Ja mogę powiedzieć że planowałam niedawno wyjazd - nie pielgrzymkę, ale taki bardziej prywatny, skupiony - i liczyłam ile dni pod moją liczbę życia. Wyszło mi 5 dni jako najlepsza długość. I faktycznie piąty dzień był inny niż reszta, spokojniejszy, bardziej wyciszony. Czy to numerologia czy przypadek - nie wiem, ale mam to gdzieś w pamięci.
Anastaya, to jest piękne świadectwo, naprawdę dziękuję za podzielenie się tym. I właśnie to mnie interesuje - ta gotowość na pewien moment. Czy można przez numerologię zaplanować pielgrzymkę tak, żeby otworzyć się na konkretny rodzaj doświadczenia w konkretnym dniu? Tzn. mówię: dzień 3. ma być dniem pytan o sens, dzień 7. dniem ciszy?
Heksagram, to już brzmi jak tworzenie intentional journey, medytacyjnej struktury nałożonej na trasę. I to jest fajne, ale to nie jest czysta numerologia - to jest intencja opakowana w liczby. Pytanie czy ta struktura sama z siebie coś robi, czy ty ją tworzysz swoją uwagą.
To może zamiast szukac ostatecznej odpowiedzi - jak wy byście polecili komuś takiemu jak Anastaya ułożyć pierwszą numerologiczną pielgrzymkę? Co liczyć najpierw, ile dni wybrać, na co zwrócic uwagę po drodze? Może to jest bardziej użyteczne pytanie?
Dobra, to skoro Monisia zaproponowała taki schemat - liczba życia plus rok osobisty - to mam pytanie praktyczne: co jeśli mi wychodzi liczba która fizycznie nie ma sensu jako długość pielgrzymki? Np. wyszłoby mi 9 dni, ale trasa którą chcę przejść ma naturalne etapy w 7 lub 11. Czy wtedy naginam trasę do liczby, czy szukam innej metody liczenia?
Jemiolka, to jest naprawdę celna uwaga i właściwie przez całą tę dyskusję gdzieś z tyłu głowy mi to siedzi. Czy istnieje w ogóle jakaś tradycja numerologiczna która wprost mówi o długości pielgrzymek? Czy zawsze to jest własna aplikacja ogólnych zasad do konkretnej sytuacji? Bo jeśli to drugie, to mamy dużo swobody - może nawet za dużo?
Mam wrażenie że ta swoboda interpretacji to nie jest błąd systemu tylko jego cecha. Karty tarota też nie mają jednej interpretacji, runy też. Dlaczego numerologia miałaby być inna? Ale to oczywiście nie znaczy że wszystkie interpretacje są równie dobre - i tu wracam do pytania Heksagrama: czy ktoś zna jakieś starsze źródło które wprost łączy liczby z długością duchowej podróży?
Czytałam kiedyś coś o pitagorejskich sensach liczb w kontekście wędrówki - że dziewiątka to zakończenie cyklu, że podróż trwająca dziewięć dni symbolizuje zamknięcie pewnego etapu. Ale to nie był żaden konkretny system pielgrzymkowy, bardziej ogólna filozofia liczb. Nie wiem czy to się kwalifikuje jako "tradycja".
Dobra ale wróćmy do ziemi - Macierzanka pytała o coś konkretnego i my znowu odpływamy w historię filozofii. Monisia powiedziała żeby liczyć liczbę życia i rok osobisty. Czy ktoś może powiedzieć WPROST jak to zrobić, krok po kroku? Bo może problem jest taki że każdy z nas robi to inaczej i dlatego nie możemy porównać wyników.
Ale Monisia - "wielokrotności"? To jest już duże pole do manewru. Jeśli moja liczba to 3, to iść 3, 6, 9, 12, 21 dni? Każda z tych opcji jest inna i każdą można by uzasadnić. Jak wybrać tę właściwą?
Anastaya, to co mówisz o zaufaniu własnemu odczuciu po wyliczeniu opcji - to jest chyba najuczciwszy opis tego jak ta metoda działa w praktyce. I w sumie zgadza się z tym co mówiła Larkis wcześniej o "ramie" - liczby dają ci ramy, a wewnątrz nich działasz intuicyjnie. Czy to jest właśnie specyfika numerologii pielgrzymkowej - że nie jest przepisem, tylko szkieletem?
Brzoskwinka, to jest trafne. Ja tak mam - bez jakiegoś zewnętrznego potwierdzenia ciągle się waham. Kiedy policzyłam i wyszło mi 6, to przynajmniej przez pierwsze trzy dni szłam bez wątpliwości. Dopiero potem zmieniłam. I teraz myślę że może to 8 dni nie "zmarnowało" intencji jak pisałam wcześniej - może po prostu moja intencja na 6 trwała 6 dni, a potem zaczęłam coś innego?
Dobra, to teraz ja się przyznam do czegoś - przez całą tę rozmowę o post-hoc racjonalizacji mówiłam głównie o sobie, ale właściwie zastanawiam się czy to nie jest dokładnie to samo co robi każdy kto planuje pielgrzymkę. Masz trasę, masz dni, coś się wydarza - i potem szukasz w tym sensu. Czy numerologia naprawdę poprzedza decyzję, czy zawsze ją tłumaczy wstecz?
Jemiolka właśnie! Ja jak szłam te 6 dni to nie analizowałam każdego wieczoru co mi wyszło z numerologii. Dopiero jak wróciłam, siedziałam i myślałam o tym co przeżyłam - i wtedy liczby mi coś mówiły. Może to jest właśnie ten rytm - liczysz przed, rozumiesz po?
Ale zaraz - jeśli liczysz po fakcie ile trwała i dopiero wtedy szukasz sensu w numerologii, to chyba każda liczba dni będzie "znacząca". 1 dzień - jedność, nowy początek. 2 dni - dualność, balans. 3 dni - trójca, dopełnienie. I tak dalej. Gdzie jest ta granica?
Larkis, i właśnie tu jest różnica między kimś kto zna system a kimś kto go używa powierzchownie. Nie wybierasz znaczenia losowo - patrzysz na całą kartę numerologiczną, na to co w twoim życiu aktualnie gra, na rok osobisty. Jedno znaczenie pasuje lepiej niż drugie jeśli widzisz cały obraz. Tak to działa.
Ale Monisia, kto ustalił że rok osobisty 9 to zamknięcie cyklu? Pytam poważnie - skąd pochodzi to przypisanie? Bo jeśli to jest konwencja, to ktoś kiedyś to wymyślił. I mógł wymyślić inaczej.
Larkis wspominała wcześniej o pitagorejskich źródłach i to chyba jest najbardziej konkretna nitka jaką mamy w tej rozmowie. Ale sama przyznała że to był artykuł blogowy. Czy ktoś w tym wątku ma dostęp do czegoś starszego, bardziej pierwotnego? Chcę to zrozumieć zanim pójdę dalej z tym tematem.
Heksagramie, uczciwie - nie mam. Szperałam po angielskich stronach i jest sporo odwołań do Pitagorasa, ale to trochę jak z cytatami w internecie - każdy powołuje się na Pitagorasa ale nikt nie podaje konkretnego tekstu. Chyba że Teodozja_C coś wie, bo ona szuka solidnych podstaw od samego początku tego wątku.
A może ta tradycja po prostu nie istnieje w takiej formie jakiej szukacie? Numerologia jak ją znamy to chyba głównie XIX i XX wiek, dużo Zachodu, dużo nowej ery. Pitagoras to bardziej inspiracja niż źródło. Nie mówię że to dyskwalifikuje system, ale może oczekiwania co do "starożytnych ksiąg" są trochę nie na miejscu.
Może to trochę nie na temat ale ta rozmowa o źródłach przypomniała mi że sama szłam bez żadnej wiedzy o pitagorejczykach. Po prostu policzyłam liczby jak nauczyłam się z forum, wybrała 6 dni i szłam. I coś z tego przeżyłam. Czy to że nie znam źródła zmienia to przeżycie?
Właściwie zastanawiam się czy nie zbaczamy za bardzo od oryginalnego pytania - tu szło o to ile dni lub mil powinna trwać duchowa podróż. A my rozmawiamy o epistemologii numerologii. Czy ktoś może powiedzieć - po przejściu przez to wszystko, jaka jest wasza praktyczna odpowiedź dla kogoś kto planuje coś teraz?
Heksagram, ale to co napisałeś o tym żeby "pozwolić że jedno przyciągnie" - to dla mnie nadal jest trochę mgławicowe. Jak praktycznie to wyglądało u ciebie? Miałeś te kilka opcji z obliczeń i co - czekałeś na sen, na znak, na co?
ale powiedz szczerze - gdybyś miał wolny urlop 14-dniowy to byś szedł 11 czy 14? Bo jeśli zawsze dostosujesz obliczenia do tego co możliwe, to gdzie tu numerologia a gdzie po prostu logistyka?
Wchodząc trochę z zewnątrz w tę rozmowę - ta kwestia logistyki kontra numerologia dotyczy chyba nie tylko długości, ale i odległości. Jak ktoś planuje pielgrzymkę milami to ile realnie może przejść dziennie, a ile wynika z systemu? Czy ktoś kiedyś miał sytuację gdzie liczba "duchowo właściwa" była fizycznie niemożliwa?
Macierzanka, ale tu jest ciekawy wątek - może duchowość pielgrzymki polega właśnie na tym że idziesz tyle ile możesz, a nie tyle ile wskazuje liczba? To by zupełnie wywróciło pytanie Heksagrama. Nie "ile powinna trwać" tylko "ile jesteś w stanie" i tam szukasz sensu?
Monisia, pytam z ciekawości - jak wiedziałaś że 5 to "ruch i zmiana" a nie na przykład rozproszenie i chaos? Bo 5 ma chyba w różnych systemach różne znaczenia. Gdzie szukasz tego konkretnego przypisania które uznajesz za swoje?
