Ale zaraz - jeśli dmuchanie "wypuszcza" intencję w świat, a snuffer ją zamyka, to co z przypadkami, kiedy świeca gaśnie sama? Bo mi to zdarzyło się w połowie rytuału i kompletnie nie wiedziałam, jak to odczytać.
Wracając do piasku, bo jakoś ta sprawa z Filomeną mi nie daje spokoju - jeśli piasek leżał na parapecie i mógł zbierać różne energie z zewnątrz, to czy w ogóle da się go teraz "oczyścić" i użyć do rytuału? Czy ta ekspozycja na okno jest nieodwracalna?
Północny wschód to nie jest neutralna strona - w wielu systemach to kierunek związany z ciszą, z tym, co ukryte, z granicą między stanami. Ale to nie brzmi złowrogo jak na miejsce przechowywania piasku z spokojnej plaży. Filomena, czy okno jest często otwarte? Czy przez nie wieje?
Przepraszam, że znów wchodzę z pytaniem z boku, ale zastanawiałem się nad tym snufferem, o którym wspomniała Magicwoman. Czy to musi być specjalny przedmiot kupiony gdzieś, czy można użyć czegokolwiek, co działa podobnie? Bo nie mam i nie wiem, czy warto kupować.
Szczerze mówiąc, nie miałam planu. Wzięłam go impulsywnie, bo plaża była wyjątkowo spokojna, prawie nikt tam nie był. Pomyślałam, że coś takiego może się przydać. Dopiero potem zaczęłam szukać, co z tym zrobić.
Przepraszam, że przerywam, ale to mi coś otwiera w głowie. Czyli jeśli ktoś przez lata gasił świecę palcami bez żadnej myśli, to te rytuały były... puste? Czy może coś jednak działało, bo intencja była wcześniej, przy zapalaniu?
Ale czy ta "otwarta" energia to faktycznie problem, czy my po prostu boimy się wszystkiego, co zostaje niedookreślone? Pytam, bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że budujemy coraz bardziej szczegółowy system reguł, a nie wiem, czy jest ku temu twarda podstawa.
To ostatnie zdanie trochę mnie uspokaja, bo jednak byłam tam w pełni świadoma. Pamiętam, że stałam i patrzyłam na wodę dość długo, zanim w ogóle schyliłam się po piasek. Teraz wraca do mnie pytanie o to gaszenie - bo skoro zebrałam go świadomie, to może i do rytuału z nim podejdę bardziej uważnie. Tylko wciąż nie wiem, jak zamknąć taki rytuał z piaskiem świecą.
Zaraz, zaraz - to znaczy, że każde zdmuchiwanie urodzinowych świeczek przez całe życie mogło coś we mnie utrwalić? Jakiś wzorzec energetyczny związany z dmuchaniem? Bo jeśli tak, to rozumiem, dlaczego to tak naturalnie wychodzi ludziom przy rytuałach.
Słucham tej rozmowy i mam głupie może pytanie, ale - czy w takim razie gaszenie świecy przy rytuale miłosnym powinno być inne niż przy rytuale ochronnym? Bo skoro intencja jest inna, to może gest zamknięcia też powinien być inny?
Zastanawiam się teraz, czy to nie był błąd, że nie zadałam sobie pytania po co ten piasek, zanim go wzięłam. Zebrałam go bo coś mnie przyciągnęło, ale nie miałam konkretnego celu. Może właśnie dlatego teraz stoi w słoiku i czeka na jakiś sens.
Trochę gubie się w tym wątku, ale mam pytanie do wszystkich - czy piasek z plaży w ogóle powinien być traktowany jak przedmiot magiczny sam w sobie, czy raczej jak składnik czegoś większego? Bo jeśli to tylko składnik, to może przechowywanie nie ma aż takiego znaczenia?
Wracam jeszcze do pytania, które chyba zgubiłam wcześniej - Filomena zebrała piasek ze spokojnej plaży, nie z falującego morza. Czy to faktycznie robi różnicę energetyczną? Bo fale kojarzą mi się z ruchem, zmianą, może z chaosem - a spokojne wody z czymś innym. Ktoś to czuje inaczej?
Ale chyba chodzi o to, żeby nie budować całej praktyki na samym przekonaniu bez żadnego zakorzenienia, nie? Bo wtedy każde kichnięcie można nazwać rytuałem i twierdzić, że działa. Gdzieś musi być jakaś substancja poza wiarą.
Wracając do świec, bo trochę odpłynęłam od tematu posta - czy ktoś w praktyce zauważył realną różnicę między dmuchaniem a gaszeniem palcami? Nie teorię, tylko konkretne obserwacje. Bo mam wrażenie, że bardzo dużo tu jest "powinno być", a mało "u mnie było".
Ja zauważyłam różnicę, ale nie wiem, czy ona pochodzi z metody, czy z mojego nastawienia do każdej z nich. Kiedy dmucham, czuję pewne rozproszenie - jakby coś się urwało. Kiedy używam gaśnicy albo palców, rytuał wydaje się bardziej zamknięty. Ale czy to energia czy moje skojarzenia kulturowe? Szczerze - nie wiem.
Słucham tego i myślę o swoim piasku znowu. Zebrałam go bez celu, jak pisałam, ale może właśnie to jest w porządku? Może on czeka na rytuał, który będzie o mnie, a nie o zewnętrznym zamiarze. Wtedy i piasek, i świeca zgaszona oddechem mogłyby być spójne.
Czytam ten wątek od początku i chcę zapytać o coś może głupiego - jak się właściwie "zamyka" rytuał ze świecą, jeśli nie chcemy ani dmuchać ani używać palców? Słyszałam o przykrywaniu kloszem, ale nie wiem, czy to nie jest totalne niszenie płomienia bez sensu.
To co Magicwoman mówi o systemie ma sens, ale mam wrażenie, że większość z nas tutaj nie działa w jednym systemie, tylko składa praktykę z różnych źródeł. I jakoś to działa albo nie działa. Może ta spójność jest ważna, ale nie absolutnie konieczna? Albo inaczej - czy naprawdę kiedykolwiek jesteś w jednym systemie, skoro czytasz, rozmawiasz, i zbierasz wiedzę z różnych miejsc?
