku, że to jednak coś, co można rozwijać. Tylko jak? Mam swoje sposoby, ale ciekawa jestem, co inni robią, żeby nie zatrzeć się w rutynie. Czy ktoś ma konkretne ćwiczenia, które wyraźnie coś zmieniły w jego odbiorze?
To dobre pytanie, bo większość ludzi skupia się na samym wahadle i zapomina, że czułość zaczyna się w ciele, zanim w ogóle sięgniemy po jakikolwiek przyrząd. Przez wiele lat pracowałem z osobami zaczynającymi i obserwowałem, że największy skok wrażliwości nie dzieje się przez ćwiczenie samego wahania, tylko przez naukę uziemienia i wyciszenia tła. Masz konkretny rytm ćwiczeń, Energetyczko? Pytam, bo to 'mam swoje sposoby' brzmi intrygująco i chciałbym wiedzieć, z czego wynika twoja metoda.
Ja mogę się wtrącić, bo też pracuję z energią i wiem swoje na ten temat. Czułość to jest kwestia otwartych czakr, szczególnie czakry dłoni i czakry korony. Jak te dwa centra są zablokowane, to żadne ćwiczenia z wahadłem nic nie dadzą, bo przekaz po prostu nie dociera. Trzeba najpierw odblokować, a potem dopiero ćwiczyć wahadło. Bez tego to jak słuchanie radia z wyłączonym głośnikiem.
Też to zauważyłam co Wieslawka mówi, ale u mnie kluczowa okazała się czakra splotu słonecznego, nie dłoni. Bo to z niej idzie intuicja, a wahadło odpowiada na impulsy intuicyjne, prawda? Jak miałam ją mocno zablokowaną, to wahadło stało w miejscu albo robiło małe, niepewne ruchy. Może to kwestia indywidualna, które centrum u kogo dominuje.
Mogę zapytać głupie pytanie? Czy te ćwiczenia mają sens, zanim człowiek w ogóle poczuje cokolwiek z wahadłem? Bo ja trzymam wahadło i zdarza mi się, że coś drgnęło, ale kompletnie nie wiem, czy to ja, czy wiatr przez okno, czy faktycznie coś. Jak w ogóle odróżnić pierwsze prawdziwe drganie od przypadkowego ruchu?
A ja się zapytam, bo mnie to nurtuje od dawna — czy rodzaj wahadła wpływa na to jak sie go wyczuwa? Bo kolega mi powiedział że egipskie jest czulsze dla poczatkujacych, ale ktoś inny mi mówił że to bez różnicy i liczy się tylko ćwiczenie. Kto ma rację tutaj?
Drewniane wahałdo wcale nie jest gorsze od egipskiego, po prostu inne. Drzewo ma swój rezonans, mokłoby powiedziec że organiczny. Miałam drewniane przez lata i działało świetnie. Problem jest raczej w tym czy wahadło jest oczyszczone i naładowane, bo bez tego mozę dostawać zakłócenia. Korneliuszu, czy czyściłeś je jakoś przed użyciem?
Czytam ten wątek i zastanawiam się, czy ktoś próbował ćwiczyć czułość przez obserwację snów. Brzmi dziwnie, ale mam takie doświadczenie: w okresach, kiedy prowadzę dziennik snów i mocno pracuję z symbolami, moje wahadło jakby 'wie więcej'. Jakby ta sama część mnie, która odbiera sny, odbiera też drgania. Może to ten sam kanał odbioru?
Wracając do samego treningu czułości, bo trochę odpłynęliśmy — jedno z ćwiczeń, które mi osobiście dało najwięcej, to praca z zestawem próbek o znanych właściwościach. Bierzesz kilka pojemników: jeden z wodą, jeden z solą, jeden pusty. Zakrywasz je tak, żebyś nie wiedział, co jest gdzie, i próbujesz wahadłem odczytać różnicę. Powtarzasz tak długo, aż trafność zacznie wyraźnie przekraczać losowość. To brzmi prosto, ale w praktyce wymaga tygodni regularnej pracy. Ktoś z was to ćwiczył?
A ja mam pytanie do tego ćwiczenia z pojemnikami — czy sól ma jakies specjalne znaczenie w radiestezji, czy to po prostu przykład substancji o wyraźnej energii? Bo słyszałem że sól absorbuje i może zaburzac pomiary.
Wracając do tego co mówiła Bazylia o oczekiwaniach — myślę, że to jest w ogóle jeden z ważniejszych problemów w treningu czułości. Jak przestajesz chcieć konkretnego wyniku, to wahadło zaczyna zachowywać się inaczej. U mnie ten przełom był właśnie wtedy, gdy nauczyłam się obserwować ruch bez interpretowania go w locie.
Ale jak to zrobić żeby nie interpretować w locie? Przecież mózg robi to automatycznie, nie można tego wyłączyć. Czy chodzi o jakieś konkretne ćwiczenie skupienia czy raczej stan?
To co mówi Energetyczka o oddychaniu przed sesją, to ja to ostatnio wdrożyłam i rzeczywiście coś się zmienia. Wcześniej zaczynałam od razu, teraz zatrzymuję się na chwilę i naprawdę czuję, że jestem bardziej 'tu'. Dziękuję za ten kierunek, naprawdę to działa.
Oddychanie jest ważne, ale ja bym dodała że nie mniej ważne jest uziemienie przed pracą. Bez tego te kilka oddechów to za mało, szczególnie jak ktoś jest roztrzepany albo zmęczony. Czy ktoś z was robi jakieś uziemienie przed sesją z wahadłem?
Chciałbym wrócić do kwestii wahadła, bo Korneliusz pytał wcześniej o typ. Rodzaj wahadła naprawdę ma znaczenie dla treningu czułości, ale nie dlatego że jedno jest 'lepsze'. Różne kształty mają różne okresy drgań i dla osoby początkującej wahadło z wolniejszym, bardziej wyrazistym ruchem jest po prostu łatwiejsze do odczytania. Egipskie ma charakterystyczny wydłużony kształt, który stabilizuje amplitudę.
Przepraszam że wchodzę, bo czytam od chwili i mam pytanie może naiwne — czy te ćwiczenia z pojemnikami i z oddychaniem trzeba robić codziennie, czy wystarczy kilka razy w tygodniu? Bo nie chcę się zrazić jak nie będę miała czasu na codzienną praktykę.
Ja bym powiedziała, że w radiestezji jest jeszcze jeden aspekt treningu czułości, o którym nikt tu nie wspomniał — chodzenie po terenie bez wahadła i obserwacja własnych reakcji ciała. Nogi, brzuch, dłonie. Zanim w ogóle wyciągniesz wahadło, twoje ciało już coś 'wie'. Wahadło jest tylko wzmocnieniem tego sygnału, nie źródłem.
Głównie na zmianę temperatury dłoni i na coś co opisałabym jako 'ciężkość' w nogach przy przekraczaniu pewnych miejsc. To nie jest nic spektakularnego, raczej subtelne. Ale po jakimś czasie zaczęłam to porównywać z późniejszymi pomiarami wahadłem i okazało się, że dość dobrze się pokrywa. Nie zawsze, ale często.
To co opisuje Antaresaa jest bliskie temu, co niektórzy nazywają biolokacją ciałem, bez żadnego przyrządu. Czy ktoś jeszcze to ćwiczył świadomie? Mnie zawsze było trudno oddzielić te sygnały od po prostu fizycznego zmęczenia przy chodzeniu.
To co opisuje Irenka jest ciekawe, ale mam wątpliwość — czy biolokacja ciałem to w ogóle coś, co można ćwiczyć świadomie? Bo wydaje mi się, że te sygnały są tak subtelne i tak łatwo je przykryć interpretacją, że bez wahadła jako 'kotwicy' zgubisz się w domysłach. Antaresaa, ile czasu ci zajęło zanim zaczęłaś ufać tym odczuciom?
Wracam do pytania Irenki o oddzielenie sygnału od zmęczenia, bo to jest bardzo konkretny problem treningowy. Jest jedna metoda, którą stosowałem na początku — chodzenie tej samej trasy dwa razy. Raz kiedy jesteś wypoczęty, drugi raz wieczorem. Porównujesz, które odczucia się powtarzają w tych samych miejscach niezależnie od stanu fizycznego. To co stałe, to sygnał. To co zmienne, to prawdopodobnie twój organizm.
Słucham tej rozmowy o biolokacji ciałem i zastanawiam się, czy to nie jest bliskie temu, co się dzieje w pierwszej fazie uczenia się wahadła — zanim ruch stanie się wyraźny, ciało i tak już 'wie', tylko sygnał jest za słaby żeby wahadło zareagowało. Jakby trening wrażliwości ciała i trening z wahadłem to były dwa poziomy tego samego.
Sennaria dobrze to ujęła. Właśnie dlatego ćwiczenia bez wahadła mają sens nawet dla kogoś kto już pracuje z wahadłem od dłuższego czasu. To nie są dwa osobne tory, ciało jest pierwszym odbiornikiem, wahadło tylko wzmacnia i wizualizuje to co już gdzieś zostało odebrane. Problem jest taki, że większość ludzi przeskakuje do wahadła nie rozwinąwszy tej podstawowej wrażliwości.
Tylko że jak ktoś ma zaburzone czakry na dłoniach, to żadna praca z ciałem nie przyniesie efektu zanim się to nie wyrówna. Czakry dłoni to przecież główny punkt odbioru tych subtelnych energii. Czy nie warto najpierw zadbać o czystość kanałów energetycznych zanim w ogóle zacznie się te ćwiczenia?
Trochę się gubię w tej dyskusji — czy te ćwiczenia z chodzeniem po terenie i obserwacją ciała to jest coś dla kogoś kto zaczyna, czy raczej dla bardziej doświadczonych? Bo jak czytam to wszystko, to nie wiem od czego w ogóle zacząć. Wahadło, uziemienie, oddychanie, teraz jeszcze biolokacja ciałem...
Czytam od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, może proste — czy ktoś z was ćwiczył czułość w różnych porach dnia i zauważył różnicę? Bo mam wrażenie, że wieczorem moje sesje wychodzą inaczej niż rano, ale nie wiem czy to kwestia zmęczenia czy czegoś innego.
Pora dnia to niedoceniany temat w treningu czułości. Jest trochę obserwacji wśród radiestezystów że okolice świtu i zmierzchu dają inne warunki pracy niż środek dnia. Część wiąże to z aktywnością geomagnetyczną, część po prostu z ciszą elektromagnetyczną bo mniej urządzeń pracuje. Nie mówię że jeden czas jest lepszy, ale warto przez kilka tygodni notować porę sesji i porównywać spójność wyników.
