Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tatuażem z symbolem magicznym i mam pytanie do bardziej doświadczonych. Czy taki tatuaż może działać jak amulet? Chodzi mi o to, że amulet można zgubić, zostawić w domu, nosić nieregularnie - a tatuaż jest z tobą zawsze. Myślę o sigilu albo o Aegishjalmurze (helm of awe, ten islandzki symbol). Skłaniam się ku myśli, że coś permanentnego na ciele musi mieć silniejsze działanie niż wisiorek, bo nie ma przerwy w kontakcie z energią. Czy ktoś ma tatuaż z symbolem i może powiedzieć jak to działa w praktyce?
To jest ciekawe pytanie, ale czy na pewno sama chcesz odpowiedzi, czy już masz gotowe przekonanie? Pytam, bo piszesz "musi mieć silniejsze działanie" - to duże założenie. Kontakt z ciałem to jedno, ale amulet noszony z intencją ma swoją siłę właśnie dlatego, że go zakładasz i zdejmujesz świadomie. Tatuaż staje się częścią ciała i po czasie przestaje być dla umysłu czymś odrębnym. Czy to wzmacnia czy osłabia działanie? Nie jestem pewna, że odpowiedź jest oczywista.
Podobne pytanie chodziło mi po głowie jakiś czas temu. W końcu doszedłem do wniosku, że kluczowe jest to, z jaką intencją symbol został wprowadzony w ciało - i kto to zrobił. Tatuażysta, który nie ma pojęcia co rysuje, to zupełnie inna sytuacja niż rytualne nacinanie ciała w tradycjach szamańskich. Aegishjalmur to konkretny symbol z konkretnym systemem - czy zgłębiałaś nordycką tradycję, czy podoba ci się głównie wizualnie?
To jest właśnie sedno tej dyskusji. W wielu tradycjach ciało jest traktowane jako świątynia i wejście symbolu w skórę to coś na kształt pieczęci. Ale ta pieczęć może być nałożona poprawnie albo niecałkowicie. Znam kilka osób, które robiły sobie runy jako tatuaże bez żadnego przygotowania rytualnego - i potem miały dziwne okresy. Jedna kobieta wytatuowała Hagalaz bez wiedzy co to znaczy. Runa zniszczenia i transformacji na nadgarstku. Przez kilka miesięcy wszystko się w jej życiu dosłownie sypało.
A ta kobieta potem usunęła tatuaż i było lepiej? Pytam, bo to mnie niepokoi - co jeśli ktoś już ma taki tatuaż i teraz dopiero dowiaduje się, że może coś złego działać?
Czytam tę dyskusję od początku i mam pytanie może naiwne. Jeśli symbole mają własną energię niezależnie od wiedzy - to czy nie jest niebezpieczne robić sobie tatuaż ze znakiem, którego się nie rozumie? Na przykład widzę ludzi z chińskimi znakami, którzy nie mają pojęcia co tam stoi.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale jestem ciekawa - co to znaczy "żywa tradycja" w kontekście run? Czy chodzi o to, że ktoś aktywnie praktykuje i te symbole mają dlatego większą moc? Czy raczej, że samo ich istnienie przez wieki naładowało je energią zbiorową?
Dodam, że numerologicznie data wykonania tatuażu ma duże znaczenie. Jeśli zrobisz sobie symbol ochronny w dniu, który numerologicznie oznacza rozpad lub koniec cyklu, to możesz osłabić jego działanie. Wiem, że nie wszyscy w to wierzą, ale przy permanentnym znaku warto to przemyśleć. Podobnie z miejscem na ciele - każde miejsce odpowiada innej czakrze i innej energii.
Też mam pytanko - czy tatuaz mozna "odnowic" intencyjnie jak amulet? Bo z amuletem mozna go trymać, naładowac pod ksiezycem, odprawic rytuał. A tatuaż jest pod skórą. Czy jest jakis spoob żeby go aktywowac od nowa jeśli czujesz że przestał działac?
A ja mam inne pytanie, trochę z boku - czy odnawianie intencji jest tylko dla tych, którzy czują, że tatuaż "przestał działać", czy raczej powinno się to robić regularnie z góry, jako coś w rodzaju konserwacji? Bo nie wiem czy to bardziej jak bateria, która się rozładowuje, czy jak symbol, który trwa sam z siebie.
Wracając do tego co mówiła Anusia o rytuałach - zastanawiam się czy nie robiłam błędu myśląc, że to proste. Im więcej czytam tę dyskusję, tym bardziej mam wrażenie, że tatuaż z symbolem magicznym to decyzja, która wymaga znacznie więcej przygotowania niż jakikolwiek zakup amuletu. Bo amulet możesz odłożyć. Tatuaż - nie.
Słyszałam o godzinach planetarnych, ale nigdy nie myślałam o tym w kontekście tatuaży. Zawsze kojarzyłam to bardziej z rytuałami albo zakupem talizmanów. Czy ktoś faktycznie to stosował planując tatuaż?
Przepraszam, może głupie pytanie - co to jest sigil? Ktoś używał tego słowa kilka razy, ale nie wiem co dokładnie oznacza w kontekście tatuaży.
Mam wrażenie, że to jest sedno tego co chciałam zrozumieć zakładając ten temat. Czy tatuaż działa dlatego, że jest na ciele, czy dlatego, że ja wierzę, czy dlatego, że symbol sam w sobie coś niesie? I chyba nie ma prostej odpowiedzi.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie. Czy ktoś z was miał tatuaż z symbolem i wyraźnie poczuł, że coś się zmieniło po jego zrobieniu? Nie chodzi mi o interpretację, tylko o konkretne doświadczenie.
Ale czy to nie jest trochę tak, że zawsze możemy powiedzieć "może to był zbieg okoliczności"? W którymś momencie trzeba podjąć decyzję czy ufamy własnym odczuciom, czy ciągle szukamy racjonalnego wyjaśnienia. Bo inaczej żadne doświadczenie magiczne nigdy nie "wystarczy".
Trochę z innej strony - czy ktoś myślał o tym jak tatuaż z symbolem wpływa na czakry? Bo jeśli zrobisz go na nadgarstku, to jest blisko czakry dłoni, a to zupełnie inne działanie niż na plecach przy kręgosłupie. Nikt o tym nie mówił, a chyba ma znaczenie gdzie dokładnie jest symbol.
Lokalizacja to temat, który zasługuje na osobny wątek, ale skoro już go podniósłeś - tak, ma znaczenie. W tradycji runicznej i ogamicznej symbolom przypisywano miejsca na ciele nieprzypadkowo. Tyle że to nie jest prosta mapa, gdzie każdy punkt ciała odpowiada jednej czakrze. Czy ktoś pracował z tym bardziej świadomie przy wyborze miejsca tatuażu?
Wracając do pytania Remigiusza sprzed kilku postów - bo myślę, że zaginęło w wątku. Mnie bardziej chodzi o to, czy ktoś miał tatuaż, który zaczął działać w sposób nieoczekiwany. Nie "zmieniło się coś w życiu" ogólnie, ale konkretnie - coś czego nie planował.
Fizyczny dyskomfort w miejscu tatuażu to może być po prostu gojenie albo uczulenie. Ale rozumiem co masz na myśli - takie rzeczy, które wychodzą poza normalny zakres. Czy ktoś na tym forum miał takie doświadczenie? Bo czytam tutaj dużo teorii, ale mało konkretnych historii.
Mogę powiedzieć, co mi się przydarzyło, choć sama nie wiem jak to ocenić. Kilka tygodni po tatuażu zaczęłam śnić o symbolu - nie o samym tatuażu, ale jakby o kształcie w różnych kontekstach. Moje pierwsze skojarzenie było, że to integracja, że symbol "wchodzi" głębiej. Ale mogłam też po prostu często na niego patrzeć i dlatego śniłam. Nie wiem.
Sigile i aktywacja przez sen - to mnie akurat bardzo interesuje. Ale wróćmy do sedna: jeśli aktywacja następuje przez sen, to czy tatuaż nie aktywuje się "sam" przez sam fakt noszenia go na ciele i obserwowania? Czy potrzebny jest jakiś dodatkowy rytuał żeby "uruchomić" tatuaż jako amulet?
może to zależy od osoby? Dla kogoś, kto naprawdę wchodzi w temat świadomie, sam proces tatuowania może być rytuałem. A dla kogoś, kto po prostu lubi dany wzór, to jest ozdoba i tyle. Nie sądzisz?
Ale jak odróżnić czy robimy rytuał, czy tylko przekonujemy siebie, że robimy rytuał? To brzmi trochę jak kwestia z początku wątku - symbol działa czy wiara działa. Tu jest: rytuał działa czy wiara w rytuał działa.
Zaczynam mieć wrażenie, że ta dyskusja kręci się w kółko. Zawsze wychodzi na to: "nie wiadomo, zależy, może tak może nie". Czy jest cokolwiek konkretnego co można z tego wyciągnąć przed decyzją o tatuażu?
