@Anastaya dokładnie to jest serce problemu i dlatego ten wątek jest tak długi. Moje przekonanie jest takie, że roślina ma pewną bazową energię, ale sposób jej odczytania zależy od osoby, tradycji i stanu skupienia. To nie znaczy, że właściwości są wymyślone, tylko że odczyt nigdy nie jest czysty. Dlatego porównywanie doświadczeń, tak jak tutaj, ma sens, bo zaczyna się wyłaniać jakiś wspólny mianownik.
@Obsydiana to jest uczciwe pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale mogę powiedzieć, że moje pierwsze odczucia przy roślinach, zanim wiedziałam czegokolwiek o ich znaczeniu w tradycji, pokrywały się z tym, co potem znalazłam w opisach. Nie zawsze i nie w stu procentach, ale wystarczająco często, żebym zaczęła traktować to jako coś więcej niż przypadek. Czy to dowód? Nie. Ale też nie jest dowodem na to, że to czysto kulturowe.
Mam pytanie, bo te ostatnie posty mi dużo dały. Jeśli to jest kwestia własnego odczytu i tradycji, to czy na początku lepiej uczyć się z jakiegoś konkretnego źródła i trzymać się jednej tradycji, żeby nie mieszać, czy właśnie czytać dużo różnych i porównywać? Bo trochę nie wiem, jak zacząć, żeby nie narobić sobie chaosu we własnej głowie.
@Young ja zaczęłam od jednego źródła i potem bardzo długo odplatywałam się z przekonań, które nie były moje, a które wchłonęłam jako prawdy objawione. Teraz bym radziła czytać kilka rzeczy równocześnie i od razu zauważać, gdzie się różnią, bo to daje zdrowy dystans. Ale to jest moje doświadczenie, nie ogólna zasada.
@Marylka_94 tak to rozumiem, choć słowo "odrzucić" może być trochę za mocne. Bardziej powiedziałabym, że roślina może być nieodpowiednia do danego celu, tak jak nie każdy kamień nadaje się do każdego zadania. Jemioła przy rytuale miłosnym u mnie zachowuje się inaczej niż przy rytuale ochronnym. Nie mówię, że sabotuje, ale jakby jej siła idzie w innym kierunku niż chcesz.
Czy to znaczy, że jeśli użyję rośliny "niezgodnie z jej naturą", to rytuał po prostu nic nie da, czy może dać coś niezamierzonego? Bo to brzmi dla mnie ważnie w kontekście tego, o co pytałam wcześniej, czyli zamknięcia relacji. Chcę mieć pewność, że nie zrobię czegoś odwrotnego do zamierzonego.
@Agnese91 "pewności" nie da ci nikt i zrób z tym, co chcesz, ale powiem co myślę. Większość roślin, nawet użyta nieidealne dopasowanych intencją, po prostu nie działa tak silnie jak mogłaby. Efekt niezamierzony to raczej mit straszący początkujących. Przy zamknięciu relacji dużo ważniejsza jest twoja własna klarowność co do tego, że naprawdę chcesz zamknięcia, niż to, czy wybrałaś idealną roślinę.
To mnie bardzo uspokaja, bo zaczęłam się martwić po tych rozmowach o roślinach ryzykownych. Mam jeszcze te płatki mojej róży i chyba jutro to zrobię. Ale mam jedno praktyczne pytanie, czy zakopywać je razem ze słowem wypowiedzianym na głos, czy wystarczy myśl? Gienia i Dziewanna wcześniej wspominały o słowie, ale nie jestem pewna, czy dla mnie to musi być głośno.
@Joasia96 głos ma własną wibrację i ziemia rzeczywiście inaczej reaguje na słowo wypowiedziane głośno niż na samą myśl. Ale jeśli mówienie na głos sprawia, że czujesz się nieswojo albo wytrąca cię z skupienia, myśl wypowiedziana z pełną uwagą jest lepsza niż słowo mamrotane ze skrępowaniem. Intencja jest zawsze pierwsza.
@Dziewanna chyba gdzieś w połowie, bo zaczęłam go suszyć po tym jak miałam jakieś dziwne sny i pierwsza myśl była "ochrona", a potem przyszło mi do głowy, że może jednak chcę go na oczyszczenie przestrzeni. Więc teraz w ogóle nie wiem, do czego go użyć, żeby nie zmarnować.
@Melania.ka a co z nim zrobiłaś przez ten czas suszenia, leżał luzem czy był już związany? Bo u mnie zaobserwowałam, że rozmaryn wiązany w pęczki jakby lepiej trzyma pierwotną intencję niż suszony w rozsypce. Nie wiem, czy to moje wyobrażenie, czy jest w tym coś powtarzalnego.
@Gienia98 wiązanie w pęczek to jest konkretna forma inicjacji rośliny w jednym celu, przynajmniej tak to opisuje kilka źródeł ceremonialnych. Forma fizyczna ma ponoć podtrzymywać intencję, bo jest widocznym znakiem. Ale czy to działa przy zmianie intencji w połowie, tego nie wiem, szczerze.
Wracając do rozmarynowej zagadki Melanii i przy okazji do tematu, bo mi się wydaje, że wracamy do kluczowego pytania wątku. Czy roślina żywa trzyma intencję inaczej niż suszona? Bo w żywej intencja mogłaby się zmieniać razem z rośliną, a suszona jest trochę jak zamrożona w danym momencie. Czy ktoś o tym myślał?
Zaraz, bo chcę dobrze zrozumieć. Czy mówicie, że żywy kwiat jest bardziej plastyczny energetycznie i można go "przeprogramować" w trakcie rytuału? Bo jeśli tak, to może mieć sens używanie żywych kwiatów właśnie wtedy, kiedy nie jesteśmy pewni intencji, a suszonych, gdy mamy jedną konkretną intencję i chcemy ją utrzymać?
@Anastaya to jest całkiem dobre uproszczenie, ale z jednym zastrzeżeniem. Żywy kwiat jest plastyczny, ale też rozproszony, bo wciąż żyje własnym życiem i nie zawsze idzie tam, gdzie chcesz. Suszona roślina jest bardziej skupiona, ale sztywna. Żaden z tych stanów nie jest lepszy, po prostu służą do innych rzeczy.
Czy to znaczy, że te płatki róży, które chciałam zakopać, a które są już podeschnięte, mają teraz inną energię niż miałyby, gdybym je zakopała od razu? Bo czytam ten wątek i zaczynam się bać, że straciłam moment.
@Joasia96 też mam to samo pytanie przy moim lawendowym woreczku, który robiłam na wiosnę i jakoś nie użyłam i zastanawiam się, czy on jeszcze jest "aktywny" czy już tylko suchy kwiat w płótnie.
Czy nikt nie rozważa, że może nie ma aż takiej magicznej daty ważności? Pytam serio, bo staram się przy wróżeniu traktować rośliny praktycznie i nigdy nie miałam wrażenia, że podeschłe płatki przestały dawać jakikolwiek sygnał przy wahadełku. Marylka, co wahadełko mówi przy tym woreczku?
@Kazia75 dobry pomysł, zaraz sprawdzę. Ale właśnie nie mam doświadczenia z wahadełkiem przy roślinach, bo używałam go raczej przy kartach. Czy to dużo różni?
@Marylka_94 u mnie różni się tym, że przy kartach pytam o coś zewnętrznego, a przy roślinach to trochę jakby słuchać czegoś, co ma własną odpowiedź niezależnie od pytania. Woreczek lawendowy to pewnie dalej jest aktywny, lawenda jest wyjątkowo stabilna suszeniu, przynajmniej według moich notatek.
Chcę zadać nieco inne pytanie, bo mam wrażenie, że rozmawiamy o roślinach jak o bateriach, które się rozładowują. Czy w ogóle jest jakiś dowód, poza odczuciem, że suszona roślina traci energię z czasem? Albo że ma "datę ważności"? Pytam, bo to by miało duże znaczenie praktyczne, a nie słyszałam żadnego konkretnego mechanizmu.
@Obsydiana z alchemicznych opisów wynika, że chodziło raczej o utratę "ducha" rośliny, to znaczy substancji lotnych, olejków eterycznych, które były nośnikiem energii. Jak wysychają olejki, znika też nośnik. Tego przynajmniej bronili alchemicy, nie jest to moje przekonanie, ale mechanizm jest tam opisany dosyć konkretnie.
@Tomir to jest ciekawa interpretacja i zgadzam się z tym mechanizmem częściowo, ale dodałabym, że sama struktura komórkowa rośliny też ma znaczenie energetyczne, nie tylko olejki. Dlatego całkowicie zdrewniałe fragmenty, jak stara kora, mogą dalej działać mimo braku olejków.
To mnie prowadzi z powrotem do tytułowego pytania wątku, bo prawie go porzuciliśmy. Żywe kwiaty mają i olejki, i żywą strukturę, i własną energię rośliny w ruchu. Martwe mają stabilność, ale tracą część z tego. Więc czy nie wynika z tej dyskusji, że żywy kwiat jest generalnie silniejszy, tylko trudniejszy do ukierunkowania? Czy ktoś ma inne zdanie?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chciałam zapytać o coś praktycznego. Czy ktoś próbował użyć do rytuału kwiatu, który jest w trakcie więdnięcia, tak pomiędzy żywym a martwym? Mam w domu takie właśnie gerbery po tygodniu w wazonie i zastanawiam się, czy to nie byłby interesujący stan graniczny.
@Iwonka72 więdnięcie to jest jeden z bardziej cenionych stanów w starych tradycjach, choć rzadko się o tym mówi wprost. Roślina, która oddaje życie, robi to aktywnie i ta energia przejścia może być bardzo użyteczna w rytuałach związanych właśnie z zamknięciem czegoś, pożegnaniem, zakończeniem. Gerbera więdnąca brzmi jak dobre tworzywo do rytuału. Jaką intencję miałaś?
Tak czytam ten wątek od początku i teraz coraz bardziej myślę, że podział na żywe i martwe to może być za uproszczony. Bo wychodzi na to, że jest cały spektrum: żywy kwitnący, żywy przekwitający, więdnący, świeżo zerwany, suszony, staruszek w słoiku. Czy to ma w ogóle jakieś powszechnie znane opracowanie, czy to jest wiedza, którą każdy układa sobie sam z doświadczeń?
