Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co może wydawać się banalne, ale jakoś nie mogę tego odpuścić. Mam po babci kilka przedmiotów - stary różaniec, drewniane pudełeczko i kawałek surowego wosku pszczelnego, który podobno sama zbierała z uli. Babcia zajmowała się ziołolecznictwem, miała chyba jakieś swoje rytuały, choć nigdy o tym głośno nie mówiła. I teraz pytanie do was - czy takie przedmioty po przodkach w ogóle cokolwiek "wnoszą" do pracy magicznej? Czy ta energia się zachowuje przez lata? Chodzi mi zwłaszcza o ten wosk - czytałam gdzieś, że surowy wosk pszczeli ma inne właściwości niż to co się kupuje w sklepach do robienia świec, ale nie wiem, czy to prawda czy kolejny mit.
To nie jest banalne pytanie, żebyś wiedziała. Przedmioty po przodkach to jeden z bardziej złożonych tematów w pracy rytualnej. Sam pracuję czasem ze starymi przedmiotami rodzinnymi i mam wrażenie, że różnica jest odczuwalna - ale to nie jest tak prosta sprawa, że "energia się zachowuje" jak w słoiku. Co do wosku - surowy wosk pszczeli to zupełnie inna historia niż parafinowe granulki ze sklepu. Ale zanim cokolwiek powiem więcej - skąd pochodzi ta babcia? Mam na myśli region, tradycję. To może mieć znaczenie dla tego, jak interpretować te przedmioty.
Leżał w tym drewnianym pudełeczku, o którym pisałam. Pudełko jest stare, z jakimś wygrawerowanym wzorem, nie wiem co to dokładnie. Babcia trzymała tam też zasuszone zioła, coś co wyglądało jak lawenda i może tymianek, i kilka kamyków. Nie wiem czy to był świadomy zestaw czy przypadek. Co do wspomnień - pamiętam tylko, że babcia czasem siedziała wieczorem przy stole z taką lampką oliwną i coś szeptała. Myślałam jako dziecko, że się modli.
Lawenda, tymianek, kamyki i wosk w jednym pudełku to nie wygląda na przypadek, szczerze mówiąc. To jest klasyczny zestaw ochronny, który pojawia się w różnych tradycjach słowiańskich i ludowych. Szeptała przy lampce oliwnej - to brzmi jak zamawianie albo przynajmniej jakaś forma intencji. Rozalinka, czy wiesz skąd babcia była, z jakiej części Polski lub czy może miała korzenie gdzieś indziej?
Mam pytanie bo może gupie ale - czy taki surowy wosk można w ogóle przerobić na świecę samemu w domu? Bo czytałem coś o tym że temperatura topnienia surowego wosku jest inna niż tego sklepowego i coś tam można zepsuc. I czy jak się topi wosk po przodku to ta energia jakoś ucieka czy zostaje?
Chcę się tu wtrącić, bo myślę, że pomijamy jeden ważny wątek. Zanim w ogóle dojdziemy do tego, co zrobić z woskiem i jak go topić - czy Rozalinka w ogóle nawiązała jakiś kontakt z energią tej babci? Przedmiot rodzinny to nie jest tylko materialny nośnik właściwości. To jest potencjalny most do konkretnej osoby lub linii przodków. I właśnie dlatego pytanie Rasphula o intencję jest kluczowe. Czy chcesz pracować z tą babcią, z jej wiedzą? Czy chcesz po prostu użyć wosku jako surowca?
A ja mam pytanie bardziej praktyczne - jeśli ktoś nie ma żadnych przedmiotów po przodkach, to czy da się jakoś zastąpić tę "energię linii"? Bo nie każdy ma takie rzeczy w rodzinie albo wie co szukać. Trochę zazdroszczę Rozalince tego zestawu, szczerze.
Słucham tego wątku i mam pytanie może sceptyczne, ale z ciekawości - skąd w ogóle wiadomo, że "energia się zachowuje" w przedmiotach? To znaczy, na czym to się opiera? Bo rozumiem, że to są wasze przekonania i szanuję to, ale chcę zrozumieć, czy jest jakaś logika wewnętrzna w tym systemie.
Trzymam pudełko na komodzie w sypialni, pod oknem. Czy to źle? Teraz się zastanawiam, bo nie pomyślałam że miejsce ma znaczenie. I ta informacja o rozetach - nie wiedziałam co to znaczy, myślałam że to po prostu ładny wzór, który babcia lubiła. To zmienia trochę jak na to patrzę.
Miejsce ma znaczenie, ale nie panikuj. Sypialnia to nie jest złe miejsce dla czegoś ochronnego - wiele tradycji umieszcza takie przedmioty właśnie tam, bo to przestrzeń najbardziej narażona: śpimy, jesteśmy bezbronni, tu często przychodzą sny. Pod oknem to natomiast ciekawe, bo okno jest progiem. Czy to jest okno wychodzące na wschód?
Sen to w ogóle niedoceniany kanał. Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy taki sen, gdzie przodek się tylko pojawia i milczy, to jest jakiś sygnał, czy po prostu zwykłe przetwarzanie wspomnień? Bo czytałem różne opinie i nie wiem co z tym zrobić.
Chcę tu wrócić do wątku wosku, bo myślę że trochę nam uciekł. Rozalinka ma surowy wosk, który leżał z ziołami i kamieniami przez - ile, kilkanaście lat? Więcej? Taki wosk jest nasączony tym wszystkim. W kontekście czakry solarnej, którą aktywuje wosk pszczeli, to jest materiał do pracy z linią przodków od strony witalnej, nie tylko pamięciowej. Ale mam pytanie praktyczne: czy ten wosk ma jakiś specyficzny zapach? Bo surowy wosk po długim przechowywaniu z ziołami może przejąć ich właściwości dosłownie.
Trzydzieści lat w zamkniętym pudełku z lawendą i tymiankiem - to jest wosk, który dojrzewał jak wino. Naprawdę. Lawenda to ochrona i oczyszczenie, tymianek to zdrowie i odpędzanie złego. Jeśli babcia wiedziała co robi - a sądząc po pudełku i zestawie, wiedziała - to każdy z tych składników celowo dobierała. Igorek, zgadzasz się, że taki wosk nie wymaga już żadnego "ładowania" przed użyciem?
A jak ta wogóle wygląda takie "rozpoznanie" praktycznie? Bo slyszę ten termin kilka razy ale nie wiem co sie z tym robi fizycznie. Trzymasz wosk w dłoniach i co? Czekasz?
Wchodzę, bo temat jest bliski. Chcę dodać do tego co mówi Kunia - w psychologii też jest coś takiego jak "embodied cognition", czyli wiedza zakodowana w ciele i środowisku. Badania Claparedea z początku XX wieku albo późniejsze prace nad pamięcią afektywną pokazują, że przedmioty mogą być nośnikami asocjacji emocjonalnych w sposób neurologicznie mierzalny. Ja nie twierdzę, że to "energia magiczna", ale też nie twierdzę, że to fikcja. Coś tam jest, pytanie tylko jak to nazywamy.
Len to nie przypadek. To jedno z najstarszych włókien używanych w magii ochronnej w naszym regionie. Jeśli babcia złożyła go w kwadrat i położyła na dnie, to albo coś przykrywa, albo sam jest częścią układu. Rozalinko - czy ten kwadrat leży na dnie pod wszystkim, czy na wierzchu?
To jest naprawdę przemyślany układ. Len na dnie jako podstawa - dosłownie fundament całej kompozycji. Wosk z boku to też nie przypadek, w wielu praktykach ludowych wosk trzymano oddzielnie właśnie dlatego, że służył do innych celów niż ochrona statyczna, bardziej do działań intencjonalnych. Tatarak, ty widziałaś kiedyś coś podobnego w pudełkach z takim zestawem?
A można rozwinąć ten wątek z pieczęcią? Bo nie rozumiem - jeśli to zamknięcie energii, to jak ona w ogóle działa przez ścianki pudełka? Albo ona działa tylko jak je otworzysz?
Mam pytanie bo moze głupie ale czemu len a nie bawełna albo inna tkanina? Jest jakas różnica czy to kwestia dostepności dawniej?
Tylko że Mokoszy w polskim folklorze nie ma w tej samej formie co w starszych warstwach słowiańskich - to jest mocno zrekonstruowana postać, nie każdy badacz zgadza się co do jej obecności w Polsce centralnej. Nie chcę psuć nastroju, ale warto to zaznaczać, żeby nie mieszać rekonstrukcji z żywą tradycją.
Dobra, ale wracając do Rozalinki - ma ten kwadrat lnu na dnie, wosk z boku, zioła i kamienie. Rozumiem że to ciekawe i pewnie wyjątkowe. Ale co ona właściwie ma teraz zrobić z tą wiedzą? Zostawić jak jest? Dotknąć tego lnu czy nie? Pytam konkretnie, bo mi się wydaje że Rozalinka też czeka na jakąś wskazówkę, nie tylko na historię.
Mam inne zdanie w tej kwestii. Córka to też potomkini tej samej linii. Krew babci płynie w niej tak samo jak w Rozalince. Nie rozumiem argumentu, że jej "obcość" wobec babci jest przeszkodą - to nie jest obcość, to jest inne pokolenie tej samej rodziny.
Przepraszam, ale - skąd wiecie, że "linia emocji" ma jakiekolwiek znaczenie energetycznie? To brzmi jak coś wymyślonego na potrzeby tej konkretnej rozmowy. Nie twierdzę złośliwie, naprawdę pytam, bo nie rozumiem podstaw tego rozumowania.
A jak to sprawdzic wogole? Znaczy czy masz połaczenie czy nie? Jest jakis spsob żeby to ocenic przed zaczęciem pracy?
Córka babci nie znała prawie. Urodziła się już po jej śmierci. Chyba nie ma sensu jej mieszać w to na razie. Ale czy to nie jest smutne trochę - że ta linia się urywa? Że babcia złożyła to pudełko może właśnie z myślą o kimś, kto po niej przyjdzie, a ta osoba nie ma z nią żadnego kontaktu?
To brzmi pięknie, ale mam pytanie praktyczne - jak właściwie wygląda to "bycie mostem"? Czy to konkretny rytuał, czy bardziej metafora?
Zapach wosku pszczelego to coś wyjątkowego w pracy z nim - propolis, miód, zioła jeśli wosk jest nieprzetworzony. To działa bezpośrednio na układ limbiczny, czyli dokładnie na tę część mózgu, która przetwarza pamięć emocjonalną i rozpoznawanie. Jeśli babcia pracowała z tym woskiem, możliwe że sam zapach wywoła u Rozalinki coś.
