Hej, mam pytanie które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czytałam gdzieś że przy zobowiązaniach magicznych, no takich umowach z duchami czy z samym sobą, ważna jest liczba liter w podpisie. Że niby jak podpiszesz sie imieniem i nazwiskiem to musi mieć konkretną wibrację cyfrową, bo inaczej umowa jest jakby niekompletna. Czy to prawda? I czy to też dotyczy intencji pisanych na papierze, bo ja ostatnio pisałam takie coś i sie zastanawiałam czy liczba liter ma znaczenie. No i jeszcze jedno - mam wrażenie ze w życiu uczuciowym coś mnie blokuje i zastanawiam sie czy to moze miec zwiazek z moim numerem ścieżki życia albo właśnie z jakąś źle złożoną intencją.
To ciekawy temat, bo sama się nad tym zastanawiałam przy swoich rytuałach. Ale zacznę od tej kwestii uczuciowej, bo to mnie bardziej uderzyło - jakie masz liczby w swoim układzie? Bo ja przez lata miałam wrażenie, że coś mnie zatrzymuje w relacjach i dopiero gdy policzyłam swój numer duszy i porównałam z numerem osobowości, zobaczyłam napięcie między nimi. Zupełnie jakby dwie siły ciągnęły w różne strony.
Jeśli chodzi o podpis pod zobowiązaniem magicznym, to słyszałam że liczy się przede wszystkim redukcja do jednej cyfry. Czyli bierzesz pełne imię i nazwisko, przypisujesz każdej literze wartość według tabeli pitagorejskiej i redukujesz. Jeśli wychodzi ci 7 albo 9 to podobno są najsilniejsze wibracje do zawierania takich paktów. Ale szczerze to sama nie próbowałam tego przy formalnym zobowiązaniu, tylko przy afirmacjach.
Muszę się tu wtrącić, bo to jest istotne rozróżnienie. Tradycja pitagorejska przypisuje litery do cyfr 1-9 w kolejności alfabetu, chaldejska natomiast opiera się na dźwiękowych wibracjach i nie używa cyfry 9 jako wartości wyjściowej. Przy intencjach i zobowiązaniach magicznych wiele starszych systemów zachodnich odwołuje się właśnie do chaldejskiej, bo ta jest starsza i wywodzi się z astrologiczno-numerologicznych systemów mezopotamskich. Pytanie tylko co rozumiemy przez "zobowiązanie magiczne" w tym kontekście, bo to pojęcie jest tu używane dość swobodnie.
Ja robiłam coś takiego przy nowiu i podpisałam inicjałami, nie pełnym imieniem. Teraz się zastanawiam czy to mogło osłabić intencję. Nikt mi nie powiedział że podpis ma mieć pełną formę...
A pseudonim magiczny to jak się wybiera? Czy sama liczysz litery tak żeby wyszła konkretna cyfra, czy jest coś innego za tym?
To co opisuje Monisia_M to dość popularna, choć uproszczona wersja tej praktyki. W starszych tekstach hermetycznych i kabaalistycznych chodzi o coś głębszego - imię ma być nie tyle dobrane matematycznie, co objawione lub intuicyjnie odebrane. Liczba jest potwierdzeniem, a nie punktem wyjścia. Ale rozumiem że na potrzeby codziennej pracy intuicyjnej uproszczenia są nieuchronne.
Wracając do pierwotnego pytania o opóźnienia w życiu uczuciowym - mam taką obserwację z własnych notatek. Osoby z numerem 7 na ścieżce życia bardzo często opisują właśnie takie blokady. Coś jakby wewnętrzna praca jest ważniejsza niż relacja i życie samo to egzekwuje. Nie wiem czy to wina złożonej intencji czy raczej natura tej liczby.
Ale jak długo można czekać na tę "wewnętrzną pracę"? Poważnie pytam, bo sama mam ścieżkę 7 i mam wrażenie że to tylko wygodna wymówka. Czekam i czekam i nic. Może faktycznie trzeba jakoś przełamać tę blokadę numerologicznie, przez podpis albo przez rytuał?
Czy to nie jest tak, że problem z podpisem przy zobowiązaniach polega na tym, że większość ludzi w ogóle nie zna swojej dominującej wibracji i podpisuje się "na ślepo"? Wydaje mi się że zanim w ogóle napiszemy intencję, powinniśmy wiedzieć z jaką liczbą pracujemy. Inaczej to trochę jak strzelanie bez celu.
Słucham tej rozmowy i mam szczere pytanie - czy ktoś z was ma jakiś konkretny przykład że zmiana podpisu albo świadome dobranie liczby liter faktycznie coś zmieniło w życiu? Nie kwestionuję, po prostu chcę zrozumieć czy to teoria czy ktoś to przeżył na własnej skórze.
Ja bym jeszcze zapytała o jedną rzecz - czy data podpisania intencji też ma znaczenie, czy tylko sam podpis? Bo czytałam że nów i pełnia to oczywiste, ale że dzień miesiąca też powinien pasować... tfu, współgrać z intencją. Na przykład 6. dnia dla spraw uczuciowych. Czy ktoś to łączy z podpisem?
Czyli rozumiem że data i podpis to dwie osobne warstwy tego samego kodu? Zastanawiam się czy jak data jest "zła" a podpis "dobry", to jedno drugie niweluje, czy się jakoś sumują. Bo jeśli tak, to może lepiej w ogóle nie pisać intencji w złym dniu, niż kombinować z podpisem?
Z mojego doświadczenia - jak robiłam intencję w złym numerologicznie dniu, ale z pełnym skupieniem i podpisem który liczy się do mojej liczby życia, to i tak coś zadziałało, chociaż z opóźnieniem. Może właśnie to opóźnienie to był znak że data jednak ma jakiś wpływ? Nie wiem, spekuluję.
Chciałbym wrócić do kwestii którą Wiesia00 poruszyła na początku, bo myślę że gdzieś po drodze trochę ją zgubiliśmy. Pytanie było o liczbę liter w podpisie przy zobowiązaniach - czy to musi być konkretna liczba, czy chodzi o to żeby suma liter dawała konkretną cyfrę? To są dwa różne pytania i różne tradycje dają różne odpowiedzi.
To trochę mnie uspokaja bo inicjały to tylko dwie litery, a ja nie wiem nawet co z nich liczyć - każdą literę osobno czy razem? Bo jeśli osobno to wychodzą mi dwie cyfry i nie wiem co z tym zrobić.
Hej, wracam do tego co Teodozja pisała wcześniej o odpuszczaniu. Powiedz mi szczerze - jak długo czekałaś zanim faktycznie odpuściłaś i zanim cos sie pojawiło? Bo łatwo powiedzieć "odpuść", a jak sie ma trzydzieści kilka lat i zero perspektyw to "odpuszczanie" brzmi jak żart.
Zastanawiam się czy wasze doświadczenia z opóźnieniami nie mają wspólnego mianownika - może nie chodzi o samą liczbę w podpisie, ale o to że intencja była niespójna wewnętrznie? Znaczy: chcesz miłości, ale gdzieś głębiej się jej boisz, i żadna numerologia tego nie naprawi.
A to jak właściwie sprawdzić że intencja jest "spójna"? Czy jest na to jakiś sposób numerologiczny, czy to już bardziej kwestia medytacji i wewnętrznego poczucia?
Przepraszam że znowu zadam to sceptyczne pytanie, ale jak obliczasz "sumę słów" intencji kiedy intencja to całe zdanie? Liczysz każde słowo osobno i redu...kujesz, czy wszystkie litery razem? Naprawdę pytam żeby zrozumieć metodę, nie żeby podważać.
Dobra bo ja mam konkretny problem i może mi ktoś pomoże go rozkminić. Mam intencję o stabelizowaniu relacji. Moje imię i nazwisko to 5. Data kiedy chciałam pisać to nów który wypada 14-ego, czyli 1+4=5. Czyli data i podpis mi się zgadzają - ale 5 to wolność i zmiana, a ja chcę stabilności. To mam to traktować jako zły znak czy dobry?
O, to jest ciekawy problem. Ja bym się nie bała tej piątki przy intencji miłosnej - wolność w związku to nie to samo co brak związku. Ale powiedz mi - ta intencja o "stabilizacji" - jak dokładnie ją sformułowałaś? Bo może problem nie jest w liczbie, tylko w słowach?
Ja bym jednak powiedziała że 5 przy stabilizacji to trochę wewnętrzna sprzeczność, bo stabilizacja to bardziej wibracja 4. I jeśli i data i podpis dają 5, to jakby wzmacniasz tę zmienność zamiast budować fundament. Czy możesz przesunąć intencję na inny dzień?
Powiem wam że to przekonanie o "złej" trzynastce to typowo zachodnia, bardzo młoda superstycja, nieobecna w kabale ani w numerologii pitagorejskiej. Tam 13 redukuje się do 4 i tyle - bez żadnego dodatkowego "ładunku negatywnego". Skąd w ogóle wzięło się u was to myślenie że data ma złą sławę, jeśli liczy się tylko wibracją?
Ale tu mam pytanie do Gnostyka - czy naprawdę da się być w stu procentach konsekwentną, skoro wszyscy wyrastamy w kulturze gdzie pewne liczby "czujemy" inaczej? Mam w notatkach kilka przypadków gdzie osoba świadomie wybrała 13-ego, ale potem pisała intencję z niepokojem i efektu nie było. Czy to nie jest problem?
Ok, ale z punktu widzenia kogoś kto dopiero zaczyna - jak ja mam wiedzieć czy moja intencja jest "spójna" czy nie? Znaczy czuję że chcę związku, ale jak mam sprawdzić czy czegoś się nie boję gdzieś głębiej? To brzmi jak coś na co potrzebuję lat terapii, nie forum.
A to z tym czytaniem na głos brzmi sensownie, ale - wracając do początku rozmowy - czy to wpływa na samą liczbę liter w podpisie? Tzn. czy spójna intencja automatycznie sprawia że podpis "działa" lepiej, nawet jeśli liczba nie jest idealna?
