Wtrącę się do tej rozmowy o warstwach, bo to mnie ciekawi z innej strony. Mówicie o identyfikacji osoby - ale czy te warstwy nie wiążą też bardziej praktykującego z tym rytuałem? Tzn. czy zbieranie imienia, daty, zdjęcia nie sprawia, że bardziej angażujesz się emocjonalnie, niezależnie od tego, co to robi energetycznie?
Właśnie, bo jeśli warstwy identyfikacji działają przede wszystkim na praktykującego, to zbieranie danych o kimś bez jego wiedzy jest problematyczne niezależnie od intencji. Zbierasz cudze imię, datę urodzenia, zdjęcie - i to brzmi już bardzo konkretnie jak ingerencja, nawet zanim zacząłeś jakikolwiek rytuał.
Myślę, że Kinsia trafia w sedno napięcia w tej rozmowie. Praktyczna strona mówi: zdjęcie jest zdjęciem, energetyczne połączenie jest możliwe. Etyczna strona mówi: skąd pochodzi obraz ma znaczenie, bo świadczy o relacji z osobą. Te dwie perspektywy dają inne odpowiedzi na to samo pytanie. I nie sądzę, żeby dało się je łatwo pogodzić.
Słucham tej rozmowy o publicznych zdjęciach i przychodzi mi do głowy jeszcze jeden aspekt. Kiedy ktoś wrzuca zdjęcie do sieci, to wrzuca pewien wizerunek - wybrany, może przefiltrowany. Czy w rytuale pracujesz z osobą, czy z jej wybraną reprezentacją siebie? Czy to nie zmienia czegoś w samym połączeniu?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam proste pytanie, bo trochę się zgubiłem. Wracając do zdjęć - czy w praktyce używa się zdjęć starych, na przykład z dzieciństwa osoby? Czy to w ogóle ma sens, skoro osoba wygląda dziś zupełnie inaczej?
Przepraszam, że się wtrącam z innym pytaniem, ale ta rozmowa mnie mocno zaciekawiła. Czy ktoś tu próbował rytuału ze zdjęciem i miał potem wrażenie, że ta osoba to "poczuła" w jakiś sposób? Nie pytam o dowód, tylko o doświadczenie.
To znaczy - raz po rytuale związanym z pewną osobą ta osoba nagle się do mnie odezwała po dłuższej przerwie. Zbiegło się to w czasie bardzo wyraźnie. Nie wiem, co z tym zrobić, bo z jednej strony mówię sobie, że to przypadek, ale z drugiej - za dużo takich zbiegów się u mnie zdarza, żeby je ignorować.
To mnie zastanawia od początku tej dyskusji. Mówicie o "poczuciu" przez osobę - ale czy ktoś miał przypadek, gdzie osoba poczuła coś nieprzyjemnego? Bo jeśli rytuały mogą dawać sygnały pozytywne, to logicznie mogłyby dawać też niepożądane.
I to jest dokładnie ten punkt, który sprawia, że kwestia zgody nie jest tylko etycznym wymysłem. Jeśli osoba może to czuć - nawet nieświadomie - to brak zgody staje się czymś realnym, nie tylko zasadą.
Ale właśnie dlatego to jest etycznie wątpliwe, nie? Skoro nie da się odróżnić od przypadku, to osoba, której dotyczył rytuał, nigdy nie będzie wiedziała, że coś się działo. Ona nie ma nawet możliwości wyrażenia sprzeciwu, bo nie wie, o czym nie wie.
Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się w kółko wokół pytania: czy zgoda jest konieczna z powodów etycznych, czy z powodów skuteczności? Bo to są różne pytania i mieszamy je cały czas.
Wracając do zdjęć jako takich - bo ta dyskusja o etyce jest ważna, ale mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy od konkretów. Czy ktoś tu pracuje ze zdjęciami cyfrowymi? Tzn. wyświetlonym na ekranie, nie wydrukowanym? Nigdy nie byłam pewna, czy to ma taką samą wagę.
I to jest, moim zdaniem, odpowiedź na tytuł tego wątku. Czy zdjęcia działają - tak, ale nie jako magiczny włącznik. Jako jeden z elementów identyfikacji i intencji. Same w sobie to za mało, ale zignorowane mogą osłabić całość. To nie jest zero-jedynkowe.
