Ostatnio wróciłam do tematu, który kiedyś odkładałam na bok, a mianowicie: co właściwie dzieje się z przedmiotami, które są obecne podczas wykonywania zaklęcia? Nie chodzi mi o przedmioty celowo wprowadzone do rytuału, ale o te przypadkowe - kubek stojący na stole, kamień leżący obok, kawałek gliny, który akurat czekał na uformowanie. Czy takie "świadki" przejmują coś z intencji, którą kierujemy? Sama mam co do tego mieszane odczucia, bo z jednej strony pracuję z intencją bardzo świadomie i trudno mi uwierzyć, że ona się "rozlewa" na wszystko dookoła. Z drugiej strony kilka razy zauważyłam, że przedmioty z okolic mojego ołtarza zachowują się inaczej niż te z reszty domu. Zastanawia mnie też kwestia gliny - czy własnoręcznie uformowany przedmiot z gliny ma silniejsze połączenie z intencją niż gotowy talizman kupiony w sklepie? I jakie gatunki gliny w ogóle wchodzą w grę przy pracy magicznej? Rzucam temat, bo chętnie posłucham, czy ktoś to obserwował u siebie.
To pytanie, które wraca w wielu tradycjach, i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Sama pracuję z gliną od kilku lat i powiem, że różnica między własnoręcznie uformowanym przedmiotem a gotowym talalizmanem jest dla mnie bardzo wyraźna - ale nie jestem pewna, czy to kwestia samego materiału, czy tego, ile czasu i uwagi wkładamy w proces tworzenia. Ręce są długim przedłużeniem intencji. Kiedy formujesz, ugniatasz, kształtujesz - robisz to myśląc o celu. Gotowy talizman tego nie ma, chyba że ktoś go konsekrował zanim trafił do Ciebie. Co do "świadków" - to ciekawe określenie. Myślę, że przedmioty nie przejmują mocy samoczynnie, ale stają się jakby nasycone atmosferą miejsca, jeśli są w nim regularnie. Jeden rytuał raczej nie wystarczy. Ale co ty rozumiesz przez to "inne zachowanie" tych przedmiotów z okolic ołtarza? Bo to mnie ciekawi bardziej niż sama teoria.
Kwestia świadków w rytuale to coś, o czym faktycznie rzadko się mówi wprost. Większość materiałów skupia się na przedmiotach intencjonalnych, a pomija to, co stoi obok. Z mojej praktyki wynika, że materia ma znaczenie - glina jest wyjątkowo dobra, bo jest chłonna, dosłownie i w przenośni. Ziemia jako żywioł przyjmuje i zatrzymuje. Nie każdy gatunek gliny jednak działa tak samo. Glina ceramiczna neutralna jest dobra do celów ogólnych, ale jeśli ktoś pracuje nad konkretnym zamierzeniem - polecam glinę szamotową albo naturalną wydobytą z ziemi. Glina z rzeki ma swój własny charakter, często bardzo silny. Ale wróćmy do pytania o świadków - czy ktoś miał sytuację, w której przedmiot nieintencjonalnie obecny przy rytuale zaczął wyraźnie działać inaczej niż wcześniej?
Słucham tej rozmowy z dużym zainteresowaniem, bo sam mam tarot i zastanawiam się, czy karty leżące obok podczas rytuału, który nie był do nich skierowany, mogą się w jakiś sposób nasycić. Raz miałem sesję, w której kładłem karty na stole, a obok leżał talizman przygotowywany dla kogoś innego. Potem ta osoba mówiła, że talizman "przynosi jej obrazy". Przypadek? Może. Ale wasza rozmowa o świadkach to jakoś porządkuje. Mam pytanie do Wierzbiny - czy te kamienie z ołtarza kiedykolwiek wyczyściłaś i sprawdziłaś, czy uczucie zniknęło, czy zostało?
Z tym czyszczeniem i "zapamiętywaniem" jest pewien problem - nigdy nie wiadomo, czy przedmiot faktycznie coś zatrzymał, czy to nasze oczekiwania sprawiają, że tak odbieramy. Nie mówię, że tak jest w waszych przypadkach, ale to uczciwe pytanie, które trzeba sobie stawiać. Co do gliny - ręczne formowanie ma sens nie dlatego, że glina "czuje" nasze ręce, ale dlatego, że my sami podczas formowania wchodzimy w stan skupienia bliski medytacyjnemu. Intencja jest wtedy silna, bo umysł jest zajęty jednym zadaniem. To nie jest magia gliny - to magia skupienia. Czy ktoś ma inne wyjaśnienie, dlaczego własnoręczne miałoby działać lepiej niż gotowe?
Czy to znaczy, że jak ktoś przy mnie robił rytuał i miałam przy sobie biżuterię, to ta biżuteria mogła przejąć coś z tego rytuału? Bo ostatnio byłam przy kimś, kto robił coś bez mojej zgody i teraz zastanawiam się, czy moje przedmioty mogły być wciągnięte w to jako świadkowie.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie, które mnie nurtuje - czy te "świadki" mogą przejąć coś złego, jeśli rytuał był negatywny? Bo tutaj mówicie głównie o dobrych intencjach, ale co jak ktoś robił zaklęcie z gniewu albo zazdrości, a obok leżał czyjś przedmiot?
Nigdy wcześniej nie myślałam o tym w ten sposób. Mam w domu kilka kamieni i glinianą figurkę, którą dostałam od kogoś bliskiego. Ta figurka zawsze budziła we mnie jakiś dziwny niepokój, ale myślałam, że to dlatego, że ta osoba odeszła. Teraz czytam ten wątek i zastanawiam się, czy może ta figurka zatrzymała jakieś emocje tego człowieka, który ją tworzył. Czy to w ogóle możliwe?
Wchodzę do dyskusji ze sceptycznym pytaniem, bo nie mogę się powstrzymać. Skąd wiecie, że to przedmiot "zatrzymuje" energię, a nie po prostu wasze własne skojarzenia z nim? Rozalinka sama powiedziała, że ta osoba odeszła - czyli figurka może wywoływać niepokój czysto psychologicznie, bez żadnej magii. Nie mówię, że nie ma w tym niczego - po prostu chcę zrozumieć, jak odróżniacie prawdziwe działanie przedmiotu od własnej projekcji.
A wracając do gliny konkretnie - bo to mnie interesuje bardziej niż teoria - jakie zaklęcia najlepiej działają z glinianymi przedmiotami? Słyszałem, że do zaklęć wiązania albo uziemienia glina jest wyjątkowa. Czy ktoś to praktykował i może powiedzieć, jaką glinę wziął i co konkretnie zrobił? Bez ogólników, bo tych mam dość.
Wracając do głównego pytania, bo trochę odpłynęliśmy - mnie najbardziej intryguje ten aspekt przypadkowości. Świadek nieświadomy, czyli przedmiot, który był po prostu obok, bez żadnego wprowadzenia do rytuału. Tadek pisał o glinie szamotowej i naturalnej z rzeki - ale czy ktoś próbował świadomie użyć przedmiotu, który wcześniej był nieświadomym świadkiem innego rytuału? Czyli czy można powtórnie "aktywować" to, co zostało nasączone przypadkowo?
To co mówi Tadek jest ciekawe, ale znów jesteśmy przy problemie interpretacji. Glina wchłania wilgoć - fakt. Że to przekłada się na przejęcie energii rytualnej - to już interpretacja, nie obserwacja. Nie podważam doświadczeń, ale czy ktoś kiedyś próbował sprawdzić ten "opór" w warunkach, gdzie nie wiedział, czy przedmiot był świadkiem rytuału czy nie? Ślepa próba, tak to nazwijmy.
Słuchajcie, to co mówi Tajemniczka brzmi dla mnie logicznie - nasycenie przed formowaniem. Ale mam pytanie do tych, którzy formują glinę ręcznie: czy czujecie jakąś różnicę między gliną kupioną w sklepie plastycznym a gliną wziętą z miejsca, które ma dla was znaczenie? Bo intuicyjnie czuję, że to musi mieć znaczenie, ale nie mam doświadczenia z tym.
Dobra, ale to wszystko jest trochę w kółko. Powiedzcie mi konkretnie - jeśli chcę użyć gliny do zaklęcia wiązania i chcę ją najpierw nasycić jako świadka, to jak długo musi leżeć przy rytuale i co dokładnie powinna wchłonąć? Czy to musi być rytuał tego samego typu co późniejsze zaklęcie?
To nie jest wymijanie, Bronek. Naprawdę nie ma inaczej. Ale jeśli chcesz czegoś bardziej konkretnego - kiedy pracowałam z gliną przy rytuale miejsca, trzymałam ją w dłoniach podczas całej pracy, nie leżała obok. Kontakt fizyczny przez cały czas trwania. To było moje rozwiązanie.
A czy ktoś brał pod uwagę, że przedmioty z domu rodzinnego to osobna kategoria? One nie były przy jednym rytuale - były przy całym życiu, przy wielu ludziach, wielu emocjach. Czy to nie czyni ich trudniejszymi do "odczytania" niż przedmiot z konkretnego zaklęcia?
To co mówi Anetta trochę mnie niepokoi. Czy nie prowadzi to do sytuacji, gdzie czyścimy wszystko ze strachu, a nie dlatego, że cokolwiek tam jest? Bo jeśli każda wątpliwość jest powodem do czyszczenia, to chyba każdy przedmiot wymagałby ciągłej uwagi.
A co z gliną wypalana? Bo surowa glina wchłania, ale wypalona już nie. Czy wypalenie zamyka ją jako świadka - zatrzymuje to, co przejęła, i już nic nowego nie dodaje? Czy raczej zamknięcie jej w ogniu oczyszcza?
Ja w ogóle nie wiedziałam, że glina może być do rytuałów. Myślałam, że to raczej kamienie i tarot. Czy ktoś mógłby powiedzieć, od czego w ogóle zaczyna się praca z gliną jako przedmiotem magicznym? Bo czytam ten wątek od początku i nadal nie wiem, czy to coś dla osoby, która zaczyna.
Wróćmy chwilę do pytania, które zostawiłam wcześniej, bo Bronek i Tadek rozwinęli wątek gliny w kierunku, który mnie interesuje podwójnie. Jeśli glina z ogrodu niesie ze sobą historię miejsca - energię ziemi, z której pochodzi - to czy taka glina wchodzi w rytuał już z własną "pamięcią"? I czy to wzmacnia połączenie z intencją, czy może komplikuje?
Zastanawiam się przy tej rozmowie nad moim wypalonym przedmiotem, który opisywałam wcześniej. Jeśli glina "wnosiła coś" już przed rytuałem, a potem przejęła atmosferę rytuału jako świadek, a potem jeszcze ogień coś z tym zrobił - to mam trzy warstwy, których nie umiem rozdzielić. Czy w ogóle warto próbować?
To jest dobra uwaga, ale chcę tu dorzucić coś, co może część osób zaskoczy. Przez całą tę rozmowę zakładamy, że to my decydujemy, co jest świadkiem. A co jeśli to nie jest decyzja wyłącznie nasza? Niektóre przedmioty po prostu są obecne - z racji tego, gdzie się znajdujesz. Czy to automatycznie czyni je świadkami?
Szczerze? Wydaje mi się, że nie da się tego rozdzielić post factum. I może nie trzeba. Jeśli przedmiot po rytuale czujesz jako spójny, to może warstwy po prostu się złożyły w jedną jakość. Gorzej, kiedy po rytuale coś w nim "nie gra" - to jest sygnał, że warstwy nie ułożyły się dobrze. Ale to czujesz, nie analizujesz.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy garnki babci były biernymi czy aktywnymi świadkami jej codziennego życia. Ona nigdy nie robiła świadomych rytuałów, ale były przy wszystkim - przy gotowaniu, przy kłótniach, przy żałobie. Może właśnie dlatego czułam je inaczej niż inne rzeczy w tym domu?
To co mówi Wierzbina to trochę zmienia mi perspektywę. Więc właściwie każdy przedmiot, który jest przy nas wystarczająco długo i wystarczająco intensywnie, może stać się świadkiem? Bez żadnego celowego rytuału?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno głupie pytanie, ale nie mogę się powstrzymać. Skoro mówicie, że formowanie ręczne coś wnosi - to co z osobami, które nie mają zdolności manualnych? Moja glina by się rozpadła zanim zdążyłbym cokolwiek uformować. Czy intencja wystarczy, jeśli forma wychodzi krzywo?
Chcę tu jednak trochę zahamować ten wątek, bo zaczyna brzmieć jak "intencja wybacza wszystko". Forma nie jest obojętna. W tradycjach garncarskich, które mają związek z magią - chociażby w pewnych nurtach słowiańskich czy ceramice celtyckiej - kształt był kodem. Przypadkowy kształt to nie jest kod, to szum.
