Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym, czy sposób zapisu intencji ma realny wpływ na skuteczność zaklęcia. Mówię tu konkretnie o piśmie ręcznym kontra drukowanym, ale też o tym, czy litery pisane np. runicznym krojem albo pismem ogamicznym coś zmieniają względem zwykłego odręcznego pisma. Widziałam różne podejścia - jedni mówią, że liczy się wyłącznie intencja i skupienie, drudzy upierają się, że kształt liter niesie własną energię. Ciekawi mnie też wątek, który trochę wchodzi w temat zaklęć z drobiazgów - czy mała karteczka z zapisaną intencją ma inną siłę niż cały arkusz papieru pokryty pismem? Może ktoś ma z tym własne doświadczenia, bo teoria teorią, ale zależy mi na tym, co faktycznie zadziałało.
To jest właśnie jeden z tych tematów, gdzie mam mieszane odczucia z własnej praktyki. Przez długi czas używałam gotowych szablonów z sigili drukowanych, bo po prostu nie umiałam ich narysować ładnie odręcznie i myślałam, że to bez różnicy. Ale jak zaczęłam robić je ręcznie, nawet krzywo, poczułam wyraźną różnicę w tym, jak długo utrzymuje się skupienie podczas tworzenia. Czy to znaczy, że drukowane nie działają? Nie wiem. Ale to, że ręczne angażuje więcej uwagi, jest dla mnie oczywiste. Mam pytanie do Ciebie, bo widzę, że pytasz o kształt liter konkretnie - skąd pomysł, że runiczny krój sam w sobie coś zmienia, jeśli nie znasz znaczeń run?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to mnie zastanawia. Mówicie o "naenergetyzowaniu" kartki przez pisanie - to jak to działa dokładnie? Bo dla mnie to brzmi jak metafora skupienia, nie coś dosłownego. Czy chodzi o to, że skupienie w trakcie pisania jest tym co "robi robotę", czy naprawdę wierzycie, że papier przechowuje jakiś ładunek?
Wracając do tego, co pisała Kornelia93 na początku - pytała też o rozmiar. Czy mała karteczka z intencją ma inną "siłę" niż duży arkusz? Bo z jednej strony logika magii sympathetycznej sugerowałaby, że to co większe, niesie więcej. Z drugiej widziałem opisy praktyk, gdzie właśnie maleńki, starannie złożony papier jest skuteczniejszy, bo bardziej skoncentrowany. Ktoś to testował?
A ja mam może głupie pytanie, ale - czy jak piszemy intencję, to trzeba pisać w pierwszej osobie, tak jak przy afirmacjach? Bo widziałam gdzieś, że trzeba pisać jakby już się wydarzyło, i zastanawiam się, czy ta forma gramatyczna wpływa na zaklęcie. Przepraszam jeśli to nie na temat.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że każdy z nas operuje trochę innym zestawem założeń i dlatego nie możemy dojść do jednej odpowiedzi o to pismo. Może warto byłoby zebrać, co każdy faktycznie robi i porównać? Bo mam swoje notatki z kilku miesięcy praktyki i widzę pewne prawidłowości, ale nie wiem, czy to nie jest przypadek. Kornelia93, Ty zaczynałaś ten temat - Ty sama co konkretnie testujesz?
Wracając do tego, co zaproponowałam - czy ktoś faktycznie chciałby porównać swoje praktyki zapisywania? Bo mam wrażenie, że gadamy o teorii, a każdy z nas robi to trochę inaczej i może się okazać, że te różnice mówią więcej niż jakikolwiek system.
Ale właśnie - jeśli ktoś nabazgrał na marginesie i miał efekty, to jak to odróżnić od zwykłego przypadku albo od tego, że po prostu mocno chciał czegoś i skupił się na tym? Nie mówię złośliwie, naprawdę zastanawia mnie ta granica.
Mam wrażenie, że co chwilę wracamy do pytania "czy to w ogóle działa" i trochę odchodzimy od sedna, czyli od samego pisma. Może zamiast tego zapytam konkretnie - czy ktoś z was eksperymentował z różnymi rodzajami pisma w tej samej intencji? Na przykład raz runami, raz normalnie, raz sylabami fonetycznymi? Bo sama ciekawa jestem, czy ktokolwiek widział różnicę.
Przepraszam, że wchodzę, ale - co to znaczy "uczyć się ciałem"? Serio nie rozumiem.
I tu wracam do swojej propozycji sprzed kilku postów - może każdy mógłby napisać w skrócie jak wygląda jego zapis intencji? Nie żeby oceniać, tylko żeby zobaczyć, gdzie są różnice. Bo mam wrażenie, że gadamy o czymś, co każdy robi inaczej, i te różnice mogą nam powiedzieć coś więcej niż teoria.
Dobra, to zacznę od siebie, skoro sama zaproponowałam. Zazwyczaj piszę jedną linijkę, odręcznie, długopisem - bez żadnego specjalnego pisma. Ale piszę wolno i z naciskiem, dosłownie wciskam to w papier. Potem ten papier składam i chowam pod poduszką albo do szkatułki. I co najważniejsze, nie wracam do niego przez jakiś czas. Nie wiem, czy to "poprawnie", ale tak mi wyszło z praktyki.
U mnie zapis intencji wygląda zupełnie inaczej. Piszę kilka zdań, ale nie jeden raz - wracam do tej samej intencji przez kilka dni i za każdym razem formułuję ją trochę inaczej. Nie przepisuję, tylko piszę na nowo, jakby od zera. Potem porównuję, co zostało, co wypadło, co się zmieniło. To mi mówi, co z tej intencji jest naprawdę moje, a co było chwilowym impulsem.
Ale to nie niszczy tego pierwszego zapisu? Bo pierwsze sformułowanie chyba jest najbardziej nieocenzurowane, bez logiki i poprawek. Czy wracanie do tego nie sprawia, że zamiast intencji masz w końcu coś dopracowanego, co brzmi ładnie, ale straciło ten pierwotny ładunek?
Ja nie piszę całych zdań. Piszę liczbę i symbol. Czasem jedno słowo. To jest moje minimum i działam z tym od lat. Ktoś kiedyś mi powiedział, że to za mało - że intencja musi być rozbudowana. Mam wątpliwości co do tej zasady.
Tylko że tu jest pułapka - jeśli powiesz komuś na początku, że "to jeszcze nie działa, bo nie masz relacji z symbolem", to ta osoba nigdy nie będzie miała okazji sprawdzić, czy działa od razu. Bo zawsze można powiedzieć, że "jeszcze nie dość". Trochę niefalsyfikowalne.
Przepraszam, że się wtrącam w tę dyskusję, bo wy mówicie o czymś, co mnie naprawdę zastanawia. Jak zapisujecie intencje, to piszecie ręcznie czy może coś z kart też wchodzi do tego? Znaczy - czy zamiast słów można użyć karty tarota jako zapisu intencji? Dziękuję za każdą odpowiedź, bo jestem tu dosłownie zagubiona w tym temacie.
Chcę wrócić na chwilę do wątku o rozmiarze, bo rozumiem, że pytanie Kornelii dotyczyło gęstości zapisu, ale mnie od początku tego tematu zastanawia też dosłownie fizyczny rozmiar nośnika. Czy pisanie na małym świstku to jest coś innego niż pisanie na całej stronie? I mówię to zupełnie serio, nie ironicznie - bo mam wrażenie, że ktoś kiedyś mi powiedział, że im mniejszy zapis, tym bardziej "skoncentrowany".
A może to po prostu nie ma znaczenia samo w sobie, tylko to co jest wewnątrz? Pytam serio, bo coraz bardziej mi się wydaje, że szukamy zewnętrznych reguł dla czegoś, co jest całkowicie wewnętrzne.
Rozmiar nośnika to nie jest kwestia, którą da się rozstrzygnąć ogólnie. Pracowałam z małymi skrawkami pergaminu i z całymi arkuszami - i powiem wprost: to nie papier decyduje. Ale jest jeden wyjątek, który sama zauważyłam. Jak intencja dotyczy czegoś, co ma się rozwinąć w czasie, to duży nośnik wydaje się lepiej "trzymać" przestrzeń dla tego procesu. Małe formaty używam raczej przy intencjach punktowych - coś konkretnego, tu i teraz. Czy to moje myślenie życzeniowe? Może. Ale działa na tyle spójnie, żebym się tego trzymała.
Słuchajcie, wracam do pytania Kornelii o pismo, bo tu nie padła jeszcze jedna rzecz. Czy ktoś z was pisał intencje różnymi rodzajami pisma - raz drukowanymi literami, raz kursywą, a może runicznym alfabetem? Bo ja to robiłam i mam wrażenie, że kursywa jest... bardziej płynna? Trudno mi to inaczej nazwać.
Mam pytanie, które może trochę zmienić kierunek, ale wydaje mi się powiązane z tematem pisania intencji. Czy ktoś z was zapisywał intencje bez słów w ogóle - tylko rysunek, kształt, diagram? Bo zastanawiam się, gdzie jest granica między "zapisem" a "symbolem".
Bardzo dziękuję za cały ten wątek o sigilach, naprawdę dużo się z tego uczę. Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - jeśli ktoś używa karty tarota jako "kotwicy" intencji, jak wcześniej pisała Paprotka, to czy ta karta pełni podobną funkcję do sigila? Czy to jest ten sam mechanizm, tylko gotowy symbol zamiast zrobionego samemu?
Ale chwila - skoro karta tarota ma "utrwalone znaczenie", to czy to znaczy, że każdy, kto użyje tej samej karty jako kotwicy intencji, wchodzi w tę samą przestrzeń? To trochę dziwne, że jeden symbol miałby działać tak samo dla tysiąca różnych osób.
Czekaj, ale tu wchodzi ciekawy problem. Jeśli gotowy symbol niesie cudzy kontekst, to czy przypadkiem nie pracujesz z cudzą intencją zamiast swoją? Runa Tiwaz ma swoje znaczenie, zapisane przez setki lat użycia - i jak ją piszę w swoim zaklęciu, to czy ona jest moja, czy tylko pożyczona?
Znam kilka osób, które właśnie tak pracują - tworzą własny alfabet do zapisywania intencji. I za każdym razem słyszę, że to wymaga miesięcy, żeby ten alfabet nabrał mocy. Bo na początku to są po prostu bazgroły, które nic nie znaczą. Moje pytanie jest inne: czy ktoś z was próbował i jak długo trwało, zanim to zaczęło działać?
Słuchajcie, trochę się gubię. Więc właściwie czy lepiej zapisywać intencje po polsku normalnym pismem, czy tworzyć własne symbole, czy używać run? Każda opcja ma swoje za i przeciw i po tej dyskusji mam więcej pytań niż przed.
