Poczekajcie, bo trochę odpłynęliśmy. Mnie bardziej interesuje to, co Nagietka powiedziała o kilku punktach - bo jeśli różne punkty w lesie dają różne liczby, to jedenastka i dwójka mogą być po prostu charakterystyką różnych miejsc, a nie różnych typów doświadczenia. Wtedy te dwie precyzyjne daty nie mówią nam o typach anomalii, tylko o tym, przy którym kamieniu dana osoba stała. To trochę zmienia interpretację, nie?
To jest pytanie, na które muszę wrócić do notatek, bo nie analizowałam ich pod tym kątem. Z pamięci - przy strumieniu kilka osób wspominało o czasie, o tym że go tracą. Przy siodłe częściej było coś w rodzaju obecności, jakby ktoś patrzył. Przy dębach nie pamiętam wyraźnego wzorca, ale to też te dęby pojawiały się najrzadziej. Ale to naprawdę z pamięci, musiałabym sprawdzić.
Strumien i czas - to pasuje. Woda jest tradycyjnie związana z przepływem, granicą między światami. A siodło z obecnością - kamień jako skupisko energii, to tez klasyka. Ciekawe ze ludzie intuicyjnie wybierają te miejsca chyba nie bez powodu.
Kryska, ale właśnie tu jest pułapka interpretacyjna. Strumień kojarzy się z czasem, kamień z obecnością - i jeśli idziemy do strumieniu z nastawieniem "tu chodzi o czas", to pewnie zapamiętamy każde doświadczenie związane z czasem i przemilczymy resztę. Michasia, czy osoby, które relacjonowały, wiedziały wcześniej coś o tym miejscu, czy przychodziły bez kontekstu?
Czytam cały ten wątek od dłuższego czasu i dziękuję wam wszystkim za tak rzetelne podejście, naprawdę. Mam jedno pytanie, bo trochę się pogubiłem - czy ta analiza numerologiczna, którą Michasia robi, dotyczy dat wizyt konkretnych osób, czy Michasia próbuje znaleźć jakąś "liczbę miejsca" - coś stałego, co charakteryzuje sam las niezależnie od tego kiedy kto przyszedł?
ale to mieszanie nie jest błędem, to jest właśnie sedno problemu. W tarocie też mamy rozróżnienie między kartą a pozycją - ta sama karta w pozycji przeszłości znaczy co innego niż w pozycji przyszłości. Tutaj: liczba miejsca to karta, a data wizyty to pozycja. I dopiero razem tworzą interpretację. Czy próbowałaś już kiedykolwiek liczyć te dwie liczby i patrzeć na ich sumę?
A nie jest tak, że jeśli liczba osoby pokrywa się z liczbą miejsca, to ta osoba jest jakby bardziej "dostrojona" do tego miejsca i dlatego doświadcza więcej? Trochę jak z przedmiotami magicznymi - są takie, które do jednej osoby "mówią", a do innej nic. Michasia, czy te, które miały silniejsze doświadczenia, mają może liczbę ścieżki życia zbliżoną do jedenastki lub dwójki?
To jest właśnie pytanie, które mi chodzi po głowie. Czy w ogóle da się to teraz sprawdzić, skoro Michasia nie zbierała tych danych od początku? Bo daty urodzenia to już zupełnie inny poziom prywatności niż data spaceru.
Nagietka, masz rację i to jest duży problem. Kilka osób z grupy znam lepiej i wiem ich liczby życiowe, bo rozmawiałyśmy o tym przy innych okazjach. Ale to są może trzy, cztery osoby z całej tej nieoficjalnej listy. I nie chcę teraz pisać do reszty z pytaniem o datę urodzenia, bo to będzie wyglądać dziwnie. Zostaje mi więc mały fragment.
Ale nawet te trzy, cztery osoby to coś. Michasia, powiedz mi jedno: z tych, które znasz - czy jest jakiś wzorzec? Nie musisz podawać szczegółów, chodzi mi tylko o to, czy osoby z wyraźnymi doświadczeniami mają liczby z tej samej rodziny, czy wygląda to losowo.
Zaraz, zaraz. Cofnijmy się, bo wydaje mi się, że zaczynamy budować bardzo złożony model na bardzo małej ilości danych. Michasia ma może cztery pewne przypadki z liczbami życiowymi. Reszta to orientacyjne relacje z niepewnymi trasami. Czy nie jest tak, że teraz dopasowujemy teorię do przesłanek, zamiast szukać teorii, która wynika z przesłanek?
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, Michasia. Mam teraz inne pytanie, może nieco z boku - czy ktoś próbował kiedykolwiek wejść do takiego miejsca z zamiarem potwierdzenia konkretnej liczby? Czyli nie po doświadczenie, ale z intencją zbadania? Bo może brakuje tu kogoś, kto wejdzie do lasu nie jako zwykły spacerowicz i nie jako ktoś wrażliwy, ale jako obserwator?
Mistral, to jest piękna analogia, ale wyostrza też problem. Jeśli wiedza zmienia doświadczenie, to osoby, które weszły do lasu znając już teorię Michaśi, i osoby, które weszły bez wiedzy, nie są porównywalnymi przypadkami. A Michasia sama przyznała, że część jej źródeł czytała jej wcześniejsze posty. To nie unieważnia wszystkiego, ale trzeba na to uważać interpretując relacje.
Czy to znaczy, że ta rozmowa na forum też jest jakimś elementem? Bo skoro piszemy o tym miejscu, dyskutujemy daty i liczby, i ktoś to czyta i potem jedzie do lasu - to my też tworzymy część tego materiału. Trochę dziwne uczucie.
Nagietka, to jest chyba najdziwniejsza rzecz, jaką ktoś tutaj napisał, i jednocześnie - masz rację. Ja sama to czuję, odkąd ten wątek zaczął żyć własnym życiem. Piszemy o miejscu, ustalamy liczby, ktoś to czyta, jedzie tam. Coś w tym jest. Ale nie wiem, czy to powód, żeby przestać rozmawiać, czy właśnie powód, żeby mówić ostrożniej.
Nagietka, ale tak naprawde to działa z każdym miejscem, o którym się pisze w necie. Opisujesz jakiś zakatek, ludzie jadą. Różnica jest tylko taka, że tu opisujemy miejsce przez pryzmat liczb i wibracji. Pytanie jest inne - czy ta rozmowa zmienia liczbę miejsca? Bo chyba nie, liczba jest stała.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do Michaśi, może trochę naiwne. Kiedy mówisz "jedynka i czwórka" - czy to są liczby z tego samego systemu obliczania? Bo czytałam gdzieś, że są różne szkoły i jedna szkoła daje inny wynik niż druga z tych samych danych. Nie wiem jak to działa w numerologii, ale w runach też są różne systemy i nie wszystkie dają się mieszać.
Kryska, to ma sens, ale czy to nie odwraca tego, co Michasia obserwowała? Bo jeśli dobrze pamiętam, to przy strumieniu ludzie tracili poczucie czasu, a przy siodle czuli "obecność". Utrata czasu brzmi bardziej jak efekt czwórki - ziemia, materia, czas. A obecność to raczej jedynka, inicjacja, coś nowego wchodzącego.
A właśnie - czy ktoś z was, kto był w podobnym miejscu, rozróżnia te dwa rodzaje? Bo ze snami jest podobnie - różnica między snem, w którym "ktoś stoi przy łóżku" a takim, gdzie po prostu budzisz się z poczuciem ciężaru, jest ogromna, choć ludzie opisują to tak samo. Może Michasia potrzebowałaby bardziej szczegółowego kwestionariusza przy zbieraniu relacji.
Czytam to od jakiegoś czasu i mam pytanie, może głupie. Czy to miejsce jest jakoś oznaczone na mapach, czy to jest tak, że trzeba wiedzieć gdzie to jest? Bo jeśli ktoś mógłby tam pojechać nie wiedząc o teorii z liczbami, to właśnie taki przypadek byłby chyba najbardziej "czysty", nie?
Czytam wasze odpowiedzi i trochę się gubię. Michasia, to miejsce w lesie - czy jest na jakiejś ogólnodostępnej mapie, czy trzeba wiedzieć gdzie szukać? Pytam, bo gdyby ktoś trafił tam przypadkowo, bez całej tej wiedzy o jedynkach i czwórkach, to byłoby chyba najlepsze "czyste" doświadczenie, o jakie tu chodzi.
Emilka, to dobre pytanie i właśnie to mnie od początku interesowało. Miejsca są na mapach w sensie geograficznym, ale nie są oznaczone jako "osobliwe" czy cokolwiek. Siodło widać na mapach terenu jako obniżenie między wzniesieniami, strumień też jest zaznaczony. Ale to, że ktoś tam trafi i cokolwiek poczuje - tego nie ma na żadnej mapie. I tak, mam kilka relacji od osób, które tam były bez żadnego kontekstu. To jest właśnie ta część, którą najtrudniej mi ułożyć w spójną całość.
Michasia, ale jak to możliwe, że ta sama liczba ma kilka aspektów? Myślam, że liczba jest po prostu liczbą - czwórka to czwórka. A teraz mówisz, że czwórka może byc "aktywna inaczej" w zaleznosci od uwagi? To juz brzmi jak jakies wyjście awaryjne z teorii, żeby zawsze mieć rację.
