Słyszałam że 07.07.07 to wyjątkowo mocna data, siódemki mają ogromną moc... ale szczerze? ślub to coś więcej niż liczby w kalendarzu. liczy się co masz w sercu i czy wasza energia jest ze sobą zsynchronizowana. żadna data nie uczyni związku silniejszym jeśli nie ma w nim prawdziwego połączenia dusz. chociaz nie ukrywam, że takie daty mogą działać jak swego rodzaju wzmocnienie intencji...
Taka potrójna data to nie jest coś, z czym można sobie pójść na łatwiznę... to wymaga od obojga naprawdę ciężkiej pracy, bo jakość nie spada z nieba sama. Jeśli dasz się lenistwu, bardzo szybko z tej pięknej trojki zostanie tylko pusta tandeta, a to jest dokładnie jej przeciwieństwo.
Warto też szczerze spojrzeć w siebie i zapytać, czy przypadkiem nie chodzi głównie o to, żeby poszpanować przed znajomymi albo kiedyś przed dziećmi taką niezwykłą datą. Jeśli gdzieś w środku czujesz, że tak jest, to naprawdę lepiej pozwolić losowi wybrać ten moment za ciebie. On wie, co jest dla nas dobre, lepiej niż my sami nieraz.
Nic na siłę, to chyba wszyscy gdzieś w sercu wiemy. Sztuczne dobieranie daty bo "ładnie wygląda" to jedna z większych pułapek, bardzo fałszywa droga.
Zaufajcie życiu, ono podpowie kiedy ten czas naprawdę nastanie. Najlepsze jest zawsze to, co przychodzi naturalnie 🙂
Tak sobie myślę, że ta data to wcale nie jest taka cudowna jak ludzie myślą 🙂 prawdziwa data to 07.07.2007 i jak ją dobrze policzymy to wychodzi co innego niż wszyscy zakładają...
7+7=14, potem 2+7=9, i teraz 14+9=23
a 23 to bardzo pechowa liczba, mozna poszukać ile nieszczęść i tragedii jest z nią związanych, naprawdę mnóstwo. chyba że ktoś ją zredukuje do piątki, to wtedy już lepiej wygląda, ale i tak warto to przemyśleć zanim człowiek podejmuje tak ważną decyzję jak ślub 🙂
Z astrologicznego punktu widzenia ten dzień to dla mnie nic specjalnego szczerze mówiąc. najbardziej niepokoi mnie koniunkcja Wenus z Saturnem w opozycji do Neptuna... to bardzo ciężki układ dla osób, które biorą ślub bez głębszego zastanowienia, po prostu dlatego że "czas już najwyższy" albo że tak wypada.
jeśli ktoś wchodzi w małżeństwo nie rozumiejąc że to także obowiązki i codzienna praca nad związkiem, to tranzyty bardzo szybko go z tego obudzą. złudzenia zdobywa się z trudem, a życie potrafi je odebrać w mgnieniu oka.
natomiast dla par, które są ze sobą od lat i zdają sobie sprawę z tego kim tak naprawdę jest ten drugi człowiek... dla nich to może być całkiem dobry czas. kiedy nie ma już wielkich złudzeń, żaden trudny tranzyt nie podważy tego co wspólnie zbudowały 🙂
