Zaczęłam ostatnio wracać do przędzenia i coraz bardziej wychodzi mi, że to nie jest tylko hobby. Pamiętam, że babcia zawsze coś szeptała nad włóczką, zanim zabrała się do robótek. Nie rozumiałam tego jako dziecko, ale teraz chyba wiem, o co chodziło. Kolor, splot, intencja - wszystko to razem tworzy jakiś rodzaj magii ochronnej. Chciałam zapytać, bo tu na pewno ktoś ma doświadczenie - czy kolor włóczki ma dla was takie samo znaczenie jak kolor świecy, czy to zupełnie inny system?
Dobre pytanie, ale zanim przejdziemy do kolorów - chcę się upewnić, że mówimy o tym samym. Czy masz na myśli tylko świadome wplatanie intencji podczas robótek, czy też bardziej zaawansowane techniki, jak wiązanie węzłów z zaklęciami? Bo to są dwa dość różne podejścia do tej magii.
Kolory działają podobnie jak przy świecach, przynajmniej w tradycji, którą znam. Czerwień to ochrona i siła, biel oczyszczenie, zieleń przyciąganie zasobów. Ale uczciwie mówiąc - ważniejsze jest to, co czujesz do danego koloru, niż to, co mówi jakiś podręcznik. Znam ludzi, dla których czerń to żałoba, i znam takich, dla których to najsilniejsza ochrona jaką mają. Czy babcia szeptała coś konkretnego, czy bardziej milczała skupiona nad tą włóczką?
Różnie. Czasem haft, ale częściej robię to inaczej - skręcam dwie nici w różnych kolorach ze skoncentrowaną intencją i na węzłach wymawiam nazwę runy. To nie jest haft, to bardziej praca z samą strukturą nitki. Efekt jest zupełnie różny od gotowych zawieszek, które można kupić w sklepie. Czy próbowałaś kiedyś czegoś podobnego, nawet bez runicznego kontekstu?
To pytanie Habby mnie też nurtuje, bo gdzieś między "totalnym skupieniem przez cały czas" a "kompletną bezmyślnością" musi być ta właściwa strefa. Jak wy to wyczuwacie w praktyce - jest jakiś moment, kiedy czujecie, że praca "złapała" intencję? Czy to bardziej odczucie fizyczne, czy coś innego?
Myślę, że to mniej "próg", a bardziej jakość uwagi na początku i na końcu. Możesz przez większość pracy mieć błądzące myśli, ale jeśli otworzyłeś pracę wyraźną intencją i zamknąłeś ją świadomie, to ta rama trzyma całość. Przynajmniej w mojej praktyce tak to działa - czy to pasuje z tym, co czułaś przy pracy babci?
Wróćmy może do kolorów, bo od tego wyszliśmy, a trochę odeszliśmy. Mnie ciekawi, czy ktoś ma doświadczenia z mieszaniem kolorów w jednej pracy - np. plecenie sznurka z dwóch lub trzech nici? Czy efekty się wtedy sumują, czy jedno może dominować nad drugim?
Mieszałam. Przy pracy na miłość własną splotłam złotą i różową - złota jako własna wartość, różowa jako czułość wobec siebie. Nie powiem, że jedno zdominowało, ale złota była prowadzącą w splocie i jakoś intuicyjnie czułam, że to ma znaczenie. Ktoś inny tak to dobiera, czy raczej nie myśli o tym, która nić prowadzi?
Wracając do pytania o mieszanie kolorów, bo Ballen powiedział coś, co mnie zatrzymało - że splatanie scala energię, a przeplatanie ją rozdziela przy wspólnym działaniu. Chciałam zapytać, czy ktoś stosował to rozróżnienie nie przy pracy na relację dwojga ludzi, ale przy pracy na jedną osobę, gdzie kolory mają różne funkcje? Na przykład ochrona i uzdrawianie jednocześnie - jak to wtedy powinno wyglądać?
Przy pracy na jedną osobę to rozróżnienie wydaje mi się jeszcze istotniejsze, bo chodzi o to, czy chcesz, żeby te dwa działania były nierozłączne, czy miały pracować w swoim własnym rytmie. Ochrona i uzdrawianie to dobry przykład - część tradycji mówi, że ochrona powinna iść pierwsza i być warstwą zewnętrzną. W splocie fizycznym mogłoby to oznaczać, że nić ochronna jest zewnętrzną w skręcie, a uzdrawiająca idzie wewnątrz. Ale to moje myślenie, nie reguła. Czy ktoś próbował takiego układu i miał jakieś odczucie co do kolejności?
