Wracam do sedna bo wątek otworzył mi kilka nowych pytań. Zacząłem od wyboru między handlowym a ogniskowym, a teraz mam poczucie, że trzecia opcja - węgiel intencjonalnie przygotowany, z konkretnego ogniska, z konkretną intencją - to zupełnie inny poziom. Tylko że to wymaga planowania. Czy ktoś faktycznie przygotowuje sobie zapas węgla rytualnego z celowo rozpalanych ognisk, czy to bardziej teoria?
Oczywiście, gatunek ma znaczenie. Do oczyszczania najczęściej polecane są jarzębina i jesion, bo tradycyjnie wiąże się je z ochroną i odpieraniem. Ale powiem szczerze - pracowałem z węglem z brzozy i on był dla mnie bardzo skuteczny przy oczyszczaniu przestrzeni po silnym konflikcie. Brzoza to regeneracja, nowe początki. Pytanie zawsze brzmi: oczyszczasz żeby co? Usunąć coś konkretnego, czy po prostu "zerować" przestrzeń?
No właśnie to mnie zawsze zastanawia. Jak wy w ogóle wiecie co zadziałało jeśli zmieniacie kilka rzeczy na raz? Czy ktoś podchodzi do tego metodycznie i zmienia jedną zmienną na raz?
A można zapytać - czy ktoś z was faktycznie tak robił? Ten sam rytuał, ta sama żywica, inne węgle? Bo to brzmi jak coś na co trzeba naprawdę długiego czasu i dyscypliny.
Sam zastanawiam się czy nie zacząć czegoś takiego robić bardziej świadomie. Do tej pory zmieniałem rzeczy ad hoc i teraz przez tę rozmowę zaczynam myśleć że może warto przynajmniej prowadzić notatki. Heliotrop wspominał o opisach na słoikach - czy ktoś prowadzi jakiś dziennik rytuałów i czy to realnie pomaga w takich porównaniach?
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie, może banalne. Czy kupując węgiel w sklepie ezoterycznym - nie takim zwykłym, ale właśnie ezoterycznym - ma to jakieś znaczenie? Znaczy, czy kontekst sprzedaży cokolwiek zmienia, czy to bez różnicy?
Hej, a nikt jeszcze nie poruszył kwestii węgla aktywnego. Wiem że to inny temat, ale skoro jesteśmy przy węglu i jego rodzajach, to ciekaw jestem czy ktoś próbował i czy to w ogóle ma jakiekolwiek zastosowanie przy oczyszczaniu. Albo to już zupełnie inna bajka?
A jak w ogóle rozróżnić co jest owocowe a co nie jak się ma resztki z ogniska? Pytam bo ja też mam z majowego palenia i nie pamiętam już co tam wrzucałam.
Wychodzi na to że handlowy do grilla to najgorsza opcja ze wszystkich. Lepiej już ten ze sklepu ezoterycznego niż grillowy, prawda? Czy przy ogniskowym z własnego ogniska jest jakaś przewaga nad tym sklepowym ezoterycznym?
Ale czy ogniskowy nie ma jednak jakiegoś "ładunku" po tym jak go zbieramy? Mam na myśli że on leżał, był pod gwiazdami, może padał na niego deszcz - handlowy leżał w foliowym worku na półce. Czy to jest różnica którą odczuwa przestrzeń czy tylko my sami?
Ja wróciłabym do tej kwestii zapachu bo Edek to słusznie zauważył. Robiłam ostatnio oczyszczenie z handlowym węglem grillowym i dym był inny niż oczekiwałam - cierpki, jakiś chemiczny w tle. I zastanawiałam się wtedy czy to nie zaburza samego procesu, bo to co wdychasz też wpływa na twój stan podczas rytuału, nie?
Zaraz zaraz - to handlowy z grilla to co innego niż ten sprzedawany w sklepach ezoterycznych jako węgiel do kadzideł? Bo chyba nie jest tak że to ten sam produkt? Ten do kadzideł to te okrągłe tabletki, prawda?
To zakopanie w ziemi to ciekawa kwestia - skąd pochodzi ten sposób utylizacji? Pytam bo słyszałem to od kilku osób i zastanawia mnie czy to jest coś z konkretnej tradycji czy raczej intuicja.
Dobra, chyba wiem już co zrobię - wezmę te resztki z ogniska, wystawię na jedną noc na zewnątrz pod niebem, i użyję do oczyszczenia. Środki wiążące mnie nie dotyczą bo to naturalny węgiel z ogniska. Historia miejsca jest moja. Jedyne co nadal mnie gryzie to ta kwestia mieszanki drewna - czy naprawdę warto się tym przejmować przy pierwszym podejściu?
Haha Janusz to akurat mnie rozśmieszyło, ale poważnie - w folklorze słowiańskim ogień biesiadny miał swoją wartość, to nie był mniej ważny ogień niż rytualny. Rodzinny spokój to nie jest coś co "zanieczyszcza" węgiel. Bardziej bym się bała węgla z ogniska przy którym były złe napięcia.
Dobra ale czy w takim razie w ogóle ma sens to całe rozróżnienie na węgiel "rytualny" i "nieritualny" jeśli każde ognisko może być wartościowe? Bo Janusz zaczął ten wątek od pytania o węgiel handlowy kontra ogniskowy, a teraz wychodzi że każde ognisko jest inne - i to co liczy się to historia konkretnego ognia, nie sam fakt że to było ognisko a nie worek z marketu.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czy ktoś próbował po prostu kupić węgiel z ogniska od kogoś - na przykład od jakiejś grupy która robi regularne rytuały? Bo skoro historia ma znaczenie, to może można kupić węgiel z "dobrego" ogniska?
Do pytania o przechowywanie - to ważna kwestia której wcześniej nie poruszyliśmy. Węgiel który przechowujesz długo w zamkniętym pojemniku, szczelnie odizolowany, nie "oddycha". Wiele tradycji mówi że materiały do pracy powinny mieć kontakt z żywym powietrzem, ale nie być narażone na wilgoć. Lniana tkanina albo papierowa torba to lepsza opcja niż plastikowy pojemnik. Ale tu mam pytanie do Janusza - czy planuje to do konkretnego rytuału, czy jako zapas do czyszczenia na bieżąco?
To mnie skłania do pytania ogólniejszego - jak w ogóle oceniasz że kamień "wymaga dłuższego oczyszczenia"? Co jest miarą? Nie pytam złośliwie, naprawdę chcę zrozumieć jak to działa w praktyce.
Czekaj, Janusz - te węgielki do kadzideł to nie jest ten sam rodzaj węgla co drzewny z ogniska. Są wytłaczane z proszku, jak sprasowany pył. Porównywanie ich do kawałka węgla z rzeczywistego ognia to trochę jak porównywanie mąki do chleba. Inna forma, inne zachowanie przy spalaniu, inna historia. Więc może pytanie powinno brzmieć nie "handlowy kontra ogniskowy" ale "węgiel drzewny w kawałkach kontra prasowane węgielki kadzielne"?
To rozróżnienie jest kluczowe i cieszę się że wróciliście do niego wprost. Węgiel drzewny workowany z marketu przechodzi przez proces przemysłowy - wypalanie w piecach retortowych lub tunelowych w kontrolowanej atmosferze. To nie jest to samo co wypalenie drewna w ognisku gdzie zachodzi powolna karbonizacja z udziałem żywego ognia, dymu, powietrza. Energetycznie - zostawię to waszej ocenie. Ale fizycznie i chemicznie to inne produkty. Czy ta różnica ma znaczenie w pracy rytualnej? Zapytam inaczej - czy macie obserwacje z praktyki, że jeden działa inaczej niż drugi?
Dobra ale czy to znaczy że węgiel z grilla do rytuałów odpada całkowicie? Bo jeśli chodzi tylko o dym chemiczny, to może wystarczy go dłużej wypalić zanim dołoży się żywicę? Albo go jakoś przepalić wcześniej na zewnątrz?
Mam wrażenie że ta rozmowa krąży w kółko właśnie dlatego że nie możemy się zdecydować co jest ważniejsze - fizyczne właściwości czy energetyczna historia. Może to nie jest "albo albo"? Może obydwa mają znaczenie, tylko w różnych aspektach rytuału?
Zaraz, czy węgiel może "nie chcieć współpracować"? To brzmi jakby miał własną wolę. Nie rozumiem jak przedmiot może chcieć albo nie chcieć czegoś. Może mi ktoś wyjaśnić jak to działa w praktyce, bo ja to traktuję dosłownie i coś mi nie gra.
Ale jak w ogóle rozpoznać ten dyskomfort przy węglu? Przy kamieniu rozumiem - trzymasz go w ręce i czujesz. A węgiel to jednak bierzesz do rytuału, nie nosisz przy sobie przez tydzień. Jak niby masz sprawdzić czy pasuje zanim go użyjesz?
żywica z żywotnika to ciekawy wybór - ma wyraźny charakter oczyszczający w wielu tradycjach. Przy takim zastosowaniu węgiel jest rzeczywiście tylko nośnikiem i podłożem dla żywicy, więc jego własna energia jest tu drugorzędna wobec jakości fizycznej spalania. Ale jedno pytanie - czy ta żywica była zbierana samodzielnie czy kupiona? Bo to może mieć większe znaczenie niż sam węgiel w tym zestawieniu.
