Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Kiedy robię rytuały czyszczące, używam zwykłego węgla drzewnego ze sklepu ogrodniczego. Ale ostatnio ktoś mi powiedział, że to nie to samo co spalenizna z prawdziwego ogniska. Niby skąd ta różnica? Węgiel to węgiel, prawda? A może jednak nie? Ktoś ma doświadczenie z oboma rodzajami?
Różnica jest i to spora. Węgiel handlowy jest przetworzony przemysłowo, często zawiera dodatki chemiczne do podpalania i w ogóle nie wiadomo z jakiego drewna pochodzi. Przy rytuale czyszczącym intencja jest ważna, ale surowiec też ma znaczenie. Ja od zawsze używam wyłącznie tego z własnego ogniska.
A czy ktoś próbował naładowac ten handlowy przed użyciem? Znaczy, ustawić go pod pełnią albo trzymać przy krysztale oczyszającym? Ciekawi mnie czy to robi różnicę jeśli nie mamy dostępu do własnego ogniska.
Przepraszam, może głupie pytanie, ale co dokładnie robi się tym węglem podczas rytuału czyszczącego? Czy chodzi o okadzanie nim pomieszczenia czy coś innego?
Moim zdaniem to bez różnicy. Ogień to ogień, węgiel to węgiel. Jak się pali to oczyszcza i koniec. Te wszystkie rozróżnienia to trochę nadmierne komplikowanie prostej sprawy.
Chciałbym zapytać tych, którzy twierdzą, że handlowy nie działa - czy mieliście konkretne porównanie, tzn. ten sam rytuał, ten sam cel, raz z węglem handlowym, raz z poogniskowym? Pytam poważnie, bo to jest jedyna miarodajna obserwacja. Bo na razie widzę tu głównie teorie.
to jest doświadczenie, nie przekonanie. Kilka lat temu robiłam czyszczenie mieszkania po bardzo ciężkim lokatorze, najpierw handlowym bo nie miałam innego, potem własnym z ogniska. Różnica w klimacie pomieszczenia była wyraźna.
Przyznam szczerze, że jestem sceptyczna jeśli chodzi o te energetyczne różnice. Ale z czysto praktycznej strony to faktycznie węgiel do grilla często ma jakieś środki rozpalające, żeby łatwiej się palił. I to już może wpływać na zapach i dym, a co za tym idzie na sam przebieg rytuału. Taki bardziej przyziemny argument.
Jak węgiel może "przyjąć" intencję? To kawałek spalonego drewna. Serio nie rozumiem tej logiki.
Zastanawiam się nad czymś praktycznym. Węgiel do kadzideł, ten w tabletkach, który kupuje się w sklepach ezoterycznych - to co innego niż węgiel do grilla. Czy w tej rozmowie mowimy o obu, czy tylko o tym grillowym? Bo te tabletki to tez jest jakoś przemysłowo robione.
i tu jest kolejna różnica, o której mało kto mówi. Tabletki do kadzideł zawierają saletrę potasową jako utleniacz - bez tego nie żarzyłyby się same. Technologicznie to jest coś zupełnie innego niż naturalny węgiel drzewny. Smak dymu, jego skład, temperatura żarzenia - wszystko inne. Mam wrażenie, że ten wątek tak naprawdę pyta o trzy różne rzeczy naraz.
Okej, to teraz mam pytanie do wszystkich którzy twierdzą, że naturalne ognisko jest lepsze. Jak rozpalasz ognisko specjalnie do rytuału to też musisz jakoś je podpalić, prawda? Używasz zapałek, zapalniczki? Gaz butanowy w zapalniczce to też chemia. Gdzie tu granica?
Ta próba z grupą jest właśnie tym, czego szukałam jako punkt odniesienia. Ale "cięższy" i "ziemisty" - to pozytywne czy negatywne w kontekście czyszczenia? Bo czyszczenie to usuwanie czegoś, więc może chcesz czegoś lekkiego?
Dobra, to teraz mam konkretne pytanie praktyczne. Kupuję węgiel do grilla w markecie, zwykły, tani. Czy poza aspektem energetycznym jest jakiś sposób żeby w ogóle rozpoznać czy to dąb, buk, czy cokolwiek innego? Na opakowaniu rzadko piszą gatunek.
Węgiel jabłoniowy do wędzarni używany w rytuale. To jest poziom, którego naprawdę nie przewidziałem w tej rozmowie. Pytam bez ironii - czy ktoś poza Heliotropem próbował różnych gatunków i czuł różnicę?
To jest poziom, którego naprawdę nie przewidziałem w tej rozmowie. Pytam bez ironii - czy ktoś poza Heliotropem próbował różnych gatunków i czuł różnicę? Bo zaczynam się zastanawiać czy w moich wszystkich rytuałach z tanim węglem z marketu nie traciłem połowy efektu przez złą bazę.
Próbowałam węgla z drewna owocowego, ale nie do wędzenia, tylko z domowego ogniska na działce - tam akurat mamy starą grusze. Dym rzeczywiście jest słodszy i myślę, że to nie tylko nos to czuje. Tyle że to były warunki niepowtarzalne, bo nie wiedziałam wcześniej że będę robić rytuał, po prostu miałam pod ręką odpowiedni żar. Czy to nie jest trochę argument za tym, że spontaniczność i sytuacja też budują energię miejsca?
To jest dla mnie kluczowe. Węgiel z ogniska niesie pamięć miejsca i zdarzenia, a handlowy jest jak czysta karta. Pytanie brzmi - czy czysta karta jest wadą, czy zaletą? Bo może do niektórych rytuałów wolisz zaczynać od zera, bez cudzej energii w materiale.
to jest ważne rozróżnienie i wiele tradycji faktycznie rozróżnia materiały "naładowane" od "neutralnych". W ceremoniach oczyszczających często wybiera się materiały możliwie czyste, bez historii - właśnie żeby nie wnosić niczego do przestrzeni zanim zaczniesz. W tym ujęciu węgiel handlowy z anonimowej fabryki mógłby być paradoksalnie lepszym punktem startowym do czyszczenia niż węgiel z ogniska, który ktoś palił z konkretną intencją.
To jest pytanie, które mnie blokuje praktycznie. Oczyszczasz kamień zanim go użyjesz, ale węgiel idziesz prosto do kadzidelnicy. Czy ktoś w ogóle oczyszcza węgiel przed rytuałem i jak to fizycznie robi?
Czytam od jakiegoś czasu i mam pytanie z innej strony - czy ktoś z was zauważył różnicę w zapachu dymu między węglem handlowym a tym z ogniska, bez żadnych ziół? Bo węch jest pierwszym zmysłem jaki rejestruje dym i jeśli jest inna woń, to może inaczej wchodzi w stan rytualny już na poziomie fizycznym.
Ta praktyczna różnica z czasem rozżarzania i zapachem jest dla mnie bardziej przekonująca niż dyskusja o energii, bo to coś co każdy może sam sprawdzić bez żadnych zdolności. Janusz, czy to był w ogóle powód dla którego zacząłeś się tym interesować, czy czysto energetyczny?
Wchodzę tutaj po cichu bo śledzę wątek od dłuższego czasu. Numerologicznie rzecz ujmując, węgiel z ogniska ma za sobą konkretne zdarzenie, konkretny czas i miejsce, a więc konkretną wibrację liczbową jeśli tak można powiedzieć. Węgiel handlowy jest zbiorem nieokreślonych historii. Nie wiem jak to się przekłada na rytuały czyszczące, ale pomysł że "pusta historia" może być zaletą jest interesujący z perspektywy resetu energetycznego. Choć nie jestem pewien czy to w ogóle ma sens w tym kontekście - pytam czy ktoś myślał o tym w ten sposób?
Chcę to trochę sprowadzić z powrotem do ziemi, bo mam wrażenie, że odeszliśmy od konkretów. Moje pierwotne pytanie było dość proste - czy węgiel kupiony w sklepie, ten prasowany w krążki, zachowuje się w rytuale inaczej niż zwykła grudka z ogniska. I fizycznie tak, to już ustaliliśmy. Ale czy ktoś z was przeprowadził porównanie na przestrzeni kilku rytuałów, świadomie, z tym samym materiałem ziołowym, tylko zmieniając węgiel?
Skoro mówimy o ciągłości - może rozwiązaniem jest połączenie obu? Węgiel handlowy jako baza, bo żarzy się długo i równomiernie, a do tego dodać odrobinę grudki z ogniska jeśli chcemy tego "ładunku" z konkretnego miejsca? Nie wiem czy ktoś tak próbował, ale wydaje mi się logiczne.
Ja próbowałam trzymać węgiel w soli przez kilka godzin, ale potem martwiłam się, że wilgoć ze soli może utrudnić rozżarzanie. Nie wiem, czy to realne, czy przewrażliwienie. Czy ktoś miał problem z węglem po soli?
Miska śpiewająca nad węglem to coś na co bym nie wpadła. Lipka a trzymasz węgiel w misce czy obok? Pytam bo mam misę gongową i chyba warto sprobować zanim na ślepo zacznę eksperymentowac.
