To jest w ogóle problem z całą ezoteryczną empirią. Doświadczenie jest prawdziwe dla osoby, która go przeżywa, ale nie da się go przenieść ani zweryfikować. Więc jak mamy w ogóle mówić o tym, że "działa" albo "nie działa"?
Novaria wskazuje na coś ważnego. Numerologia jako system robi twierdzenia o liczbach, które można by przynajmniej sprawdzić wewnętrznie pod kątem spójności. Ale "moje zaklęcie z trzema słowami działa lepiej" to twierdzenie innego rodzaju. Mieszamy poziomy.
To jest dokładnie to, o czym myślałam, kiedy zadawałam pytanie w temacie. Nie wiedziałam, jak to nazwać, ale Jurek to teraz ładnie określił. Chciałam wiedzieć czy to jest twierdzenie z systemu, czy z doświadczenia. Bo to dwie różne rzeczy i obie mogą być prawdziwe, ale na różny sposób.
Przy runach mam podobny dylemat. Czy runa działa, bo ma przypisane znaczenie w systemie, czy dlatego, że wierzę, że działa? Albo może obie te rzeczy są potrzebne jednocześnie? Pytam, bo może to pomoże w tej dyskusji.
Albo przez żadne z nich. Może liczba słów nie robi żadnej różnicy sama w sobie, a efekt rytualny zależy od czegoś całkowicie innego, na co nie zwracamy uwagi, bo jesteśmy skupieni na liczeniu.
Dobra, ale wróćmy do czegoś konkretnego, bo trochę odpłynęliśmy. Natka pytała czy krótsza mantra działa lepiej. Minęło tyle postów i nadal nie wiem, czy ktokolwiek ma jakieś praktyczne doświadczenie z porównywaniem długości, poza Baską. Czy ktoś jeszcze próbował?
No to może tak konkretnie, bo już trochę kręcimy się w kółko. Ja testowałam ostatnio afirmację w dwóch wersjach, raz pięć słów, raz jedenaście, i szczerze mówiąc nie czułam między nimi różnicy. Ale może to kwestia tego, że nie miałam odpowiedniego skupienia? Albo że afirmacja to nie to samo co zaklęcie? Nie wiem. Piszę bo Znachorka pytała kto jeszcze próbował i ja próbowałam, ale wyniki mam zerowe.
Przy runach jest podobnie. Każda runa ma własną wartość, ale czy liczyć runy w sekwencji, czy patrzeć na ich sumę, to zależy od tego, której szkoły się trzymasz. Może z zaklęciami jest tak samo i dlatego nie możemy dojść do wspólnego wniosku, bo każdy bazuje na innym systemie?
Czyli może odpowiedź na pytanie z tytułu wątku brzmi: zależy od systemu, którego używasz? To trochę nieusatysfakcjonujące, ale chyba uczciwe. Choć mnie nadal ciekawi, czy ktoś miał doświadczenie, gdzie zmiana liczby słów zrobiła wyraźną różnicę niezależnie od systemu.
Goris zadaje sensowne pytanie i ja je podpieram. Subtelność to nie wada, ale jeśli mówimy o systemie numerologicznym, który przypisuje konkretne właściwości konkretnym liczbom, to gdzieś te właściwości powinny być zauważalne. Inaczej co z tego systemu wynika dla praktyki?
Ja układam od jakiegoś czasu, ale przyznam że głównie patrzę na brzmienie i rytm, a nie na liczbę słów wprost. Potem sprawdzam co wychodzi numerologicznie niejako przy okazji. Może to jest błąd metodologiczny, ale jakoś nie umiałam zacząć od liczby i dobrać do niej słów, bo formuła wychodziła nienaturalnie.
Metafora soczewki i strumienia bardzo do mnie przemawia. Ale jak to przełożyć na liczby? Soczewka to ile słów? Trzy? Pięć? Bo to wciąż wracamy do problemu, że bez konkretnego systemu ta metafora jest ładna, ale nie daje mi wskazówki co do praktyki.
Ale poczekajcie, bo tu wychodzi coś ważnego. Skoro każda liczba może mieć kilka znaczeń, to może nie chodzi o to, żeby trafić w jakąś jedną właściwą liczbę, tylko żeby wiedzieć, które znaczenie danej liczby w danej chwili jest aktywne? I czy to nie jest właśnie ta część, której się nie da wyczytać z książki, tylko trzeba wyczuć?
Tarotowa zadaje pytanie, które dotyka czegoś podstawowego w każdej tradycji ezoterycznej, nie tylko numerologii. Jak odróżnić interpretację od projekcji? Myślę, że w praktyce robi się to przez sprawdzanie w czasie, a nie w momencie wykonania. Ale to jest długi proces i wymaga dyscypliny notowania. Czy ktoś prowadzi jakieś zapiski z praktyki? Bo dyskusja o liczbie słów bez żadnych danych empirycznych z własnej praktyki jest trochę jałowa.
Mam właściwie to samo pytanie co Leszek. Zastanawiam się, czy ta połowa to jest coś specyficznego dla numerologii słów, czy to jest baseline dla wszystkich praktyk ezoterycznych niezależnie od systemu. Jeśli tak, to może liczba słów nie ma znaczenia, bo wyniki i tak oscylują wokół tej samej wartości.
Natka pyta o coś, co brzmi jak eksperyment metodologiczny i szczerze, to jest chyba jedyna sensowna droga, żeby cokolwiek stwierdzić w praktyce. Pytanie tylko, jak mierzyć wynik. Efekt zaklęcia bywa rozciągnięty w czasie i zależy od stu innych czynników. Czy ktoś ma pomysł na to, jak ustawić taki test, żeby był choć trochę powtarzalny?
To jest ciekawa myśl, bo ja właśnie poczułam, że jak zaczynam liczyć słowa, to zaklęcie staje się bardziej przemyślane. Czyli może liczenie słów wymusza na mnie uwagę, której bez liczenia by nie było. Nie wiem, czy to jest efekt numerologiczny czy psychologiczny, ale efekt jest.
Myślę, że nie da się ich łatwo oddzielić i może nie trzeba. Może ta dyskusja cały czas kręci się wokół pytania, czy system jest obiektywnie prawdziwy, a tymczasem ciekawsze pytanie brzmi, czy działa w praktyce i dlaczego. A odpowiedź, że skupia uwagę, jest jak najbardziej wartościowa, bo oznacza, że krótsze zaklęcie działa lepiej wtedy, kiedy skupiasz się lepiej na krótszej formule. I tyle może być prawdy w tytule tego wątku.
To mi trochę rozjaśnia. Czyli zamiast pytać, czy krótsze działa lepiej, powinnam pytać, czy dobrze zaadresowane działa lepiej? Bo to by oznaczało, że mogę mieć długą formułę, która jest numerologicznie chaotyczna, i krótką, która jest precyzyjnie zaadresowana, i ta krótsza nie jest mocniejsza, tylko celniejsza.
Natka to dobrze ujmuje i ta różnica między mocą a celnością wydaje mi się kluczowa dla całego wątku. Ale mam pytanie do Jurka: jeśli liczba jest adresem do bóstwa lub siły, to co się dzieje, gdy dwie tradycje przypisują tę samą liczbę różnym bytom? Na przykład trójka w jednym systemie to boska triada, w innym to chaos.
Centa porusza coś, co w praktyce jest problemem realnym. Ja sama kilka razy zostawiałam zaklęcie niedokończone, bo nijak nie mogłam domknąć go do właściwej liczby bez psowania sensu. I moje doświadczenie jest takie, że zaklęcie z nieodpowiednią liczbą, ale pisane z pełnym zaangażowaniem, działało lepiej niż to, które sztucznie dostosowałam do liczby. Co sugeruje, że może jednak uwaga jest ważniejsza od struktury, ale to tylko moje obserwacje.
Ale Baska, czy to znaczy, że numerologia w zaklęciu działa tylko wtedy, gdy już jej nie używasz świadomie? Bo to by było dość przewrotne. Uczysz się systemu po to, żeby go potem zapomnieć?
Natka, ale to jest chyba dobra zmiana pytania. Chociaż mam wątpliwość: jak w praktyce rozpoznasz, że liczba słów jest pomocą? Czy to jest to samo uczucie płynności, o którym mówi Centa, czy coś innego?
