Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co chyba rzadko kto bierze pod uwagę w numerologii - a mianowicie liczba zwierząt domowych w domu. Mam teraz dwa koty i psa, czyli trójkę. Trójka to wibracja ekspansji, komunikacji, ale też rozproszenia. Zastanawiam się, czy to przypadek, że od kiedy pojawiło się trzecie zwierzę, mam wrażenie jakiegoś ciągłego ruchu, niepokoju w przestrzeni. Czy ktoś w ogóle liczył swoje zwierzęta pod kątem numerologicznym? Czy macie poczucie, że liczba ma znaczenie dla harmonii w domu?
Olaf, a jaką masz liczbę życiową? Bo to jest kluczowe - nie możemy mówić o harmonii bez zestawienia wibracji przestrzeni z wibracją gospodarza. Trójka w domu osoby z życiową jedynką może faktycznie generować napięcie, bo jedynka lubi porządek i skupienie, a trójka ciągnie w różne strony.
Ale czy numerologia w ogóle bierze pod uwagę zwierzęta? Myślałam, że liczy się głównie data urodzenia i imię człowieka, nie liczba bytów w przestrzeni...
Kasjopea, numerologia przestrzeni to osobna, całkiem rozbudowana gałąź. Liczy się liczba mieszkańców - i tak, zwierzęta też są bytami żywymi, które wnoszą własną energię. Część tradycji włącza je do obliczenia wibracji domostwa, część nie. Ale Olaf dotknął czegoś głębszego - on pyta o harmonię, nie tylko o obliczenia. To dwa różne pytania.
to nie jest przypadek, że to wszystko sprowadza się do trójki. Ale zanim powiesz "kumulacja" - zapytam wprost: czy ta trójka cię wzmacnia czy osłabia? Bo trójka może być błogosławieństwem albo rozproszeniem, zależy co z tym robisz.
Czytam ten wątek i zastanawiam się - a czy liczy się też gatunek zwierzęcia? Bo jedno zwierzę to jedno zwierzę, ale pies i kot to chyba inne energie? Nie wiem, może głupie pytanie, ale numerologia to przecież liczby, więc może gatunek nie ma znaczenia, liczy się tylko ile ich jest?
Natka_A, nie ma głupich pytań. Ale powiem tak - czysta numerologia Pitagorasa operuje wyłącznie liczbami, gatunek to już wchodzenie w inne systemy, np. chińską astrologię czy kabałę zwierzęcą, jeśli kogoś interesuje taki kierunek. W klasycznej numerologii liczy się ilość, nie jakość bytu.
A co z jedynakiem - znaczy z jednym zwierzęciem? Bo mam jednego kota i zawsze myślałam, że jedynka to siła, samodzielność. Ale jednocześnie czuję, że coś w domu jest jakieś... niepełne? Czy jedynka może dawać takie poczucie braku?
Olaf, to ciekawe co mówisz o lustrze, ale uważam, że mieszasz dwa systemy. Cień w sensie psychologicznym to jedno, a numerologiczna wibracja trójki to drugie. Żeby to połączyć, trzeba wiedzieć, co trójka oznacza dla ciebie osobiście - bo nie każda trójka działa tak samo na każdego człowieka.
Mam dwa chomiki i nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Dwójka to partnerstwo, balans... ale one się gryzą. Czy to oznacza, że dwójka w złej konfiguracji może dawać konflikty zamiast harmonii?
Kasjopea, nie powiedziałbym "żywe znaki" bo to zbyt upraszcza. One są bytami z własną energią i swoją wibracją. Ale kiedy wchodzą w przestrzeń człowieka, to ta przestrzeń się zmienia i zaczyna działać razem. Liczba to tylko jeden wymiar tego. Ważniejsze jest to, co czujesz w tej przestrzeni - czy jest tam miejsca dla ciebie czy cię wypiera?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale jak właściwie liczyć tę wibrację domu ze zwierzętami? Dodaje się liczbę zwierząt do numeru mieszkania, czy liczy się osobno?
Wracając do pytania Olafa o tę szkołę - mam wrażenie, że Strzybog użył tej nazwy jako skrótu myślowego, bo różne europejskie podejścia do numerologii przestrzeni rzeczywiście się od siebie różnią, ale nie zawsze mają oficjalne nazwy własne. I to jest właśnie clou problemu w tej dyskusji - mówimy o zwierzętach i harmoniach, ale nie ustaliliśmy nawet jakiego systemu używamy. Olafie, a ty skąd w ogóle wziąłeś pierwotne założenie, że trójka zwierząt ma znaczenie?
Nie powiedziałabym błędne, ale wymaga ugruntowania. Feng shui i numerologia pitagorejska to różne języki opisu tej samej rzeczywistości albo zupełnie różnych rzeczywistości - zależy jak na to patrzeć. Problem pojawia się, gdy bierzemy wnioski z jednego systemu i przykładamy do reguł drugiego. Wtedy wychodzi coś, co nie jest ani jednym, ani drugim.
To co opisujesz to nie jest przypadkowe. Jeśli w przestrzeni naturalnie tworzy się podział jeden plus dwa, to wibracja domu może być bliższa jedynce i dwójce działającym równolegle niż trójce. Trójka jako pełna synteza wymaga prawdziwego współdziałania trzech elementów, a nie ich separacji. Tylko - i tu pytanie do Olafa - jak ty sam funkcjonujesz w tej przestrzeni? Po której stronie tego układu stoisz?
Hej, ale czy to nie trochę za bardzo komplikujemy? Bo jak zaczynam liczyć, kto z kim, i kto dominuje, to mam wrażenie, że numerologia powinna być prostsza. Albo coś w tym jest albo nie. Czy nie wystarczy powiedzieć - trójka to trójka?
A czy ktoś w ogóle sprawdzał to empirycznie na sobie? Znaczy - zmienił liczbę zwierząt i poczuł realną różnicę w energii domu? Bo mi się wydaje, że ta dyskusja jest bardzo teoretyczna. Nie zarzucam, po prostu chcę wiedzieć czy ktoś ma własne doświadczenie z tym.
Ja mogę powiedzieć coś od siebie. Miałam najpierw jednego chomika, potem wzięłam drugiego bo myślałam, że będzie mu lepiej. I naprawdę, coś się zmieniło w mieszkaniu. Trudno opisać, jakby więcej napięcia. Ale czy to numerologia czy po prostu dwa chomiki hałasują bardziej w nocy - nie wiem. Może to głupio brzmi.
Ten wątek z projekcją jest dla mnie kluczowy. Olaf wspominał o cieniu w sensie jungowskim i mam wrażenie, że to jest właśnie ta warstwa, której tutaj szukamy. Czy liczba zwierząt ujawnia nasze wzorce myślenia o przestrzeni, relacjach, kontroli? Bo może nie chodzi o to co trójka "robi" z domem, tylko co trójka w domu mówi o tym, czego potrzebujemy.
Natka_A, to jest trop, który mi siedzi w głowie od początku tego wątku. Kiedy wziąłem trzecie zwierzę, to było impulsywne. I jak teraz myślę o tym dlaczego - to nie do końca wiem. Może właśnie dlatego, że trójka coś skompletowała, czego brakowało. Ale to brzmi bardziej psychologicznie niż numerologicznie.
A może to jest właśnie właściwe pytanie do tematu wątku - czy harmonia w liczbie zwierząt to coś, co przyciągamy nieświadomie, czy coś, co numerologia nam przepisuje z zewnątrz? Bo jeśli Olaf poczuł potrzebę trójki zanim zaczął o niej myśleć w kategoriach numerologicznych, to co to mówi o samej metodzie?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i jedno zdanie Natki mnie zatrzymało - że chodzi o to, czego potrzebujemy. Mam wrażenie, że zwierzęta w domu w ogóle pełnią jakąś funkcję, której sami sobie nie przyznajemy. Jeden pies to może potrzeba obecności. Trzy to może potrzeba bycia otoczonym. Nie wiem, czy numerologia to opisuje, ale coś w tym jest.
Ale Stefcia04, jeśli liczba ujawnia to, co już w nas jest, to czy w ogóle ma znaczenie ile mamy zwierząt? Bo równie dobrze mogłoby ujawniać liczbę butów w przedpokoju. Gdzie jest granica między symbolem a przypadkiem?
To pytanie Olafa o żywotność jest dla mnie kluczowe i chciałbym się przy nim zatrzymać. Numerologia klasyczna operuje na liczbie jako abstrakcji - jedynka to zasada jednostkowości, niezależnie od tego, czy dotyczy kamienia czy żywego stworzenia. Ale właśnie dlatego część szkół rozróżniała między liczbami martwymi a żywymi. Nie wiem, czy ktoś tu słyszał o tym podziale? Bo jeśli tak, to pies Olafa to nie jest ta sama jedynka, co jedna doniczka na parapecie.
Zatrzymuję się na chwilę, bo ta rozmowa zaczyna mi się rozchodzić na dwa tory. Jeden to pytanie o to, co liczba zwierząt mówi o nas - ten jungowski wątek. Drugi to pytanie o to, czy żywa istota "waży" inaczej w przestrzeni niż martwy obiekt. I mam wrażenie, że oba są ważne, ale zaczynamy je mieszać. Olaf, który z tych torów był dla ciebie pierwotnym pytaniem na początku wątku?
Szczere pytanie i szczera odpowiedź - nie byłem tego pewien, kiedy zaczynałem. Myślałem, że chodzi mi o harmonię w sensie numerologicznym, czyli czy trójka to dobra liczba dla domu. Ale po tej całej rozmowie widzę, że faktycznie bardziej siedzę w tym, co mój układ zwierząt mówi o mnie. I może to były dwa pytania od początku i jedno przykrywało drugie.
To jest właśnie ta warstwa cienia, o której mówiłam wcześniej. Pytanie "czy trójka jest harmonijna" brzmi obiektywnie, zewnętrznie. Ale pod spodem jest pytanie "dlaczego ja czuję potrzebę trójki i czy to jest dobra decyzja". Numerologia daje nam język, żeby zadać to drugie pytanie bez przyznawania się wprost.
