Dobra, mam jedno niebanalne pytanie bo coraz więcej słyszę o radiestezji w różnych kontekstach. Mianowicie - byłem ostatnio na obrzeżach miasta przy starym, nieczynnym składowisku i zabrałem ze sobą wahadło z ciekawości. Wiedziałem oczywiście że to "skażone" miejsce energetycznie, ale coś mnie naszło żeby sprawdzić jak tam wygląda sytuacja. I wahadło zachowywało się dziwacznie, totalnie chaotycznie, raz skręcało w lewo, raz elipsy, raz nic, raz gwałtowna ósemka. Kompletny bałagan. Czy to typowe dla takich miejsc? Czy energia na składowisku naprawdę jest tak bardzo rozbita? I czy macie jakieś doświadczenia z badaniem takich obciążonych lokalizacji?
Oj to ciekawy eksperyment! Składowisko to chyba jedno z trudniejszych miejsc do radiestezji bo tam nakłada się kilka rzeczy naraz. Promieniowanie z rozkładu materii organicznej, metale, chemikalia które zmieniają skład gleby, no i prawdopodobnie pokiereszowana siec Hartmanna. Pytanie do Ciebie - a w którym momencie byłeś? Bo to może mieć znaczenie, mam na myśli porę dnia albo fazę księżyca. Podobno przy pełni takie miejsca "buzują" bardziej.
No to że wahadło się zachowuje chaotycznie w takim miejscu to żadna niespodzianka. Tam jest energetyczny szum, nie sygnał. To trochę jak radio bez stacji - odbierasz zakłócenia ze wszystkich pasm jednocześnie. Byłem kiedyś na starym wysypisku przy kalibracji prętów L i te pręty po prostu nie chciały się uspokoić, kręciły się bez sensu. Dopiero jak się odsunąłem z 50 metrów to się unormowało.
ta ósemka którą opisujesz to nie jest przypadkowy ruch! Ósemka przy pomiarze wahadłem często wskazuje na miejsce z bardzo silnym ale zdezorientowanym polem, takie które "nie wie" w którą stronę ma działać. Ja to nazywam energią w konflikcie. Na normalnym polu geopatycznym dostaniesz elipsy albo koła, ale takie spokojne i wyraźne. To co opisujesz brzmi jak totalne przeciążenie energetyczne terenu.
Wiecie co, ja bym tu też dodała kwestię faz cyklu księżycowego bo to mocno wpływa na odczyty w takich ekstremalnych miejscach. Przy nowiu energie ziemskie są bardziej przyklejone do gruntu, przy pełni wystrzelają w górę. Na składowisku przy pełni to może być wręcz nie do wytrzymania dla wrażliwego radiestetę, bo te zakłócone energie wzmacniają się razem z naturalnym cyklem. Zygmunt, pamiętasz kiedy dokładnie tam byłeś?
Pręty L to nie wahadło, to osobne sposób do biolokacji. Z wahadłem wtedy miałem egipskie, drewniane. Na tym wysypisku zresztą nie dawałem rady w ogóle z wahadłem bo teren był za bardzo rozbity, pręty przynajmniej dawały jakiś kierunek choć niepewny. A wracając do Twojego pytania Zygmunt - trzy dni po pełni to energia jeszcze dość wysoka, stopniowo opada w kierunku nowiu. Może ten chaos był przez to wzmocniony.
Jest coś co mnie zastanawia w tej rozmowie. Mówimy o energii chaotycznej na składowisku jakby to była jakaś przypadkowa anomalia. Ale przecież tam pod ziemią przez lata decomponuje się materia, gazy, odcieki, chemikalia. Sieć Hartmanna w takim terenie musi być absolutnie powykrzywiana. Ja bym się pytała nie tyle "czy tam jest chaos" co raczej "jak głęboko ta deformacja sieci Hartmanna sięga i czy jest odwracalna".
Słuchajcie, mam pytanie które może brzmieć naiwnie ale naprawdę chcę zrozumieć. Mówicie o sieci Hartmanna że jest "powykrzywiana" w takim miejscu. Ale jak to weryfikujecie? Bo o ile rozumiem że na składowisku mogą być silne strefy geopatyczne, to skąd wiecie że to akurat siec Hartmanna a nie Curry albo po prostu żyła wodna która przebiega pod spodem? Nie ma tu żadnej metody rozróżnienia tych sygnałów?
To jest bardzo dobre pytanie, Franciszkaa. W radiestezji rozróżnia się te sieci przez kształt i rytm odczytu. Siec Hartmanna ma węzły w regularnych odstępach - około 2 metry w poprzek i 2.5 wzdłuż, orientacja N-S i W-E. Curry'ego biegnie pod 45 stopni i ma inne rozstawienie. Żyła wodna to zupełnie inny charakter - liniowy, ciągły, z wyczuwalnym kierunkiem przepływu. Na rozbistym terenie jak składowisko te sygnatury mogą się nakładać i stąd ten chaos o którym pisze Zygmunt.
Mapowanie nie staje się niemożliwe, staje się trudniejsze i wymaga innej metody. Przy silnym zakłóceniu energetycznym można spróbować teleradiestezji - pracować nad mapą terenu z odpowiedniej odległości zamiast stać w samym środku zakłóceń. Poza tym część radiestezytów w takich warunkach przechodzi na inne wahadło - np. neutralne zamiast egipskiego - bo jest mniej podatne na interferencje tła.
oj to jest super ciekawy temat, ja nigdy nie bylam na niczym takim jak skaldsowisko z wahadlem ale teraz mam ochote sprobowac 😀 tylko sie boje ze te energie moglyby jakoś na mnie wplynac? czy mozna sie jakoś przed tym chronic zanim sie idzie w takie miejsce? i czy wahadlo moze tam sie "zatruć" energetycznie jakos?
Wiesz co, ja myślę że ten chaos w wahadle to nie tylko kwestia Hartmanna czy Curry - na takich starych wysypiskach naprawdę zostają ślady energetyczne po tym wszystkim co tam leżało przez lata. Pamięć miejsca jest niesamowita. Gdzieś czytałam o skali Bovisa i że takie tereny mają wartości dramatycznie niskie, poniżej poziomu neutralnego, coś koło 2000-3000 jednostek. Ktoś tu mierzył kiedyś Bovisa na takim miejscu?
Bogumiła masz rację że to mnie jakoś instynktownie odpychało jeszcze zanim wyjąłem wahadło. To znaczy samo przebywanie tam było nieprzyjemne, jakiś ucisk za mostkiem. Bovisa nie mierzyłem bo nie mam jeszcze na tyle doświadczenia z biometrem. Ale to jest właśnie część mojego pytania - czy ta chaotyczna odpowiedź wahadła to jest po prostu zapis niskiego energetycznego "napięcia" miejsca, czy coś innego?
Ucisk za mostkiem w takim miejscu to klasyczna reakcja na silną strefę geopatyczną plus niski Bovis. Organizm reaguje zanim głowa zdąży przetworzyć informację. Co do Twojego pytania Zygmunt - chaos w wahadle to raczej nie jest efekt niskiego Bovisa samego w sobie. Niski Bovis to deprecja energetyczna, cisza. Chaos jest wtedy gdy nakłada się kilka sprzecznych kierunków przepływu jednocześnie. To dwa różne stany, choć mogą współistnieć.
Właśnie, i tu wchodzi kwestia fazy cyklu bo przy pełni ta "cisza" niskiego Bovisa nie jest taka cicha, księżyc podbija wszystko włącznie z zakłóceniami. Natomiast jestem ciekawa - czy ktoś z Was próbował porównać odczyty tego samego silnie obciążonego miejsca w nowiu i w pełni? Bo ja mam teorię że przy nowiu można dostać bardziej czytelny, choć nadal zły odczyt, a przy pełni to jest właśnie ten chaos o którym pisze Zygmunt.
Poczekajcie, bo trochę mi tu wszystko zlewa się w jedno. Skala Bovisa, fazy księżyca, siec Hartmanna, ucisk za mostkiem - mieszamy kilka różnych rzeczy naraz. Jeśli chcemy sensownie porozmawiać o tym co Zygmunt zaobserwował to może warto postawić jedno konkretne pytanie: czy ruch wahadła w chaotycznym miejscu to informacja czy szum? Bo jeśli szum, to nie możemy z tego wyciągnąć żadnych wniosków, a wszystkie nasze interpretacje są projekcją.
Wracając do tego co pisał Porewit o teleradiestezji - czy to naprawdę działa na tak obciążonym terenie? Bo mam wrażenie że praca nad mapą mogłaby dać zupełnie inne wyniki niż stanie w samym środku. Pytam bo nigdy nie robiłam biolokacji nad mapą dla takiego ekstremalnego miejsca, tylko dla mieszkań.
teleradiestezja na mapie działa inaczej niż praca w terenie, ale to nie znaczy gorzej. Odległość od fizycznych zakłóceń pozwala operatorowi zachować spokój wewnętrzny, a to kluczowe. Problem z miejscem Zygmunta polega na tym że tam nawet stojąc bezpośrednio na gruncie trudno wyłowić sygnał strukturalny spod szumu. Mapa mogłaby akurat pomóc odczytać ogólny schemat energetyczny bez wchodzenia w sam rdzeń zakłócenia.
Ja właśnie notuję odczyty i porównuję w czasie, choć nie dla takich miejsc, tylko dla mieszkań. I muszę powiedzieć że nawet w normalnym terenie odczyty potrafią się różnić zależnie od pory roku. Zimą sieć Hartmanna jest jakby bardziej zwarta, latem bardziej rozchwiana - przynajmniej tak mi to wychodzi z notatek. Na wysypisku pewnie te różnice byłyby dramatyczne.
właśnie, a do tego dochodzi faza księżyca bo o tym mówił Telepatka i mi to nie daje spokoju. Jeśli Zygmunt był tam trzy dni po pełni, to energie były jeszcze w tym górnym ruchu, dosłownie wyrzucone ku górze, i wahadło musiało to łapać ze zwielokrotnionym chaosem. Ciekawi mnie czy ktokolwiek ma porównanie tego samego silnie obciążonego miejsca przy nowiu vs. przy pełni. Dla mnie to byłoby naprawdę kluczowe żeby rozumieć co tam tak naprawdę się dzieje.
o to właśnie mi chodzi! i wiesz co, ja myślę że przy nowiu to miejsce zachowywałoby się zupełnie inaczej, wahadło mogłoby dać bardziej czytelne odpowiedzi bo energie są przyziemione. przy pełni to co Zygmunt opisuje, ta ósemka i chaos, to jest właściwie spodziewany efekt. ale żeby to sprawdzić ktoś musiałby pojechać tam kilka razy w różnych fazach i to systematycznie. Zygmunt, wchodzisz w to?
no hehe, chętnie bym wrócił gdybym miał dostęp do tego miejsca bez kombinowania. Przy okazji wcześniejszej wizyty trafiłem tam przez znajomego który pracuje w okolicy, więc nie było problemu. Żebym miał robić regularne wizyty co dwa tygodnie to musiałbym wymyślić jakieś sensowne wytłumaczenie. Ale sam pomysł jest ciekawy, różnice między nowiem a pełnią na tak ekstremalnym terenie - to mogłoby być naprawdę coś.
Przepraszam że wchodzę w słowo ale ten plan z monitorowaniem faz księżyca na wysypisku brzmi trochę jak projekt badawczy bez protokołu. Jeśli ktoś ma to robić, to fajnie, ale warto by ustalić co konkretnie mierzy i jak to zapisuje, inaczej każda wizyta da inne wyniki i nie wiadomo czy to przez fazę, przez pogodę, przez inne wahadło czy przez stan samego operatora w danym dniu.
ojej, trochę to wszystko staje się skomplikowane, ale chyba właśnie o to chodzi przy poważnej pracy radiestezyjnej, nie? Ja się zastanawiam nad czymś innym - skoro Zygmunt czuł ten ucisk za mostkiem zanim wyjął wahadło, to znaczy że ciało też jest sposóbm pomiaru. I to sposóbm które działa na każdym etapie, nie tylko jak trzymasz wahadło. Czy ktoś pracuje świadomie z odczuciami ciała jako z uzupełniającym odczytem przy radiestezji?
o! to super temat Bogumila, ja tez czuje rozne rzeczy w ciele jak wchodze w jakies miejsca, raz w lesie mnie tak scisnelo w brzuchu ze musialam wyjsc. myslalam ze to nerwy ale moze to bylo cos takiego co opisujesz? 🙂
Ciało jako instrument percepcji energetycznej - tak, to jest podstawa, nie dodatek. Wahadło tylko wizualizuje to co system nerwowy już zarejestrował. Ucisk za mostkiem to klasyczna reakcja splotu słonecznego na silne pole geopatyczne, podobnie jak nagłe zimno w rękach albo mrowienie w stopach. Problem z poleganiem wyłącznie na ciele polega na tym że te sygnały są subiektywne i trudne do skalibrowania. Wahadło daje coś co można opisać, porównać, zapisać.
ale to zakłada że wahadło jest mniej subiektywne od ciała, a ja mam z tym problem. wahadło trzyma człowiek, a człowiek jest podmiotem. jeśli ciało rejestruje stres w danym miejscu, to ręka trzymająca wahadło też jest pod wpływem tego stresu. jak to rozplątać?
